7/04/2011

O przewadze kucyka pony nad mężczyzną.

Od jakiegoś czasu na Comedy Central w nocy leci serial "Lody na patyku" przez twórcę artykułu na wikipedi nazwany romantycznie i zachęcająco izraelską komedią erotyczną. Ja nie użyłabym tych słów, dla mnie to bardziej serial młodzieżowy. Ale może w czasach gdy był kręcony (lata 70, 80) nazywano takie rzeczy erotyzmem. W każdym razie oglądamy go z lekko przymkniętymi oczami, w łóżku, z delikatnym uśmiechem unoszącym nam co jakieś 20 minut kąciki ust. Nie jest znowu tak zabawnie, aby mogło to się dziać częściej. A i pora emisji nie inspiruje do rechotów. Fabuła opiera się na poszukiwaniach przez trzech nastolatków dziewczyn skorych do czegoś więcej. Zwykle udaje im się taką znaleźć, problem polega na tym że najczęściej jest ona tylko jedna. Wtedy muszą się dzielić i to bywa śmieszne. Dzielą się oczywiście w niewyszukany sposób, przy zgaszonym świetle spełzując i wpełzując po kolei na kochankę. Najlepsze jest to, że ona bardzo rzadko się orientuje, a jeśli już to nie ma nic przeciwko. A więc tak jest w Izraelu! Gra aktorska i tego typu sprawy są fatalne i może dzięki temu serial ten można nazwać komedią.
Jednak oglądamy, ledwo ciepli, w moim przypadku wysmarowani balsamem na noc, w K. przypadku po ostatnim tej doby papierosie. W filmie jeden z trójki chłopaków ma na imię Huey i jest tym brzydkim. Gruby, niezdarny, zawsze w punkcie kulminacyjnym spadają mu majtki i ktoś go bije po tyłku. Te proste przymioty i wygląd aktora nasunęły mi dziś skojarzenie z moim pierwszym w życiu niestety-chłopakiem. Miałam kilkanaście lat i rozpoczętą 6 klasę podstawówki. Moje myśli codziennie krążyły wokół kucyków pony, lalek barbie, kredek świecowych, grania w gumę i okazyjnego zakochiwania. Pojawiały się też wątki przyjaciółkowe czyli plotkowanie i mielenie jęzorem z Basią na okrągło. Zaczynało się robić kobieco. Basia zakochana była na umór w pewnym chłopaku, który nienawidził zakochiwania się i w ogóle dziewczyn. Jego priorytetem było bicie młodszych dzieciaków (czyli 2, 3 klasa podstawówki, zasmarkani i z roztłuczonymi okularami). Basi priorytetem było zaprosić go na jakąś szkolną imprezę. Przeciwnik dziewczyn miał kolegę, który wręcz przeciwnie, był bardzo kochliwy. Podobały mu się absolutnie wszystkie dziewczyny i chciał im kupować słodycze. Dla mnie to nie było kuszące, bo słodyczy miałam dość od Taty.
Jednak Basia widziała mnie w swoim planie - nawet w jego centralnym punkcie. Scenariusz był prosty: ja i Tomek (ten od słodyczy) chodzimy ze sobą, a ona może wtedy mieć więcej okazji, żeby spotykać się z Przeciwnikiem dziewczyn. W mojej głowie, pochłoniętej rysowaniem na chodniku nowej planszy na klasy i wielkiego różowego nosa kucyka pony, układało się to w jedną spójną całość. Miało to nawet sens i stanowiło podstawę do wytłumaczenia o co w ogóle chodzi z miłością. Przytaknęłam więc i ucieszyłam się, że Basia będzie miała szansę na realny związek.
Potem wystarczyło już tylko powiedzieć przez kogoś Tomkowi, że wyrażam chęć, aby ze mną chodził. To było do załatwienia. Następnie byliśmy już parą. Nasza relacja opierała się na bardzo prostych mechanizmach. Na każdej przerwie siadałyśmy z Basią jak zwykle na ławce przed szkołą. Po kilkunastu sekundach siadał obok nas (czasem nawet obok mnie) Tomek i tak spędzaliśmy przerwę. Bywało, że ktoś się odezwał, powiedział coś mniej lub bardziej taktownego, ale zawsze to były tematy związane z posiłkami w szkolnej stołówce, zabawami na wfie, lub zabawami w ogóle. Raczej jednak unikaliśmy rozmów. Związek ten był dla mnie zanadto wiążący i zobowiązujący. Na przerwach czułam, że nie wypada mi już mazać po chodniku kredą, ani grać w jojo. Frustracja rosła. Basi to też nie przynosiło żadnych korzyści bo Tomek zawsze przychodził do nas sam. Nasze mózgi nie objęły wcześniej tego, że skoro jego kolega nie lubi dziewczyn to nie będzie miał chęci z nimi przesiadywać. Po około 5 dniach tej mordęgi postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i odprawić raz na zawsze tego młodzieńca. Argumentacja była konkretna: "może byś już nie przychodził, bo my mamy swoje sprawy, no wiesz... teges" . I to ostatnie słowo zrozumiał najlepiej. Lekko się zaczerwienił (zresztą, z uwagi na karnację on się nie zaczerwieniał, tylko raczej całodobowo utrzymywał kolor) i powiedział bardzo ważne dla mnie od tej pory słowa: "a to idę w cholerę!". Przekleństwo z ust mężczyzny z którym jesteś w związku, skierowane do ciebie, zawsze boli i skłania do refleksji. Odtąd wiedziałam już, że tak naprawdę każdy facet może sobie pójść w cholerę, tak po prostu i świat się nie zawali. Mało tego: w przypadkach, gdy tego oczekuję, mogę się do tego przyczynić. Mimo chwilowego rozczarowania ta myśl dodała mi skrzydeł. Był to mój pierwszy chłopak i pierwsze zerwanie. Potem był dzwonek i historia.

A do pokazania mam dziś niewiele bo tylko jednego layouta. Oczywiście jak zwykle lift w Liftonoszkach, który proponowała Lily. Tym razem miałam ochotę na coś lżejszego i jaśniejszego. Zdjęcie na scrapie od Immacoli, ze zlotu. Bardzo polubiłam te zlotowe zdjęcia i na pewno powstanie z nimi więcej prac.


Mam też przemiłą dla mnie informację. Dołączyłam do DT CraftArtwork razem z Martyną. Na pewno wiecie jak uwielbiam ten blog wyzwaniowy, więc wyobrażacie sobie jak bardzo muszę się cieszyć. Jeszcze raz baaardzo dziękuję dziewczynom za zaproszenie :) Ruszyło już moje pierwsze wyzwanie.

Na blogu warszawianek do obejrzenia mój trzeci kurs. Tym razem pokazuję jak zrobić proste i śliczne kwiatki. Jest jeszcze jedna świetna wiadomość. Otóż CraftHouse jest pierwszym sponsorem wyzwań na Craftującej Warszawie. Już w aktualnym wyzwaniu można zgarnąć rabacik. Zachęcam do udziału nie tylko warszawianki!

Na blogu sklepu CraftHouse wczoraj ukazał się mój test mgiełek SmoochSpritz. Do obejrzenia tutaj. Zachęcam!!
Na blogu ruszyła też zabawa z FanSite, więc zapraszam do odwiedzin i wczytania się o co chodzi :) Są oczywiście nagrody!

Przypominam też o trwającym candy (banner po prawej stronie). Przy odrobince wysiłku macie naprawdę wiele szans, aby zgarnąć Owcze papiery. Ja do swojej paczki dołożę również kilka przydasiów. Między innymi puder do embossingu, mechanizm zegarowy z prześliczną wskazówką do dowolnej aranżacji :D, papiery 20x20 itp. Zapraszam!

15 comments:

  1. A jednak stara miłość nie rdzewieje... ciekawe tylko czy to sentyment do Tomka czy do wczesnej młodości... :-)

    ReplyDelete
  2. IWA :) Zdecydowanie do wczesnej młodości, a raczej nawet dzieciństwa. Do Tomka nie miałam innych uczuć poza zaciekawieniem na temat jego rudego koloru włosów i ilości piegów na całym ciele.

    ReplyDelete
  3. Ajaj jak ja kocham Twoje opowiadania! Napisz książkę! :D Scrap jest zajebisty.

    ReplyDelete
  4. się uśmiałam, wybacz - przecież to strasznie poważne sprawy ;) ja miałam podobną historię, tylko, że to moja koleżanka miała chłopaka i sobie ubzdurali, że ja powinnam z jego kumplem "chodzić" (chyba VI klasa podstawówki)... nawet mnie o to "chodzenie" poprosił w wielce romantycznym miejscu - wejściu do mojej klatki schodowej. klasyczne "yyyyeee...będziesz ze mną chodzić?" a ja spanikowałam i odpaliłam "bardzo mi przykro, ale jestem zajęta" hehehehe :) przeżywałam chyba z tydzień, to były czasy! btw niezły przystojniacha z niego wyrósł, tylko że 1,60 m w kapeluszu...

    ReplyDelete
  5. Rewelacyjny tekst;) Praca cudna, fotka zresztą też;)

    ReplyDelete
  6. Wyobraź sobie spustoszenie jakie wyrządziłaś w umyśle tego młodego chłopca :P
    Hahaha genialnie wspomnienia opisałaś :D
    Będzie więcej skrapów ze zlotowymi! je je je super!
    Kursy są świetne, muszę mgiełki kupić, więcej mediów koniecznie, za każdym razem kiedy oglądam Twoje kursy skręca mnie, ze nie pomyślałam o inwestycji w nie wcześniej :)

    ReplyDelete
  7. Zlotowy scrap przepiękny, a to zdjęcie!!! A historyjka szkolna skłania do wspomnień :)

    ReplyDelete
  8. i napisałaś to wszystko w dniu, gdy wygrzebałam z domowych otchłani swojego kucyka Pony :)

    ReplyDelete
  9. O jejuńciu jaki on jest przepiękny!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Czeko! Rewelacja!
    A historie miłosne, to przyprawiają mnie o drżenie! Ja to byłam taka właśnie wiecznie zakochana i bynajmniej nie w kucykach pony :))
    Niezła puenta!! :))
    Lowe Cię bejbe i pisz więcej!!!!!!!!!!!! W ogóle to możesz do mnie listy pisać :))

    ReplyDelete
  10. ach. przypomniała mi się moja podstawówkowa miłość i wyszło mi, że też z niej wyciągnęłam wnioski dotyczące stosunków damsko-męskich na wiele lat :) znaczy się okolice szóstej klasy podstawówki to rozwijający okres dla człowieka. Mój ówczesny chłopak był zdecydowanie typem niedostępnego buntownika i palił papierosy za szkołą. chodził w cholerę bez uprzedzenia, a potem równie niespodziewanie powracał. Ach, te emocje! ;))))
    Spodziewam się jednak, że również wspomina mnie miło, jako że byłam pierwszą osobą, którą zaprosił do znajomych na portalu nasza-klasa.

    natomiast "całodobowo utrzymywał kolor" made my day :) Twoje notki nieodmiennie mnie inspirują.

    LO piękny! szalenie podoba mi się paleta kolorystyczna. ze szczególnym uwzględnieniem czerwonych akcentów. dużo się na nim dzieje, a jednocześnie jest czysty i ładną ma kompozycję. lubię to :)

    ReplyDelete
  11. Cudnownie jest czytać to co napiszesz.To normalnie wciąga.:)
    Scrap poprostu boski.

    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  12. scrap jest przeboski! a historię czyta się - jak zwykle tutaj - z półuśmieszkiem na pysiorze :)

    ReplyDelete
  13. Justt Dzięki. :) Czy zgodzisz się zasponsorować moją książkę? :D
    Martyna oj tak bardzo poważne :D rozumiem że przeżywałaś, bo wolałaś wtedy jednak powiedzieć: "tak, chcę, weź mnie w swoje silne ramiona"?
    Boei, Michelle Dziękuję! A wspomnieniami bardzo lubię kiedy się dzielicie :)
    Lejdi i to mi się podoba! :D
    Mira Listy mówisz? Ok :)) Dzięki, jesteś bardzo kochana!
    AnaiDziękuję! Twoja historia piękna, bo miłość musiała być wielka :)) I dzięki za pochwałę kompozycji, bo układanie kompozycji to chyba to co w losach lubię najbardziej.
    Olina Dziękuję Ci kochana! Cieszę się, że miło Ci się u mnie spędza czas :)
    Chwilka13Dziękuję! I z pysiora się bardzo cieszę! :D

    ReplyDelete
  14. To tak po pierwsze: przesiaduję u Ciebie i podczytuję teksty, kiedy tylko mogę, są obłędne i super się je czyta:)))
    po drugie: scrapiszcze rewelacja!!!Chciałabym tak umiec:)
    i po trzecie: wielkie gratulacje wielka kobieto:*

    ReplyDelete
  15. OriBella Dziękuję Ci, jesteś taka miła :) Cieszę się, że dobrze Ci się mnie czyta i że podoba się scrap :)) I dziękuję za gratulację :* Już tu płonę rumieńcem przez Ciebie :D

    ReplyDelete

Blog Archive