5/19/2011

Aspołeczne manewry kataną w metrze.

Być może jestem aspołeczna, nieprzystosowana do życia między ludźmi. Może traktuję ich z góry, a może po prostu jestem nerwowa.
Dlaczego w każdym wagonie metra zawsze znajdzie się ktoś, kto usiądzie na przeciwko mnie i zacznie powoli, acz dobitnie, wyprowadzać z równowagi? Nieważne czy to ranek, południe czy wieczór - ktoś taki zawsze wyłoni się spod ziemi. Gdy upoluję miejsce siedzące i zadowolona opadam na nie wycieńczona biegiem po ruchomych schodach (tak tak, i mnie dotknęło to zboczenie) z obrzydzeniem odkrywam sąsiedztwo podróżnych. I naprawdę nie chodzi mi o to, że ktoś brzydko pachnie, ma brudne włosy czy ubranie - to zupełnie inny rozdział i on już chyba był gdzieś niżej. :D Sęk w tym, że niektórzy nie muszą nic robić, wystarczy sam wygląd. I znowu zadaję sobie pytania z pierwszego wersu.
Ciekawa jestem, czy Was też by zirytowała ta dziewczyna z wczorajszego ranka. A może ta z wczorajszego popołudnia? Czy obserwacja nerwowego rozglądania się po współpasażerach i ścianach, dłubania w nosie i obłędu w oczach dziewczyny na przeciwko to wystarczający powód, aby odkrywać w sobie paniczną chęć do odszukania w torebce pistoletu. Do chęci strzelenia sobie w łeb, albo w jej łeb? Wizualizacja, satysfakcja, ulga, oprzytomnienie, panika. A ta popołudniowa dziewczyna, macająca wciąż swoje usta i robiąca ten ruch... nie wiem jak to opisać. Pokazująca zęby w zadumaniu... może to wystarczający powód do irytacji i planowania przemycenia kwasu w zlewce z zajęć do metra. Nie, na pewno nie. Za to ta dzisiejsza z tłustymi włosami. O! To samo już mnie usprawiedliwia. Jej guma do żucia i balony wielkości dłoni, które z niej dmuchała i pękały na twarz. I to jak spoglądała zaropiałymi oczami na faceta obok mnie. Wizja mnie wbijającej w jej piersi samurajską katanę znowu dała satysfakcję, potem ulgę.

To chyba nie do końca normalne, a na pewno nieładne. Chciałabym zobaczyć swoje miny, gdy pełna irytacji nie mogę oderwać wzroku od jej źródła. Sudoku nie pomogło, pękanie balonów odciągało moją uwagę. Zacznę chyba wchodzić do metra w worku na łbie i ze stoperami w uszach. Miejsca będę szukała na czuja, może jakiś pan w garniturze mi pomoże :D

A teraz dla rozluźnienia atmosfery psychozy pokazuję nowe prace. Art-journal na wyzwanie Warszawianek:


Okazało się, że moje serce porwało połączenie Glimmer mistów i tuszów Distress.

Na CraftArtwork Cynka dziś przedstawiła swoje gościnne wyzwanie na tag w temacie układanki. Tak jak napisałam wstawiając swoją pracę na CA: inspiracja niemalże we mnie wybuchła. Tym razem słownie. I może te słowa są banalne, albo wręcz niepoukładane, jednak wierzcie mi - jest w nich zawarta moja myśl :)


To co tu widać to również Glimmer Misty, embossing, ornament Rae (uwielbiam!), brokat i tusz alkoholowy, czyli mixed media pełną parą :)

I jeszcze nowy projekt rozpoczęłam i jego dokończenie na pewno zajmie mi kilka chwil. Postanowiłam oprawić w końcu pierwszy tysiąc naszych wspólnych chwil. W mini-albumie oczywiście. Zatęskniłam już do tej formy, bo baaardzo dawno nie gościła na moim biurku. Oto okładka i dwie pierwsze strony:





Szalenie zainspirowała mnie tu kolekcja For The Record i dwie kolekcje October Afternoon. I w takim klimacie będę chciała prowadzić ten album. "Prowadzić" bo przecież tysiąc chwil to sporo czasu :)

24 comments:

  1. jeju jeju jeju od czego by tu zacząć. Na początek podziwiam lekkość pisania. A ludzie zasadniczo w większości mnie wkurzają na pierwszym miejscu ci nieumyci.

    Strasznie mi się miło czyta twoje wpisy a i na prace z przyjemnością człowiek patrzy

    ReplyDelete
  2. podziwiam twoje pokłady weny :) okładka mini albumu jest świetna - oj zapowiada się, zapowiada

    ReplyDelete
  3. Jeśli tysiąc chwil, to nie będzie aż taki mini ten album :P

    Ależ z Ciebie nerwowa kobieta ;) Ale w sumie ja zauważyłam u siebie postępujący zanik tolerancji dla ludzkich zachowań :D Ostatnio myślałam, że zabiję kobietę, która wcisnęła się w autobusie obok mnie (choć wcale nie było tam już miejsca) i przy każdym hamowaniu busa waliła swoimi wielkimi zderzakami w moje plecy!!
    Ludzie bywają irytujący... ;)

    ReplyDelete
  4. Dobrze wiedzieć, że to nie tylko ja jestem taka aspołeczna:)
    Fajowe te Twoje nowe twory, najbardziej podoba mi się artowy wpis.

    ReplyDelete
  5. o jeju no ja też tak mam, że CI ludzie szalenie mnie dobijają! Ale rzadko jeżdżę tramwajami gdzie siedzenia są na wprost! Ta wyższość wściekle niegrzeczna i niestosowna! Jakbym o sobie czytała! A czemu Pan w garniturze?
    Twoje strony art żurnala zwalają mnie z nóg! Też chce tak pięknie! Może jakiś wspólny projekt zrobimy? Nic tak nie motywuje... Tylko, że ja jestem taki duperelek mały i szybko wymiękuję!
    A te tysiąc chwil-zabiłaś mnie wyimaginowanym pistoletem i kwasem z torebki! Kill me 1000 more times!

    ReplyDelete
  6. ha, na mnie to byś w metrze wytoczyła czołg albo głowicę nuklearną; to jak moje dziecko się wierci a ja je ciągle strofuje... nawet mnie to wyprowadza z równowagi; nawet umyte włosy by tu nie pomogły...
    uwielbiam Twoje teksty na różnych pracach, sama zawsze mam z tym ogromny problem chociaż wygadana jestem;

    ReplyDelete
  7. Uwielbiam czytać to co piszesz - masz nisamowitą lekkośc literacką - o ile istnieje takie pojęcie;) Co do metra - pomijając mój paniczny strach przed poruszaniem się tym środkiem lokomocji - też zauważam u siebie bardzo podwyższony poziom lokomocyjnej irytacji - a najbardziej pamiętam jedną dziewczynę która intensywnie obgryzała sobie paznokcie - ale robiła to tak namiętnie, jakby miał to być jej ostatni posiłek - bleee...

    A art- journal wspaniały - cudne kolory!
    Pozdrawiam ciepło

    http://rosse5.blox.pl/html

    ReplyDelete
  8. Oj tak, też tek mam. I strasznie mi się podoba pierwsza i druga praca :)

    ReplyDelete
  9. Czeko w pracach błyszczysz :*

    Nie mówiłam Ci tego jeszcze, ale myślę, że to oczywiste, że kocham Cię czytać :) Też miałam kiedyś wstręt do obcych ludzi, jakichkolwiek, a szczególnie w PKSie gdy wyruszałam na weekend do domu - nie ważne jak wyglądali, co robili, wystarczyło, że ośmielili się usiąść obok i zakłócić mój spokój- przeszło. Teraz mój wstręt pojawia się tylko w sytuacjach umotywowanych ;)

    ReplyDelete
  10. Baaardzo mi się podobają Twoje prace!!!
    :*

    ReplyDelete
  11. Hehehe, umarłam ;) Po pierwsze chciałam napisać, że uwielbiam czytać Twoje posty - myślę, że powinnać pisać felietony. Powiem szczerze, że po przeczytaniu posta mi ulżyło - w końcu poczułam, że mam bratnią duszę ;) Od pewnego czasu zastanawiam się nad moją własną aspołecznością, widzę że inni też mają z tym problem. Ja pracuję w sklepie - 10 lat w tym samym miejscu - co tylko kumuluje moją złość. Znam dosłownie każdego klienta w moim mieście i wiem dokładnie jak się zachowa. Więc to co mówię do siebie w myślach kiedy zobaczę kto wchodzi przez otwarte drzwi...powiem szczerze czasami mnie przeraża. Ostatnio przechodzę maksymalny kryzys - irytują mnie prawie wszyscy, łącznie z tymi co chodzą po ulicy hehe. Myślałam, że to wina PMS ale nic z tego - to rwa dalej. A ja z dnia na dzień jestem coraz bardziej wykończona. Tak więc trzymaj się - nie jesteś sama ;)

    ReplyDelete
  12. Sorki, że tak się wyrażę... krótko, ale treściwie - ale zajebiste!!! prace :)

    Co do Twoich wywodów, cóż... mam mamię obserwowania ludzi w takich sytuacjach, tzn. miejscach publicznych, jeżeli przebywam tam dłuższą chwilę... no wiesz... tak, żeby się czymś zająć :) jeśli zaś chodzi o reakcje, to podobnie jak moja przedmówczyni Kasia, przyzwyczaiłam się... chyba że rzeczywiście jest jakaś drastyczna sytuacja!
    Mam nadzieję, że Ci minie (tak, żeby nie doprowadzać u siebie do myśli o małej rzezi) ;)... żałuję, że nie mogę Ci jakiegoś panaceum na to poradzić :/ chociaż mam pomysł - słuchawki na uszy i look na okno lub do książki;) powinno pomóc, a dalsze przejażdżki na pewno będą milsze, czy też znośniejsze :)

    Czekam na ciąg dalszy "tysiące chwil" nogami przebierając :)
    Buźka

    ReplyDelete
  13. straszny pożeracz czasu ten Pani blog - umówieni klienci zaskoczyli mnie swoim przyjściem.
    Prace super,oglądanie sprawiło mi dużą przyjemność.

    ReplyDelete
  14. Nie jesteś jedyna - wczoraj umierałam z rozpaczy w tramwaju, siedząc naprzeciwko takiej pani skrzącej się złotem i cyrkoniami w ilości zupełnie nieprawdopodobnej, najgorsza zaś była świadomość, że prawdopodobnie ponad połowa tramwaju uważała, że to raczej ja powinnam się schować.

    Świetna kolorystyka tego taga, rzadko widuję tak niepastelowe prace, a uwielbiam takie kolory.

    ReplyDelete
  15. twoje prace, twój blog.... wszytko jest niebagatelne,nie tuzinkowe, niezwykłe..... to co robisz jest..... mnie oszołomilo normalnie

    ReplyDelete
  16. jeżdżę dużo autobusami, więc doskonale rozumiem. Czasami tylko zdobywam się na "morderczy wzrok" z takich sytuacjach, ale też jestem aspołeczna:D
    prace świetne, szczególnie tysiąc chwil mi się podoba:)

    ReplyDelete
  17. albumik chyba najpiękniejszy:)

    ReplyDelete
  18. o matko - ale mamy aspołeczne towarzystwo w blogosferze :D:D:D Ale może aspołeczność jest powiązana z twórczym umysłem i kreatywnością? Kto wie :D

    Ja jestem aspołeczna też, ale w całkiem w inny sposób. Nikt mnie nie irytuje na ulicy, czy w sklepie, bo też i nikogo tam nie ma :D:D:D znaczy się nawet jak jest, to go nie ma. :D

    ReplyDelete
  19. Podpisuje sie pod ta aspolecznoscia nie tylko obiema rekami ale tez stopami a nawet nosem! Lacze sie w bolu i cierpie na mysl o kolejnym korzystaniu z komunikacji miejskiej :]

    ReplyDelete
  20. Ty tak przeżywasz jak ja w tramwaju. A w naszych tramwajach jest tak samo, być może dlatego, że nie ma metra. Ostatnio mnie denerwowała nastolatka z wielką latarnią na czole, skubiąca ją co chwilę, no myślałam że pryśnięcie w moją stroną skończyło by się wybuchem emocji, negatywnych. Może my mamy za dużo testosteronu?
    Twój album nowy mi się podoba, pomyślę czy by czegoś takiego nam nie zrobić, ale chyba mało wspólnych zdjęć mamy.

    ReplyDelete
  21. Mam na myśli, że mijający mnie lub otaczający ludzie w rzeczywistości są fikcją. Mirażem. Nie ma ich :D

    ReplyDelete
  22. Ależ się cieszę z mojego dzisiejszego odkrycia!!! Po długiej przerwie wracam do blogowego (papierowego) świata i wspanialszego początku nie mogłam sobie wymarzyć. Pieję z zachwytu nad Twym blogiem, stylem, pracami...WSZYSTKIM:) Ach...to będzie genialny wieczór:)

    ReplyDelete
  23. świetne prace,szkoda że ja tak nie umiem.

    ReplyDelete

Blog Archive