5/07/2011

Smutne wydarzenia chodzą po czołach.

To spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Wybaczcie, ale chyba przez kilka dni się tu nie pojawię. W moim życiu zdarzyło się coś bardzo przykrego i nawet trudno jest mi o tym pisać. Ale myślę, że jestem Wam winna wyjaśnienia:

Dziś rano wstałam o normalnej porze weekendowej. Nieświadoma niczego przyodziałam coś ciepłego - aura za oknem zobowiązuje. Jednocześnie myślałam o swoich planach na ten weekend, o ilości nauki i sposobach jej uniknięcia. Człapiąc za dużymi kapciami zeszłam na parter i skierowałam swe kroki do ekspresu do kawy. Powitał mnie zapleśniałym fusem, jeszcze z poprzedniego weekendu. "Kiedyś cię roztrzaskam o ścianę gnido" - mruknęłam mu na powitanie. Oceniłam ilość kroków i gestów, które muszę wykonać aby go wyczyścić. Następnie rozważyłam możliwość zaparzenia ponownie zeszłotygodniowej pozostałości. Z obrzydzeniem jednak umyłam brudasa, ale niezbyt dokładnie - za karę. Jednym słowem dzień zaczął się normalnie i zupełnie pozytywnie. Wysiorbawszy kilka pierwszych łyków tego czarnego zajzajeru potoczyłam się w kierunku łazienki. Tam znalazłam na półce jakiś jeszcze w miarę czysty wacik, nasączyłam go czymś lepkim, chyba przeterminowanym. Potem przypięłam grzywkę spinką, zamknęłam oczy i przejechałam wacikiem po twarzy. Gdy je otworzyłam byłam w szoku. Moje czoło... moje czoło doprowadziło mnie do furii. Jak to możliwe, że wyrosły na nim aż trzy opasłe pryszcze! Jeden obok drugiego, w prostej linii, układając się prawie w kształt środkowego palca symbolizując jego gest? Czym ja zawiniłam? Jaki grzech popełniłam aby tak mi się odwdzięczać? Czoło mnie zawiodło - najchętniej dla zemsty naplułabym sobie na nie. Gdybym tylko miała taką fizyczną możliwość... Po jednej próbie skapitulowałam. Postanowiłam podjąć kroki w kierunku unicestwienia tego obleśniactwa. Tu pojawiło się ostateczne pytanie: wyciskać czy nie wyciskać? Po wewnętrznej walce doszłam do wniosku, że wypróbuję tym razem drugą opcję. Z okazji weekendu mogę ją testować. Szykuje mi się sobota i niedziela za zamkniętymi drzwiami, z zasłoniętymi lustrami. Zamierzam przetrwać, albo zdechnę!

Są trzy (ironia losu! ) prace do obejrzenia. Pierwsza to liftonoszkowa.
Lift tej pracy. Na zdjęciu ja z moją nastoletnią, rozbawioną siostrą. Cóż, gdybym ja trzymała coś tak dziwnego też nie mogłabym powstrzymać się od śmiechu. "Things I don't remember" odnosi się do przykrego podsumowania - tak wiele wspomnień z nią związanych mi się zaciera. Oddzielają nas dziś hektolitry wód oceanicznych, ławice ryb i wielkie, głodne rekiny. Łączy nas skype i ciche wieczorne nostalgie, wzruszenia oraz tęsknoty.


Jeśli chodzi o materiałoznawstwo to jak zwykle króluje u mnie sklep scrapki.pl
Użyłam papierów: tego, tego, tego. Oraz naklejek October Afternoon, których w sklepie już chyba nie ma. Również są tu elementy K&Co. oraz ten Glimmer Mist - Black Cherry, który strasznie wzbudził we mnie pożądanie na sok malinowy.

Druga praca to tag na ostatnie skrzydlate wyzwanie CraftArtwork. Tym razem miało być nasze zdjęcie z dzieciństwa. Skorzystałam z tego samego co wyżej:


Przypominam wielką ukąszoną, nabzdyczoną pszczołę :D Tu użyłam papieru z mojej już absolutnie ulubionej kolekcji, naklejki Tima Holtza z zestawu Crowded Attick i glimmer mistów: Moonlight i Raven.

Kolejna praca to druga strona "Mechanizmów kobiecych". Było o pytaniach:


Tu, na bazie z bloku technicznego, bawiłam się tuszami Distress, glimmer mistami, crackle paint i transferem acetonowych. Kolejnym tematem jaki sobie narzucam będzie coś o czym jest dzisiejsza notka czyli wyolbrzymianie :))

Och, zapomniałam. Jest jeszcze jedna praca do pokazania. Strona z art-journala na journalowanie z Moriony na warszawskim blogu. Miało być o strachu:



A tego, kto lubi się zakleić zapraszam na cukierki kilka centymetrów niżej.

17 comments:

  1. istna tragedia czekoczyno! :p haha! nie mogę :p
    fajny scrap :)

    ReplyDelete
  2. Fakt pryszcz, to nieszczęście, ale na Boga, kobito nie strasz!!! Już myślałam że...., albo lepiej nic nie powiem.
    Prace cudowne, klimatyczne aż napatrzeć się nie mogę. Cuda.

    ReplyDelete
  3. w obliczu powyższego dramatu wcale się nie przyznam, że się uśmiałam.

    chociaż sama w tym tygodniu miałam gorzej: zeszłam rano do kuchni, a na moim (tylko odrobinę przypleśniałym) ekspresie widniała kartka: "ekspres się zepsuł". no i co? kto miał gorzej?

    ReplyDelete
  4. ale straszysz:)
    a to tylko trzy pryszcze, które i mnie czasem nawiedzają:)))

    ReplyDelete
  5. ja chyba nie umiem , ale były cztery bejbe!
    Hahahahah! Pryszcze złośliwe na pewno pójda sobie tak czy siak i nie raz jeszcze wrócą nie ma co rozpaczać!
    pysy ile scrapki Ci płacą za reklamę ;) ?? :)) :*

    ReplyDelete
  6. eee no Mira bez jaj, nie płacą. A za dużo ich tu? Może i tak, ja po prostu lubię promować to co mi się podoba. A o materiałach zawsze piszę, bo sama lubię czytać czego użyli inni i rozkminiać jak to jest zrobione. :D
    2:16 - ok, miałaś gorzej :D
    Wszystkim dziękuję :*

    ReplyDelete
  7. Czekoczynko! nawet nie wiesz z jakim stresem czytałam Twojego posta... i podobnie jak u 2:16 pojawił się (sorki za to!) uśmiech :) Nie będę komentowała problemów z tymi OBCYMI, którzy pojawiają się u mnie!!! :/ (FE!!!)
    Prace świetne! Chyba talia mnie urzekła najbardziej :)
    3maj się cieplutko! i może jeśli nie siłą to sposobem załatw te małe dranie ;)
    Buźka

    ReplyDelete
  8. mistrz.mistrz.mistrz.
    pisania.
    i scrapowania.
    dobranoc:)

    ReplyDelete
  9. Biedaku... pociesz się tym, że większość z nas tak ma :P a niektórzy musieli iść tak do pracy, co powinno być zakazane, bo odstrasza klientów :P
    Prace są rewelacyjne!!!
    Jak zawsze świetnie skomponowane :D
    :*

    ReplyDelete
  10. ty..........okropna!!!
    prace superowe!

    ReplyDelete
  11. i co, przetrwałaś?
    a prace - wszystkie trzy (a nawet cztery) - zachwycające!

    ReplyDelete
  12. rozbroiłaś mnie tym tagiem:))
    cudne dopełnienie książeczki:))
    talia i prześwietlenia też świetne:))

    ReplyDelete
  13. Czekosławo mimo Twojej tragedii uśmiałam sie do łez;-) scraplift kocham miłością dozgonną;-)
    Buziaki;-)

    ReplyDelete
  14. Matko... ale stres przeżyłam czytając ten post.... a prace super:)

    ReplyDelete
  15. He he, już przeczytała post wyżej, że po problemie ani śladu więc nie mam nic do dodania na ten temat ;) Za to pozachwycam się pszczółką :) Tag świetny! Kobiece mechanizmy nadal mnie urzekają, a strona art-j b. mi się podoba :) Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  16. hymmm mnie od moich siostr tez dziela wody oceaniczne, ale o tych rekinach to nie pomyslalam :D

    ReplyDelete
  17. Jestem pod ogromnym wrażeniem Twoich prac!

    ReplyDelete

Blog Archive