Męska masakra.

To było jakieś dwa miesiące temu i jak możecie się domyślić oczywiście działo się w pociągu. Było luźno, myślałam że mój przedział jest pusty. Właśnie zdejmowałam ciasne sandałki, żeby położyć gołe stopy na siedzeniu naprzeciwko, gdy kątem oka zauważyłam, że jednak mam towarzysza po przeciwnej stronie, tuż za mną. Towarzysz pulchny, w wieku około 25 lat popijał piwo butelkowe w skupieniu i nerwowo drgała mu noga. W pewnym momencie drgała już tak bardzo nerwowo, że zaczęłam to słyszeć i zrobiło się irytująco. Ale właśnie wtedy chłopak postawił swoją butelkę pod siedzeniem i wyszedł zapewne do łazienki. To była dla mnie zagadka, rozrywka (bo brak czytadła w tej podróży doskwierał) i nareszcie coś nowego. Postanowiłam chwilę obserwować czy butelka przewróci się podczas jednego z mocniejszych szarpnięć pociągu. Nie przewracała się. Można powiedzieć, że czekałam na to w napięciu. Oczywiście nie podbiegłabym wtedy litościwie ją łapać czy wycierać wylaną zawartość - po prostu obserwowałam. Tu przydałoby się aby w chwili napięcia, dla lepszego efektu opowieści, wyskoczył z niej duch, lub chociażby wróżka z dwudziestoma skrzydłami. Wtedy w powietrzu rozprysnąłby się magiczny pył i pokrył moje powieki odejmując magiczne kilka lat i kilogramów. Zaś w portfelu niespodziewanie napotkałabym gruby plik banknotów do rozrywkowej dyspozycji. Och, marzenia! Tymczasem do przedziału wszedł dojrzały, ciężko podchmielony pan z ogorzałą twarzą i chmurą zapachu moczu. Wypatrzył butelkę i wypił prawie całą zawartość za jednym podejściem. Wydał z siebie przeciągłe beknięcie i pomaszerował z butelką z powrotem. Moje marzenia pękły niczym bańka mydlana. Właśnie wtedy wrócił chłopak lekki i szczęśliwy. Rozsiadł się na swoim miejscu i zasięgnął dłonią pod siedzenie. Bardzo się zdziwił gdy nie znalazł swojego maleństwa i nawet zanurkował w poszukiwaniach. Jednak butelki nie było. Noga znowu zaczęła drgać i nawet nerwowo na mnie spoglądał. Jednak zrobiłam minę "Nie wiem o co chodzi" usprawiedliwiając się przed światem. Po kilku minutach do przedziału wparował złodziej butelek z miną jak po zjedzeniu cytryny. Od razu włożył, jak się okazało jeszcze nie całkiem pustą butelkę w dłonie właściciela i od niechcenia wybełkotał "myślałem że to niczyje, w takim razie zwracam i przepraszam". Ostatnie słowo wypłynęło z niego jak przez metalowe sito, z bólem i mocno przyduszone. Chłopak oddał mu butelkę mówiąc grzecznie "nic się nie stało, niech pan już weźmie całe". Oczywiście nie omieszkał, odwrócił się i ponownie wyszedł. Myślałam, że to już koniec historii a tymczasem najlepsze było przede mną. W kieszeni chłopaka zadzwonił brzęczącym dzwonkiem telefon komórkowy. Szybko odebrał i po kilku błahych słowach postanowił streścić swoją przygodę: "Słuchaj Martek jaka akcja, ja pier*ole . O kur*a myślałem że zejde! Słuchaj, pije sobie piwko normalnie na legalu ciechana. No to mi się zachciało lać no to ide se do kibla, no nie? Na legalu. Jaka akcja, ja pier*ole! Zostawiłem ciechana pod siedzeniem, wracam a tu ku*wa piwa nie ma. Jaka akcja! Masakra jakaś! No nie? Ja się wku*wiłem bo ktoś mi je za*ebał. No ewidentnie, no nie? Wstaje, patrze do drugiego przedziału a tam żul moje piwo bombluje. No to dawaj go! Podeszłem do niego i mówie ku*wa gościu zaje*ałeś mi piwo, chcesz w pie*dol?! A ten jak mnie zobaczył to od razu sie zielony zrobił. Jaka akcja! Ja go za łeb i z kopa! I drugi raz! Ku*wa ledwo żył jak go zostawiałem ale mnie przepraszał i oddał mi te piwo. Przepraszał mnie jak te ku*wa zęby wypluwał i że już nigdy więcej tego w życiu nie zrobi. Chciał mi oddać te piwo to ja mu żeby sobie w du*e wsadził bo po żulu nie będę pił, no nie, no ku*wa! Jaka masakra martek!"
Z każdym nowym "zdaniem" relacji telefonicznej szerzej otwierały mi się usta i oczy. Nie wiedziałam, że mężczyzna może mieć tak rozbudowaną wyobraźnię i szerokie umiejętności ubarwiania. W dodatku w moim opisie nie ma ich ani grama. Jednak u mężczyzn takie podkręcanie kolorów obowiązkowe musi być poparte wzrostem ego. Uf, jak to dobrze, że jestem tylko kobietą!

* * *

Strasznie polubiłam tę pracę, wierzcie mi lub nie. Chociaż pracowało się ciężko, nie wiem dlaczego. Pełno w niej ścinków które hoduję w swoim przepastnym pudle. Ścinkiem, który wyrzucam jest dopiero ten mniejszy niż 2 na 2cm. Przecież każdy kolor i wzór może się kiedyś przydać. :d
W dodatku wprawne oko znajdzie tu plan Budapesztu, który w mojej teczce odnalazła Druga Szesnaście. Ja nie miałam pojęcia o jego posiadaniu, ale to właśnie on zainspirował mnie do pracy. 2:16 dziękuję :*



Jest to oczywiście lift pracy Makówki, której twórczość absolutnie uwielbiam i śledzę na bieżąco :)
Więcej tutaj. Zapraszam Was do liftowania razem z nami na blogu liftonoszkowym.

Jyoti, nadal czekam na adres :)

Comments

  1. Ależ mnie ubawiłaś. Jestem pod wrażeniem pękła bym ze śmiechu i zdumienia na Twoim miejscu :)
    Lift super :))))

    ReplyDelete
  2. Historia...odjechana:))Jak podróżowanie pociągiem może rzucić swiatlo na świat mężczyzn:) albo raczej ich wybujałą wyobraźnię:) A praca wyjątkowa - jak wszystkie tutaj zresztą:)
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
  3. Ale historia.:)Ciekawie ubarwiona przez tego chłopaka.;)

    Scrap świetny,tak fajnie wykorzystane małe elementy i tak ich dużo.Nie dziwie się,że ją polubiłaś.:)

    Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  4. ale bajkopisarz z tego gostka,szył jak nawiedzony.
    Lubię Ciebie czytać :)

    ReplyDelete
  5. o matko! gratuluję zachowania zimnej krwi ;) ja bym wybuchła śmiechem temu kolesiowi prosto w twarz, a później pewnie zakasałabym kiecę i zmiana przedziału ;) żeby czasami i mnie się nie oberwało, hehe!

    świetny scrap! wspaniale gospodarujesz przestrzenią i to na dodatek przy użyciu ścinek! podziwiam! drapiąc się po łepetynie i zastanawiając się, czy ja kiedyś też tak będę potrafiła ;)

    pozdrawiam cieplutko :*

    ReplyDelete
  6. hahahha:)nieżle,a ten Twój scrap uwielbiam:**

    ReplyDelete
  7. hahaha, jaki koleś, kipiący testosteron!

    ReplyDelete
  8. hehehe historia genialna i świetnie przekazana:] praca oczywiście udana, ale to wszyscy wiedzą;)

    ReplyDelete
  9. haha historia niezle mnie ubawila.
    a praca wprawila mnie potem w spokojny nastroj, swietny klimat!

    ReplyDelete
  10. stunning layout, really awesome!

    ReplyDelete
  11. Kobieto padłam, i to nie tylko od czytania:)))scrap REWELACYJNY!!!Lubie takie, trzeba naprawdę umiec ogarnąc taki niby chaos:)

    ReplyDelete
  12. No faktycznie pan sobie trochę rozbudował zdarzenie :)) A historie w pociągach potrafią naprawdę być zaskakujące!

    ReplyDelete
  13. czasem myślimy że już nic nas nie zaskoczy... :))) Oby pozytywnie

    ReplyDelete
  14. Uwielbiam czytać te twoje opowieści , rozbawiają mnie do łez :) Scrap jest cudowny , muszę też zmajstrowac takiego ścinkowca :)

    Zapraszam do siebie po wyróżnienie :)

    ReplyDelete
  15. Kochana powinnaś książki pisać! Pysior mi się ciągle uśmiecha:) LO's obłęd! Wspaniała kompozycja i te kolorki stonowane! Niczym ciasteczko pasujące do kawy na zdjęciu! Mniam!:)

    ReplyDelete
  16. Zapraszam do siebie po wyróżnienie

    ReplyDelete
  17. Padłam... ze śmiechu :P
    Scrap jest fantastyczny!!!
    Taki... bałaganiarski :D
    :*

    ReplyDelete
  18. ehh, faceci :D
    scrap jest niesamowity! podziwiam za wykorzystywanie takich malutkich skrawków. uwielbiam Twoje scrapy :)

    ReplyDelete
  19. Pięknie piszesz! Czytam Twojego bloga po raz pierwszy, ale dziś cały wieczór tu spędziłam. Już obserwuję. Lift świetny:)

    ReplyDelete
  20. re-we-la-cyj-ny scrap podziwiam :)

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts