20 minut skrajnych emocji.

Codziennie latam po blogach, flikerach, galeriach i forach. I codziennie widzę tony wiosny i soczyste kolory na Waszych scrapach i zdjęciach. U mnie niestety dużo przesileniowej chandry.
Ale staram się czymś rozweselać. Jeśli, na przykład tak jak dziś drążą mnie w gardle notoryczne kulinarne porażki, desperacko szukam przeciwwagi. I znajduję ją. Jest coś co drąży mnie (a właściwie mój nos) bardziej. Sukces! Mam na myśli dzisiejszą podróż metrem. 10 minut czystej rozrywki i 10 minut czystej tortury.
Dwie młode panie rozprawiały zapalczywie przy rurce do trzymania pionowej. Wtedy to właśnie dowiedziałam się jakie obie mają rozmiary biustonoszy, jakie sobie muszą kupić (jedna zaszaleje i kupi sobie czarny i biały, hura!), jaki makijaż ma dietetyczka i czym zniechęciła instruktorka jogi (tak na marginesie: wyglądem). Na prawdę mnie to zainteresowało, mimo że tylko z nudów. Jestem w plotkarskim niebie - pomyślałam i wcisnęłam się pomiędzy pana z plecakiem w gęsi, a dziecko bez zębów. Aby być bliżej niuserek oczywiście. Ludzi w metrze przybywało. Rozmowa rozwijała się w najlepsze, tematy zeszły na kolegów męża i to że jest ze wsi. Poruszony został też żywo problem bezdomnych we Wrocławiu. "Kobieto jedno i drugo, kocham was!"- chciałam wykrzyknąć. Może się dziwicie czemu mi się to tak spodobało, ale wyobraźcie sobie, że nawet 20 minutowa podróż metrem dwa razy dziennie może być bardzo nużąca, gdy się nie ma gazety. Kiedy opowieść o kolacji z teściami zbliżała się do fascynującego finału nastała stacja Marymont. Rano zawsze pełna ludzi. Wszyscy chcieli wsiąść i, nie wiem w jaki sposób, ale wszystkim się to udało. Skutki były dla mnie opłakane. Mój duet niusowy przesunął się w głąb wagonu odrywając się niebezpiecznie od pionowej rurki. Ja za nimi (tym razem musiałam przejść po, a nie obok, bezzębnego dzieciaka). Niestety nie znalazłam niczego do trzymania. Był co prawda ten dzieciak, ale już za płaski i za mało stabilny żeby się go złapać. Więc postanowiłam trzymać się swojego umysłu. To nie mogło się udać. Znalazłam punkt oparcia w gazecie pana przystojnego. Mój duet był nadal bardzo blisko. Obcierająco blisko. Ale różnica pomiędzy mną a nimi była taka, że one miały dostęp do poziomej rurki nad głowami. Obie mocno się jej złapały, każda obiema rękami. I to był moment traumatyczny, moment zagłady mojego układu oddechowego. Fetor spod ich pach był tak mocny, że zaczęłam przekonywać swój mózg, że potrafię oddychać jedynie otwierając i zamykając oczy. Jednak i one szczypały od bezwzględnego zapachu potu. Historie osobiste tych pań przestały mnie interesować - musiałam uciekać. Nawet mój ulubiony właściciel gazety zaczął się obracać w drugą stronę. A ja nie mogłam, nie miałam pola ruchu. Dopiero na następnej stacji, gdy ubyło dzieciaka, udało mi się stanąć do nich tyłem. I tak przez następne 10 minut. Ta podróż pozwoliła mi się zrelaksować i odetchnąć (?). Nabrałam nowego spojrzenia na otaczającą rzeczywistość a przyziemne problemy, o których było na początku, przestały istnieć.

Pierwsza praca to lift Liftonoszek tej pracy:


Użyłam tu dużo waty. Ciekawe czy ktoś zgadnie do czego :D

Druga praca to okładka do tagów na skrzydlate wyzwanie Craft Artwork:

Comments

  1. Swietne prace, okladka powala, ale opowiesc zgladzila mnie! Genialne :P

    ReplyDelete
  2. ha! chyba zacznę metrem jeździć :p ja za to stojąc 15 minut(!) w kolejce, usłyszałam o pantomimie i układzie tanecznym, które szkoła wyższa aktorska (Czy taka jakaś) ma przedstawiać w budowlance, w której przważają faceci :p i również o tym, że jedna Pani była u X (tu znaczące spojrzenie po koleżankach), ludzie są ciekawi ... :p
    ŚWIETNY SCRAP :)

    ReplyDelete
  3. Cudowna okładka ( widzę ,że polubiłaś śmieci), podróży nie zazdroszczę ...;)

    ReplyDelete
  4. Hahaha ;) final opowiesci wstrzasajacy ;) oj tak w srodkach komunikacji publicznej mozna sporo njusow wyniuchac ;)

    ReplyDelete
  5. Jesteś mistrzynią. Tak ciekawie przedstawić zwykłą podróż w zatłoczonym metrze, to wielka sztuka. Czytałam ją z otwartą buzią.
    Prace fantastyczne, ale ta na wyzwanie Craft Artwork mnie poprostu powaliła.

    ReplyDelete
  6. haha - uwielbiam "Cię" czytać :-D

    Scrap super, ale okładka na tagi... no wymiata pod każdym względem!

    ReplyDelete
  7. dokładnie "tak ciekawie przedstawić zwykłą historię" zwykłą bo chyba każda z nas w środkach transportu doświadczyła smordku spod czyjeś paszki ;))) błagam pisz częsciej ! :D
    Scrap wymiata, taki taki delikatny :D a wata czyzby biała farbą na watkę i pocierałaś papier:D

    ReplyDelete
  8. A WATY to chyba CUKROWEJ;)

    ReplyDelete
  9. Genialnie piszesz, czekam na jakąś powieść ;)

    Prace są rewelacyjne, obie. W pierwszej wata pewnie posłużyła do ciapania, nie?

    ReplyDelete
  10. Bardzo spodobała mi się tagowa okładka, ale jeszcze bardziej Twoja opowieść, czyta się ją jak kryminał- nie mogłam doczekać się zakończenia!

    ReplyDelete
  11. Ha, jak zwykle uśmiałam się jak norka ;P I jak zwykle ciekawa byłam zakończenia :)
    Scrap jest świetny, ale okładka mnie powaliła - jest bombowa! Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  12. I scrap i okładka REWELACJA!! Ależ Ty masz przygody! :D

    ReplyDelete
  13. Czytanie Ci, to czysta przyjemność :)) chociaż podróżnych warunków nie zazdroszczę :P
    Scrap jest fantastyczny!!!
    Bosski kolor- zupełnie jak cukierki pudrowe ;)
    Okładka jest nieziemska!!!
    Ten kolor i dodatki... super :)
    :*

    ReplyDelete
  14. Twoje prace powalają !
    Czytanie twojego bloga to czysta przyjemność !!!!
    Okładka ......... zakochałam się !

    ReplyDelete
  15. Z zapartym tchem czekałam na finał tej opowieści i muszę powiedzieć, że się nie zawiodłam ;)

    ReplyDelete
  16. to ja nie powiem już nic bo zginiesz w pochwałach!! :*

    ReplyDelete
  17. hahahhahahahaha
    wyłączam wszystkie inne blogi, strony, tv, radia... wszystko.. bo dawno się tak nie uśmiałam..! z tym uśmiechem kładę sie spać i mam nadzieję, że razem z nim wstanę..
    Okładka- przecudna!
    pozdrawiam!

    ReplyDelete
  18. Jedynym ratunkiem jest zakup roweru na stołecznej wersji targowiska "Niskie Łąki"

    ReplyDelete
  19. A pokarało Cię za ciekawość hahahah :P

    ReplyDelete
  20. Stacja Marymont, mój przystanek (o ile jestem w Warszawie). Byłaś może kiedyś w Hali Marymonckiej? Jeśli nie, to wyobraź sobie, że panie ekspedientki które tam pracują, nie mają czytnika kodów kreskowych i same dukają każdy kod na kasie, a kodów jest tysiące i nawet mój sztywny umysł matematyczno-fizyczny nie byłby pewnie w stanie osiągnąć takiej perfekcji w dukaniu. Jest to dla mnie istny fenomen na skalę światową i uważam za mój obowiązek dzielić się tym niecodziennym faktem. To taki mój hołd dla pań ekspedientek.

    Cóż mi zapaszki spod paszki towarzyszą średnio dwa razy w tygodniu. Zwłaszcza w czwartki o 13:33 w autobusie lini numer 6, gdzie pewna pani szczególnie upodobała sobie mnie jako obiekt do oczadzenia. I choć uciekam przed nią w tym 4 metrowym autobusiku, ona zawsze jest w pobliżu i jej smród też.

    amen.

    ReplyDelete
  21. ;_)) Czeko kocham Twoje opowieści;-)) i dwie myśli mi się nasunęły po przeczytaniu: pierwsza: dobrze, że jest jeszcze chłodno a nie letni upał i zapaszki jeszcze się tak nie rozbuchały. A druga, ze te dwie laski są w tyle za modą: teraz nie nosi się białych czy czarnych biustonoszy, Ci co mogą sobie pozwolić to nie noszą wcale a reszta w kolorze cielistym,cętkowane czy inne lamparcie.
    Buziaki;_)

    ReplyDelete
  22. świetnie się zapowiada!!... okładka na flickrze rewelacyjna!!:))

    ReplyDelete
  23. Porcelanowa hahha, wyniuchać niusy - idealne stwierdzenie :D
    Kati dziękuję Ci bardzo, nie masz pojęcia ile znaczą dla mnie te słowa :*
    Duś Zgadłaś! :D Mózgu mój kreatywny :)) Dziękuję Ci kochana.
    Aniu z poddasza Dokładnie, do ciapania, mazania, malowania. Straszliwie Ci dziękuję, ale powieść to chyba za sto lat :D
    Habka chcesz żebym się zaburaczyła jeszcze bardziej? udało Ci się! :D dziękuję :*
    Katharinko Bardzo się cieszę, że miło spędziłaś tu czas i dziękuję za te słowa :)
    Zuzanno To co napisałaś wprowadziło mnie w istną ekstazę. Nie masz pojęcia jak miło mi to czytać, wiedzieć, że uśmiechnęłaś się dzięki temu co napisałam :))
    Wanilia... oraz zmuszenie się aby na niego wsiadać o 7 rano :D
    Enth mieszkam na bielanach więc hala marymoncka jak najbardziej :) Ale o wyjątkowości ekspedientek tamtejszych nie słyszałam. dzięki za cynk i gdy następnym razem będziesz to punk obowiązkowy wycieczki - spotkanie ze mną!! :*
    Lily no to mnie rozbroiłaś. Nie wiedziałam o tej modzie. :D :D hahahha, jesteś królową!
    Magdo Polakow, Noomiy, Pampuszku, Vivo, Ecilo, Chimerko, Annar, Moniu, Miraku, Guru, Gurianko Każde pozostawione przez Was słowo w tym miejscu niesamowicie mobilizuje. Teraz jestem do tego stopnia naładowana energią, że ugryzę chyba ścianę :D Dziękuję Wam kochane... normalnie się wruszam :)) :*

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts