Plany i frustracje poranne.

Dziś niechętnie budząc się o szóstej rano i zmierzając smętnym krokiem w kierunku szczoteczki do zębów, dokonałam poważnego postanowienia. Otóż zaplanowałam szczegółowo jak będzie wyglądać moje popołudnie po powrocie z zajęć. Miało być tak: nie złożę pościeli, nie pozmywam garów, nie tknę nawet szmatki do kurzu. Zdejmę tylko frustrującą spódnicę oraz spoconą bluzkę i walnę się na łóżko całym ciężarem (w porannym rozgoryczeniu zamiast słowa "walnę" używałam bardziej niecenzuralnego). Lewą ręką pyknę pilotem telewizor i najgłupsze seriale. Będę patrzeć na nie jednym okiem przycinając co chwilę książkowego komara. W tym stanie spędzę popołudnie i przetrwam jeszcze trochę, aż zrobię się głodna. Wtedy zaplanuję również dokładnie każdy krok. Wyliczę, aby było ich jak najmniej i przyniosę z kuchni coś szybkiego lecz pysznego. Zjem to w łóżku! Następnie miał nadejść wieczór a ja nadal w swojej bazie. Potem powrót chłopaka z pracy, a ja nadal w bazie. Przed samą nocą szybka kąpiel i z powrotem!
Ta myśl rano pozwoliła mi się ubrać jak człowiek, zakręcić loka, wyprostować go, wypić kawę i pomaszerować na tramwaj.
Wszakże przede mną było piękne popołudnie.

Teraz już jestem w domu. Wróciłam. Tak, dobrze się domyślacie... Łóżko idealnie zaścielone, telewizor jeszcze nie włączany, nawet herbata relaksowa nie pita. Jadłam za to bułkę, pieczołowicie zbierając z fotela każdy okruszek... Oczywiście wszystko pozmywane a szmatka od kurzów już nawet wyprana. Pronto jeszcze nie może dojść do siebie.
Ale chyba nie tylko ja tak mam - poranne plany: "Jak tylko wrócę to pójdę spać".

Blejtramy zawładnęły mną absolutnie! Wciąż jeszcze jestem zszokowana. W kolejnej pracy trzymam się formatu 18x13cm. Niestety jestem też paskudnie sfrustrowana tym, że nie potrafię jej dobrze sfotografować.


Pracę zgłaszam na pierwsze wyzwanie ScrapCafe. Piękne koroneczki i koraliki mam od Lily :*

Czasem się nudzę i wtedy robię różne rzeczy, np. w photoshopie. :D Zmotywowana przez Liftonoszki i swoją "fazę" na przygaszone kolory w losach, zrobiłam dla siebie i dziewczyn kilka dodatków. Postanowiłam jednak, że i Wam je udostępnię, bo co się mają kisić, może komuś się przydadzą. Wystarczy kliknąć lewym przyciskiem, powiększyć, potem prawym i zapisać. Wydrukować i pociąć. Jeśli czegoś użyjesz to proszę wspomnij skąd pochodzi :)

Comments

  1. a bo to zawsze tak jest: poranne ambitne plany o nicnierobieniu popołudniowym ZAWSZE, ale to ZAWSZE biorą w łeb ;)

    ReplyDelete
  2. Też zwykle mam takie plany, ale nigdy nie zostają zrealizowane, bo dzienne spanie wyklucza to nocne. Panie zamierzające zrzucić futra są boskie, fajnie, że Cię tak wciągnęło! Superowe są te "różne rzeczy", na pewno kiedyś z nich skorzystam :) Pozdrawiam i zmykam szykować się na bal.

    ReplyDelete
  3. Jak by to ująć...może spanie w dzień odpada, ale jak się uprę to dzień nicnierobienia murowany. I wtedy niech się wali, niech się pali, ale poza tym na co mam ochotę nie robię nic. No oczywiście opiekuję się dziećmi, ale to przyjemność więc się nie liczy. A pranie, sprzątanie, gary czy obiad odpadają. Ogłaszam wszechogólną (czyli dla męża)akcję "wyżyw się sam" i relaksuję się, z myślą z tyłu głowy, że jutro to się zajadę na amen :)

    ReplyDelete
  4. Ach... Zazdroszczę Ci, ja nie mam żadnych złudzeń co do nicnierobienia... Ale pocieszam się, że jeszcze 20 lat, urosną i wyprowadzą się z domu :P
    Blejtram super!
    I dziękuję za udział w wyzwaniu :)

    ReplyDelete
  5. Aaaa, niesamowite to jest! te kwiatki są za-je-bis-te! A dodatki.. ♥ je, wiesz o tym. :D
    A moje plany co do popołudniowego spania przeważnie zawsze się spełniają. Czasami nawet nie jest to zaplanowane, a wychodzi!

    ReplyDelete
  6. zadziwiające...
    a ju mnie jest dokładnie odwrotnie...
    ileż to razy planuję sobie jak to ja dużo dzisiaj zrobię, jak to pozmywam naczynia, wytrę kurze, pozmywam podłogę...
    a prawda jest taka, ż enie robię prawie nic z tych rzeczy bo siedzę przy komuterze z otwartą paszczą gapiąc się na wszystkie te pięknoty przez Was stworzone...

    ReplyDelete
  7. a ja dopięłam swego. okna umyte, w chacie posprzatane, ubrania przebrane i gotowe do oddania bardziej potrzebujacym, 2 razy pranie zrobione. No i najwazniejsze- bajzel skrapowy sprzatniety- pokoju nie poznaje:P
    A Twoje dzielo przydasiowe cudne:)

    ReplyDelete
  8. ha! często odgrażam się pościeli, że jeszcze dziś w nią wskoczę, a potem żal dnia...
    blejtramy Ci służą - nie poprzestawaj!

    ReplyDelete
  9. Geniuszka!!!!! A z tym kręceniem loka to zazdroszczę - ja tylko prostuję a lok sam wychodzi :| :*

    ReplyDelete
  10. I jeszcze raz koniecznie muszę napisać, że panie zrzucające futra bardzo mi się podobają, super wykonanie i rewelacyjny pomysł:) "Różne rzeczy" już sobie zapisałam i na pewno skorzystam.

    ReplyDelete
  11. piękny blejtram, ale dodatków mój "wspaniały" laptop nie pokazuję, więc nawet nie mogę popodziwiać, a pewnie świetne;)

    ReplyDelete
  12. Chciałabym mieć coś takiego w sobie, żeby odczuwać przymus posprzątania. Niestety, nie mogę czegoś takiego uhodować :( oldschoolowe panie są przeurocze!

    ReplyDelete
  13. a co do sprzątania- to ja tak jak Dorotka. Sprzątam biurko jak już nic więcej się na nim nie zmieści, przychodzą goście albo chcę mieć miejsce do scrapowania. Tak to jakoś nigdy nie ma czasu:D Jeśli chcesz to ja chętnie trochę tego lenistwa oddam;)

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts