5/16/2011

Och, gdyby tylko Roee Rosen był moim sąsiadem...

Dziś nie jestem w super humorystycznym nastroju. Jestem w nastroju w ogóle. Za to weekend miałam pełen wrażeń. W sobotę scrapowałam na spotkaniu craftujących Warszawianek w Świecie Pasji u Vernon. Dziewczyny rozbroiły mnie swoją otwartością, poczuciem humoru i świetnym zdystansowaniem. Przy stole moimi najbliższymi sąsiadkami były Matkawariatka, Agnieszka Anna i Rosse. Podglądanie ich pracy było czystą przyjemnością. Na pewno jeszcze nie raz tam wpadnę :)

Wieczorem nie mogło mnie zabraknąć na Nocy Muzeów. Odwiedziłam kilka wystaw i fajnych iwentów, ale najbardziej urzekła mnie wystawa w Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim. Zjawiłam się tam niestety dopiero po północy i tym samym przegapiłam oprowadzenie po wystawie Roee Rosen przez S. Szabłowskiego. Sama musiałam ją penetrować. :D Wszystkim Wam polecam spojrzeć trochę głębiej w twórczość Roee Rosen. Moim zdaniem jest naprawdę fascynująca, bardzo "wielopoziomowa" i dynamiczna. To ostatnie słowo trafione, bo wystawa, która była zbiorem przeróżnych projektów twórcy nosiła wdzięczną :D nazwę "The dynamic dead Roee Rosen". Mnie najbardziej zafascynował projekt "Live and die as Eva Braun". Rosen to malarz, grafik, filmowiec, ale też (przede wszystkim dla mnie) pisarz. W moim mniemaniu okazało się to wręcz wybuchowym połączeniem. Na jednym z portali internetowych znalazłam taki opis tego projektu: "Świat sztuki zwrócił uwagę na Roee Rosena w 1997 roku, kiedy w pracy Live and Die as Eva Braun (Żyć i umrzeć jako Eva Braun) zaproponował odbiorcom wcielenie się w kochankę Adolfa Hitlera i przyjęcie jej punktu widzenia ze wszystkimi tego politycznymi, etycznymi i erotycznymi konsekwencjami. Literacko-malarska instalacja pokazywana była w Muzeum Izraela w Jerozolimie i na głośnej wystawie Mirroring Evil w nowojorskim Muzeum Żydowskim." Dalej "Twórczość Rosena to ryzykowna gra, prowadzona z publicznością przez artystę, który przedstawia się jako rozmiłowany w transgresyjnych gestach notoryczny obrazoburca, ostentacyjnie (i nie bez perwersyjnej przyjemności) łamiący zasady przyzwoitości i poprawności politycznej. Do kluczowych posunięć w tej grze należą manipulacje pojęciem osobowości – odgrywanie ról, kreowanie fikcyjnych postaci i przywłaszczanie sobie cudzych tożsamości. Bohaterkami i przedmiotami tych demonicznych operacji są najczęściej kobiety – żeńskie sobowtóry, alter ego i wcielenia artysty, które stają się medium parateatralnych performance’ów, ale także ofiarami symbolicznego opętania."

Lepiej nie potrafiłabym tego ująć :) Zapraszam Was do odwiedzenia tej strony, aby choć trochę wejść w świat twórczości Rosena. Zapraszam również do przeczytania mojego ulubionego rozdziału z projektu "Żyć i umrzeć jako Ewa Braun". Koniecznie musiałam zrobić zdjęcie :))


(po kliknięciu wyświetli się większe zdjęcie)

A teraz trochę mniej Rosena, a więcej mnie. A więc proszę bardzo: kartka, którą zrobiłam na wspomnianym spotkaniu, oczywiście na dzień matki :)


Śliczne koronki mam od Lily i od (uwaga uwaga) teścia. Ale nie mogę go podlinkować bo nie prowadzi blogaska :D :D Przepiękna sentencja Leca, papier ze scrapków.pl i jeszcze od Lily. I oczywiście glimmer misty w kilku kolorach.

Druga praca to lift w Liftonoszkachl. Tym razem to ja wygrzebałam pracę do liftowania i padło na ten layout Finn. A to moja interpretacja:

Wykonane na papierze od Lily i na tym ze scrapków ponownie. Zdjęcie nie jest mojego autorstwa, ale niestety nie mam pojęcia czyjego. Kwiaty, które widzicie robiłam w większości sama, ale niektóre pochodzą z Craftmani. Zgłaszam tą pracę na wyzwanie Craftmanii bo środkowy, czarny kwiat wykonałam według ich kursu. Wszystkie płatki pokryłam glimmer mistami, bo oryginalnie były białe. Uwielbiam to przenikanie kolorów!

Dziś zamierzam zabrać się wreszcie za kolejny "Kobiecy mechanizm" i lada dzień Wam go tu pokarzę. Zapraszam nadal do udziału w candy (banner po prawej przenosi do posta z candy), chociaż ilość zgłoszeń już teraz sprawia, że kręci mi się w głowie. :)

12 comments:

  1. prace jak zwykle przepiękne:)bardzo podobają mi się kwiaty na kartce:) rewelacja:)

    ReplyDelete
  2. Piękne prace..trafiony cytat,Pozdrawiam

    ReplyDelete
  3. Zainteresowałaś mnie wystawą, jak się uporam z zaległym egzaminem, to chętnie poczytam:) A ja jutro wybieram się na festiwal performancu, na którym będzie Stelarc.
    Prace jak zwykle świetne i bardzo Twoje, najbardziej podoba mi się lift, jest niesamowity!!

    ReplyDelete
  4. Scrapa podziwiałam przed chwilą na flickrze :)
    Niesamowity! Ale bardziej rozwaliła mnie karteczka! Jest obłędna! Fanastyczne połączenie papieru, wstążek i pewnie masy różnorakich preparatów :) Boska!

    ReplyDelete
  5. cudne różyczki na kartce!!...własnoręcznie robione, myślę?:)
    lifcik tez super...pięknie kolorki się w nim przenikają:))

    ReplyDelete
  6. Mnie nic tak nie inspiruje jak poezja. Może to taka moja romantyczna dusza, ale poezja to jest coś co przepływa przez moje serce i zostawia tam trwały ślad.

    Scrap mi się podoba, nawet bardziej niż bardzo. Ma on w sobie coś tajemniczego... :)

    ReplyDelete
  7. Nigdy nie miałam do czynienia z glimmer mistem, czy to w ten sposób uzyskujesz te kolorowe cieniowania na koronkach?

    ReplyDelete
  8. Guriana, tak własnoręcznie :)
    Dorotka, tak, to między innymi glimmer misty. Do tych i wcześniejszych koronek użyłam jeszcze innych mediów :)
    Bardzo dziękuję Wam za przemiłe komentarze :*

    ReplyDelete
  9. Czeko Twój magiczny scrap jest bardzo udany. idealnie zgrałaś kolory i super klimat stworzyłaś;-) Kartkę bardzo lubię;-)
    Buziaki;-)

    ReplyDelete
  10. Śliczna ta kartka na Dzień Matki, cytacik z niej dołączył już do mojego zeszytu cytatów. Pzdr :)

    ReplyDelete
  11. Piękności!!!
    Kolory pięknie dobrane, świetnie się przenikają :)
    Ręcznie kręcone róże na kartce- miód :D
    :*

    ReplyDelete

Blog Archive