4/15/2011

Znajomość na całe życie.

W tym tygodniu był taki dzień, w którym widziałam w metrze chłopaka (a może już pana) bez nogi. Moją uwagę zwrócił z trzech powodów. Po pierwsze był niczym sobowtór Ryana Goslinga (tak tak, to ten przystojniacha). Po drugie był przygnębiająco brudny, niezadbany i nieświeży. Bezdomny na pewno. Po trzecie był też smutny.
I mimo, że nasze spotkanie trwało 7 minut i było jak najbardziej przelotne to wiem, że był to jeden z tych ludzi, którym można poświęcić całe życie. I nie wiem czy przykro mi było z tego powodu, że na stacji ratusz wziął swoje dwie kule i powoli wyszedł z wagonu, czy dlatego, że był po prostu tak bardzo smutny. Nie wiem też, czy w ciągu kilku minut zakochałam się w bezdomnym, czy zwyczajnie uderzyła we mnie jego klęska pociągając za sobą współczucie.
Nie będę dalej snuć swoich rozważań światopoglądowych, rozterek sercowych i nostalgii. Wspominam tylko o tym chłopaku, bo to właśnie on i kilka innych zdarzeń tamtego tygodnia przyczyniło się do mojego trudnego nastroju.
Nie wiem czy właściwe jest to co robię: wszystkie negatywne emocje wyrażam na wiele sposobów, tylko nie słowami. Jednym z nich są strony art-journala.





Każdą z nich zgłaszam na konkurs sklepu scrapki.pl na forum scrappassion. Na pierwszej wszystko co widzicie to gesso oraz tusze distress z tego sklepu. Do trzeciej sama cięłam stemple i strasznie się namęczyłam :D

Wczoraj w nocy, na wyłączonym mózgu zrobiłam też pracę na wyzwanie CraftArtwork. Należało zalterować klucz. Miałam pomysł na taga, ale w trakcie pracy, okazało się, że dziurka na sznureczek sporo by mi namieszała. Wyszedł więc taki niby tag :) Praca jest o moim kluczu do cierpliwości.

Dzięki wykorzystaniu gesso jako podkładu pod tworzenie tła moją ulubioną techniką, uzyskałam urzekający mnie efekt. Faktura też jest wyzwalająca wszelkie podniety :D

Na koniec pokazuję scrapa liftonoszkowego. Wreszcie nadrobiłam. Lift tej pracy.


Jak widzicie nie mogę się oprzeć aby nie wciskać wszędzie ulubionych ćwieków. :D
A na wielce artystycznym zdjęciu plecy mojego K. i tramwaj w deszczu pędzący.

14 comments:

  1. ha! mega dziwne spotkanie... Ciekawe jak pewni ludzie zupełnie nam nieznani potrafią zawładnąć naszymi uczuciami, nie?
    Scrap fajny, a wpisy do journala mają moc :)

    ReplyDelete
  2. Strony journala w połączeniu z wpisem na blogu bardzo poruszają. Są wymowne i skłaniają do przemyśleń. Cudne prace:)

    ReplyDelete
  3. journal genialny, wszystko genialne.
    to niesamowite, zaglądam tu od niedawna i w tak krótkim czasie widzę, jak błyskawicznie się rozwijasz. zazdroszczę tempa :)

    ReplyDelete
  4. Czeko, po prostu kocham Cię za tego artjournala! Genialnie wyrażone to wszystko co często czuję. Reszta też piękna, ale żurnal wymiata:)
    Ja dzisiaj też przechodziłam koło proszących o jałmużnę kobiet i tak się zastanawiałam, że fajnie by było, gdyby był jakiś taki odgórny nakaz od rządu czy coś takiego, żeby choć raz na miesiąc każda osoba w państwie przekazała 10 złotych na takich ludzi. Samemu z siebie ciężko coś dać, a tak byłby przymus i już. A nikt by przecież nie zbiedniał, tylko poprawił komuś jakość życia. Zawsze załamuje mnie to, że są ludzie, którzy nie wiedzą co mają zrobić z pieniędzmi i tacy, którym kilka groszy może zmienić życie.
    Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale tak jakoś wyszło. I nadal tkwię w podziwie dla wyrażenia tych uczuć w artjournalu:*

    ReplyDelete
  5. Zdarzyło mi się dawno temu zobaczyć w autobusie kogoś kto zawładnął moją wyobrażnią i zniknął.Na kilka lat,a potem pojawił się nie spodziewanie , w innym miejscu innym czasie,jak duch przeszłości...i został moim mężem.buziaki,piękny post i piękne prace.

    ReplyDelete
  6. Ależ przejmujące te opowieści Twoje... aż mi się nostalgia włączyła...

    ReplyDelete
  7. cudne journalowe stronki!!
    a Twój klucz do cierpliwości jest genialny!!:))

    ReplyDelete
  8. Trzecia strona journala jest mega!

    ReplyDelete
  9. Pięęęękne te strony! Te kolory zlewające się przy oku, te paćkanki, no i oczywiście zawartość słowna świetna.
    (A jak przeczytałam o wycinaniu stempli, to mnie z nóg zwaliło, że taki fotel potrafisz wyciupać... na chwilę :)

    ReplyDelete
  10. wpisy do journala są niesamowite!
    te 5 minut znam z autopsji:-)
    oko grafiką mnie rozłożyło!

    ReplyDelete
  11. kasiu wycinałam koła a nie fotel. Fotel to element tekturowy k&co. :)

    ReplyDelete
  12. pokochałam razem z Tobą pana z tramwaju...
    pokochałam też Twój art-journal - jest niesamowity!

    ReplyDelete
  13. Wow just too artistic for words !

    ReplyDelete

Blog Archive