Przenośnia.

Kilkanaście dni temu przesiadujący u nas na dywanie Marek, pomiędzy jednym a drugim ciastkiem i zupełnie pochłonięty grą na ps stwierdził: "Macie mole w pokoju". Oczywiście moją błyskawiczną reakcją było: "Nie, nie mamy!". Przy tym musiałam zamknąć jedno oko i przymknąć delikatnie drugie, aby latający insekt bardziej przypominał mi komara. "To ci bzyczący krwiopijcy - normalka" - dodałam. Marek jednak nadal był przekonany, że to intruz innego typu i poradził: "Kiedy zabijesz mola coś się z niego wysypuje. Zabijanie mola jest bardzo nieprzyjemne". "Rozumiem, w takim razie tym bardziej cieszę się, że nie mamy moli" - moja odpowiedź nie mogła brzmieć inaczej. W bolesnym przeświadczeniu o okłamywaniu samej siebie spędziłam kilkanaście następnych wieczorów. Z uśmiechem na twarzy i zadrą w sercu, z czymś rozjątrzonym, ale skrzętnie ukrywanym. "Nie, nie mamy w domu moli" powtarzałam sobie co chwilę. Jednak przedwczoraj "mole" stanęły przed moimi oczami, czy się na to zgadzałam czy nie. Jednym fałszywym ruchem odkryłam całe "gniazdo". Jednak czy uda mi się teraz uratować zniszczone "ubrania"? Czy w ogóle ja powinnam się tym zajmować? Czy nauczę się w końcu stawać twarzą w twarz z problemem?
Staram się. Pierwszym ruchem była saszetka lawendowa w szafie i obezwładniająca złość. Zabijanie moli to naprawdę nieprzyjemna sprawa.

W tym nastroju pokażę Wam dwie prace. Pierwsza to lift w Liftonoszkach tego LO.


Wykonałam na papierze MME "Things to do" po który zapraszam do sklepiku Craft-House. Dziś tam kolejna porcja nowości.

Drugą pracą jest strona art-journala w naszym wspólnym Art-journalu inspiracji na blogu Liftonoszek. Tematem, który wybrałam ja sama, były zapachy.


Jak zrobić takie tło pokazałam w kursie, który opublikowałam na blogu Craftującej Warszawy i Liftonoszek:



To prawdopodobnie ostatnia moja notka przed ogłoszeniem wyników Candy. Kto jeszcze nie zdążył się zapisać niech już dłużej nie marnuje czasu :D Przypominam, że możecie mieć aż trzy szanse, żeby zdobyć nagrodę. Odnośnik do candy to banner po prawej stronie ->

Comments

  1. wytępiłaś dokładnie?bo te cholery lubią się zachomikować:/
    mi zeżarły piekny sweter dziady:(

    ReplyDelete
  2. Art journal mnie rozłożył na łopatki1 Świetny jest! Super tło i ten tekst o_O

    ReplyDelete
  3. Życzę powodzenia w walce z molami.
    a Lifty super.

    ReplyDelete
  4. A możemy mieć czwarta szansę i CIę przekupić?? O0! :))
    O ja CIę z tymi Molami! Potworne są! Ja w ogóle się boje wszystkiego co małe i lata! brrrrrrrrrr pewnie bym biegała i krzyczała po kątach, że się boję gdyby tylko jednego zobaczyła! Tak mam z chrabąszczami, które dodatkowo wydają ten swój dźwięk.... brrrrrrrr

    ReplyDelete
  5. a ja ostatnio zadławiłam się łyżeczką...
    piękny wpis!!

    moli nie zazdroszczę, z początkiem roku zagnieździły się u mnie spożywcze, to był horror! wytępienie populacji trwało ok. 2m-ce, to był największy mord jakiego się dopuściłam, brr

    ReplyDelete
  6. właśnie, ciesz się, że nie miałaś moli w kuchni, to jest prawdziwa makabra. widok molich wnętrzności już mi całkiem zobojętniał po 2 dniu dobijania ich. ba! do tej pory mam trofeum w postaci lepu na mole w szafce ;)

    ReplyDelete
  7. Ach napiszę a co mam tak w ukryciu podziwiać:)Jak zwykle niebanalnie- art-journal nie chce mi wyjść z głowy-wspaniały!

    ReplyDelete
  8. Jak nie lubię instytucji LO, to to jest naprawdę fajne :) A na mole najlepsza jest świeża lawenda prosto z ogrodu. Dopóki była świeża (w miarę), nie latało u nas to dziadostwo, a jak się zasuszyła, mole znów zaatakowały naszą mąkę i makaron :/

    ReplyDelete
  9. Artjournala wielbię! I powodzenia w wojnie życzę :D

    ReplyDelete
  10. Kochane posiadaczki moli, NAJPIERW TRZEBA ZROBIĆ POLOWANIE NA KOKONY I LARWY, A POTEM- POLECAM: ZROBIĆ SASZETKĘ NAWET Z CHUSTECZKI HIGIENICZNEJ Z LIŚĆMI LAUROWYMI I ZIELEM ANGIELSKIM I POWSADZAĆ NA ICH EWENTUALNE TERYTORIUM, LAWENDA JEST ZA DELIKATNA. A NAJWIĘKSZYM HITEM NA ZAPOBIEGANIE I WYTĘPIENIE TEGO CHOLERSTWA- JEST - BAGNO SUSZONE. niestety sezon na nie jest na wiosnę, poza tym jest ono pod ochroną, ale nie martwcie się ! - zawsze znajdzie się jakiś uliczny sprzedawca:) zwłaszcza na rynku. więc- tymczasem liście i ziele, a na następną wiosnę- bagno, i NIGDY NIE BĘDZIECIE MIAŁY MOLI!

    ReplyDelete
  11. motyw molowy jest mi niestety znany i negatywnie mi się kojarzy... ileż to bluzek zostało przez nie podziurawione! o zgrozo! widzę powyżej, że pasjabelki zna się na rzeczy :) na przyszłość na pewno zapamiętam tą radę!

    Scrap niezwykle klimatyczny, a art-journal oszałamiający! Tło jest boskie! muszę zacząć odkładać mamonę na kolory, coraz bardziej mnie pociągają :)

    powodzenia z molami!
    3maj się cieplutko :)

    ReplyDelete
  12. Kolory art-journala powaliły mnie na kolana - bajeczne! scrap niezwykle klimatyczny (jak już zostało wcześniej napisane), świetnie się czyta Towje posty :) powodzenia w walce z molami! :)

    ReplyDelete
  13. co tu pisac .... podpisuje się pod powyzszymi komentarzami :)))
    Wszystko u ciebie jest cudowne !!!
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
  14. mole to straszna sprawa... Ja miałam na starym mieszkaniu. Niestety nie te ubraniowe, ale spożywcze :/ A znalazłam je po powrocie z wakacji... musiałam wcześniej z jakiegoś sklepu przynieść. Skończyło się na tym, że wszystkie sypkie produkty musiałam z kuchni wyrzucić na śmietnik :( Ale moli się pozbyłam (mieszkania też) teraz na szczęście nie mam i mam nadzieję, że nie będę miała... A co do drugiej części posta, to bardzo mi się podobają Twoje prace :) Ciekawe czy moje będą mi się kiedyś tak podobały :)

    ReplyDelete
  15. o matko jak ja nienawidzę moli, szczególnie tych ubraniowych, tak ciężko to gówno wytępić....

    Art -journal łyżeczkowy kocham całym sercem;-)) losik oczywiście też;-)

    ReplyDelete
  16. Nie wiem, która praca jest lepsza, obie bardzo mi się podobają, każda ma w sobie to coś :D
    Z tymi stworzonkami nie miałam do czynienia, za to użerałam się z myszką, która przez komin wlazła do pieca (tak, mam kota), grzebała tam i grzebała, aż się w końcu uspokoiła. Mam nadzieję, że sobie wyszła, nie mam zamiaru żyć z trupem.
    Buziaki :*

    ReplyDelete
  17. Ojej, ojej, wczoraj mnie nie było w domu, a jak już byłam, to było bardzo późno i jakoś tak wyszło, że Ci życzeń nie złożyłam :// choć pamiętałam!! Więc dziś ślę spóźnione życzenia wszystkiego najlepszego, spełnienia wszelkich marzeń, wiecznej młodości, nieprzerwanego strumienia optymizmu, nieustającej weny do tworzenia i czego tam jeszcze sobie życzysz :P :**

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts