4/26/2011

Wino, przetłuszczenie, komandosi i padlina = święta

Uprzytomniwszy sobie, że święta już minęły muszę je podsumować, aby w ogóle przypomnieć sobie, że były. U mnie opierały się na podróżowaniu i prostych momentach okraszonych wzlotami w atmosferze rodzinnej. Najpierw gorączkowe przewalanie szafy z budzącym dreszcze zdaniem na ustach: "nie mam co na siebie włożyć". Potem wybranie siedmiu możliwych zestawów i próby zapakowania ich w listonoszkę. Fiasko. Redukcja do trzech, fiasko. Odkurzenie torby podróżnej z-prawie-urwanym-kółkiem i załadowanie siedmioma możliwościami plus jedną alternatywą. Wypełnienie bagażnika i podróż. Ciąg dalszy podróży. Nostalgiczne i rozrzewniające myśli o przemijaniu w konfrontacji z padlinami rozmaitych gatunków na jezdni. Podróż trwa, podróż się kończy. Radosne uściski, łzy wzruszenia i nadal migające w głowie obrazki rozmaitych gatunków. Badanie zawartości kiełbasy, czesanie przetłuszczonych włosów (a właściwie nerwowe próby wyplątania z nich grzebienia) - decyzja o spaniu w foliowej torbie aby tylko nie myć ich już dziś. Godziny snu i budzenie przez język psa w kąciku oka. A więc to nie mara. Doprowadzanie głowy do stanu zdatności. Turlanie jajem po stole od brzega do brzega w nadziei, że lepiej się obierze. Dołujące spostrzeżenie - mój lakier z paznokci lepiej się obrał. Podziwianie loków babci jako metafory wiosennego przebudzenia. Zawartość kiełbasy nadal niezbadana. Wizje atakującego wielkiego czekoladowego zająca. Jednak zając pozostaje na stole. Najazd drugiej części rodziny (ja byłam pierwszą) i mozolne obieranie ogórków. Paraliż ręki od trzymania obieraczki. Przypomnienie i panika wewnętrzna w temacie rozmaitych gatunków. Najazd trzeciej części rodziny. Obiad. Obserwacja siostrzeńców dotycząca mojego stroju. Pagony = zabawa w komandosów. Przyswajanie zasad zabawy i próby koordynacji słów "padnij" z rzeczywistym padnięciem. Obiad przybliża się do górnego wyjścia. Kapitulacja i kolacja. Pierwszy kieliszek wina. Walka ze snem i zimnymi nóżkami. Mieszanie alkoholi wódka - wino. Wizja porannych skutków. Decyzja życiowa - jeden trunek. Czwarty kieliszek wina - majaczenie. Zachwianie perspektywy i zasadności wypowiadanych słów przez ciotkę po prawej. Zmiana miejsca przy stole. Szósty kieliszek wina - godzina dwunasta. Problem z koncentracją i identyfikacją boczku. Boczek uchyla się od odpowiedzialności, umywa ręce. Rozpoznawanie matki w twarzy kobiety na przeciwko. Siódmy kieliszek niedokończony. Przyswajanie informacji z opóźnieniem półtorej minuty. Rozżalenie i nostalgia. Tęsknota za dzieciństwem i zubożeniem języka. Decyzja o wyeliminowaniu trudnych słów z życia codziennego.
To była sobota i niedziela. Poniedziałek był trochę bardziej przytomny od tej ostatniej, ale również w podróży. Dziś za to dopiero odpoczywam i mam zamiar scrapować do upadłego. Ponadrabiam może wreszcie zaległe prace Liftonoszkowe.
Do pokazania mam niewiele, jedynie dwie malutkie prace z czwartku.
Notes dla samej siebie na piękne słowa, inspirujące zdania i uskrzydlające myśli (wciąż w temacie :D):




Oraz zawieszka do kluczy w kształcie monogramu na wyzwanie uzależniającego CraftArtwork :)
Dzięki sklejeniu z grubego kartonu i pokryciu porządną warstwą crackle paint zawieszka jest bardzo praktyczna (mimo że papierowa).


Czy wasze święta dostarczyły Wam więcej odpoczynku? Chętnie poczytam :)) Pozdrawiam.

10 comments:

  1. dlaczego torba foliowa? :DD
    ten notesik jest fajny, bardzo się podoba mnie :P

    ja może takich przeżyć nie miałam, ale i tak jestem po nich przybita - może to normalne?

    ReplyDelete
  2. Torba foliowa żeby poduszki nie zatłuścić :D

    ReplyDelete
  3. no no, nieźle. Chyba tygodnia potrzeba, żeby dojść po takich świętach do siebie. U mnie było wyjątkowo spokojnie, nie żeby zawsze działo się dużo...ale w te święta (przed obżarstwem) ratował mnie kot, który bardzo, ale to bardzo chciał chodzić na spacery i oznajmiał to głośno wszystkim członkom rodziny, a ponieważ tak jakby jest mój, to ja "musiałam" z nich chodzić. W zasadzie to nie pamiętam czasów, żebym tyle czasu spędzała na "świeżym" powietrzu.

    Notesik bardzo fajny, też chyba o takim pomyślę. Zawieszka fantastyczna:)

    ReplyDelete
  4. ahhahahahaaa :D rozumiem :D

    ReplyDelete
  5. ;-))) Czeko no to święta miałaś ciekawe;-) U mnie święta zleciały błyskawicznie, zdecydowanie nieadekwatnie do czasu przygotowań do nich. I nie znam w praktyce słowa odpoczynek...
    Piękny notes a jeszcze bardziej chciałabym poczytać jego zawartość jak go zapiszesz;-)) Zawieszka magiczna - bardzo mi się podoba;-)

    ReplyDelete
  6. bardzo lubię Twoje opisywanie rzeczywistości.
    p.s.scrapy też.

    ReplyDelete
  7. świetny blog i piękne prace! dodaję do obserwowanych i zapraszam do siebie :)

    ReplyDelete
  8. hahaha ależ tempo nadałaś, obrazy wyobraźni przesuwały sie tak szybko jak w jakimś zwariowanym filmie :D

    ReplyDelete
  9. Ale słowotok!!!!!!! Wiersze pisz! będę czytać i kupie nawet tomik!

    ReplyDelete
  10. turlałam się ze śmiechu z powodu wątku "winnego" ;)

    ReplyDelete

Blog Archive