Twój garnitur może wszystko!



W porządalu - myślę sobie - mamy bułki, kotlety, zeszyty, skarpetki i szczoteczkę do zębów. Chyba nic mi więcej nie potrzeba. Zagrzebuję jeszcze raz w koszyku z zakupami i niby przypadkiem nagle znajduję się w dziale słodyczy. Na chwilę udaję, że przestałam istnieć, a na półkę z Marsami sięga ręką obcego mi stwora. Koszyk wagowo się napełnia i podążam już do kasy. Na trasie łapię równowagę o brodatą (sic!) panią z obsługi, bo moje buty choć ładne to na świeżo umytej podłodze wyczyniają niebywałe rzeczy. Swoją drogą myślę, że ta pani chyba właśnie po to tam stoi i jestem jej wdzięczna. Kładąc zakupy na taśmę przed kasą staram się nie zauważać tych trzech batonów i ciasteczek Oreo, które jakimś cudem znalazły się w moim koszyku. No ale skoro już tu doszły to kasjerka musi je policzyć. Trudno, najwyżej je zjem!

No więc jem od razu po zapłacie. W jednej ręce trzymam siatkę w drugiej batona. Och, jak to dobrze, że drzwi sklepu otwierają się same. Z radością dostrzegam, że pada leciutki, ciepły deszcz. Światło na zewnątrz jest przeurocze, uwielbiam takie popołudnia. (Być może myślę tak pod wpływem czekolady.)
- Nie będę więcej ci tych torbów nosił. Ile można żreć kotlety! - krzyczy pan przed supermarketem rzucając torby na ziemię. Żona wstrząśnięta, widocznie nie miała biedulka pojęcia, że noszenie torbów i żarcie kotletów może się przyczynić do publicznego upokorzenia. Myślę sobie, że może warto jej kupić loda na pocieszenie, ale po wstępnej kalkulacji zawartości portfela i planach na nią dochodzę do wniosku, że może uda jej się jakoś samej pocieszyć. Idę dalej, smętnie przechodzę przez parking wyobrażając sobie, że jestem tym panem, że codziennie jadam kotlety, mam duży brzuch i moja torba jest ciężka. I zauważam - faktycznie, to nieprzyjemne. Ale wyobrażanie i zauważanie podczas przechodzenia przez parking to nie jest najlepsza decyzja. Rowerzysta (na szczęście tylko rowerzysta) hamuje przede mną z piskiem opony i piskiem ego. Okazuje się, że jestem "starą torbą co jest ślepa". Wcale się nie odzywam, bo ten rowerzysta bardzo agresywny a parking robi się ciemny i pusty. Myślę sobie tylko dlaczego stara i dlaczego torba. Dlaczego nie tylko jedno chociażby - z drugim ewentualnie mógłby dać sobie i mi spokój.

Otrząsam się, badam ruch uliczny i przechodzę na chodnik po drugiej stronie. I tu zbliżamy się do punku kulminacyjnego opowieści. Po nim już naprawdę nic więcej się nie wydarzy niestety. Bo oto przede mną, spod ziemi, wyrasta całkiem żwawo pewien przystojniak. Teraz pozwólcie, że opiszę krótko jego przystojność: pan ma łysinkę zalotną na całej głowie, od ucha do ucha, od czoła do karku. Pan ma również zęby żółte jak gorący piasek w Kalifornii i ubytki jak romantyczne, stare molo. Jest i wąs wszędobylski zapewne zmysłowo drapiący. A poniżej długa bródka pachnąca dziś pewnie kąpielą w niejednej zupie. Są paznokcie czarne jak najromantyczniejsza noc. A przy tym wszystkim pan jest ubrany w nienaganny (no może troszeczkę przygnieciony i niedoprasowany, lecz czyściutki), mistrzowsko skrojony garnitur. Koszula biała, kołnierzyk czysty! Dwa guziki zapięte a jeden modnie, z lekką nonszalancją rozpięty. I co to oznacza? - myślę sobie. Lecz za chwilę jestem już dokładnie poinformowana. Po wesołym Witam szanownom paniom! pan przesuwa się na bok i już widzę, że przez to swoje cholerne zamyślenie wpakowałam się wprost w jego stoisko z truskawkami i bobem. Stoisko może trochę "na nielegalu", ale jak najbardziej na miejscu (przewija się tu sporo ludzi). Potem jest zachęta do kupna, reklama smaku truskawek i aluzja erotyczna do ich słodyczy. Dykcja przez ubytki nawilżana, że tak powiem... Jednak dziś nie mam ochoty na truskawki, ani na tą słodycz, o której pan wspomina. Odmawiam, ale zastanawiam się nadal skąd ten strój. Zanim odchodzę postanawiam o to po prostu zapytać. Otrzymuję odpowiedź tak oczywistą jak słońce: "Proszem paniom, bo od eleganckiego człowieka to każdy kupi truskawkię!"

I cóż ja tu mogę więcej dodać... W sumie to chyba się zgadza, bo wróciłam do domu z kilogramem tego owoca, mimo, że smak tegoroczny już mi całkiem minął. Ale skoro strój ma taką siłę przekazu to może spróbuję ją wykorzystać, gdy będę się starała o poparcie u mojego chłopaka w kupnie yorka...

* * *

Pokażę Wam dziś coś naprawdę ładnego. Jakiś czas temu wymieniałyśmy się pudełkami z Zuzą, Owcą i Moriony. Pudełka miały mieć zawartość ręcznie robioną. Patrzcie jakie cudo dostałam od Zuzy:


Pudełko jest drewniane, prześliczne. W środku pełno małych karteczek, cudownie ozdobionych z tekturowymi przekładkami. Postanowiłam od razu je zagospodarować i umieściłam na nich cytaty swoich ulubionych autorów.



Ja na wymianę przygotowałam pudełko razem z notesem i albumem, który był do obejrzenia na blogu CH:



W poprzednim poście pisałam o spotkaniu z dziewczynami na wymianie wędrujących art-journali. Żeby przybliżyć Wam odrobinę tą świetną atmosferę jaka nam towarzyszyła pokażę kilka zdjęć (zdjęcia mam od Agnieszki - Anny dziękuję :))



Ostatnie zdjęcie to strona we Wrecku Drychy jaką "upitrasiłyśmy" razem z 2:16 i Ushii (poznajecie ten piękny ścieg? :D).
Jako, że pierwszy w moje ręce dostał się żurnal 2:16 już zrobiłam swój wpis:


A tak wygląda strona "instruktażowa" przygotowana przez Drugą. Jest tak ujmująca, że nie mogłam sobie odpuścić pokazania jej Wam tu:




Comments

  1. Ojesuu.. spłakałam się po przeczytaniu pierwszej części posta ;)

    ReplyDelete
  2. właściwie to ty już wszystko wiesz.
    czego nie wiesz - we wtorek.
    ściskam za całokształt.

    pointa:
    http://www.alphabetbags.com/bags/typographic/sbagoldbag-old_bag.htm

    ReplyDelete
  3. Wpis do journala 2:16 jest świetny.Zdjęcia części z okładek utwierdzają mnie,że wymiana, wzajemnie journalami musi być niesamowita.Dawanie małej cząstki z siebie dla każdej z dziewczyn w swoim wpisie.:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    ReplyDelete
  4. ale ja Wam zazdraszczam takich spotkań- żurnalowni
    a stara torba- niedroga nawet ;)
    i w dodatku ekologiczna

    ReplyDelete
  5. ukradłam zdjęcie Twojej pracy:)
    to te kolory wszystkiemu winne- tzn. Fridzie
    teraz już wiesz:D

    ReplyDelete
  6. Nie od dziś wiadomo, że elegancki wygląd to podstawa powodzenia wszelkich operacji. Kiedy byłam jeszcze na studiach i wybierałam się na egzaminy ustne bądź publiczne wystąpienia, zawsze starałam się ładnie ubrać, uczesać i umalować powtarzając sobie w myślach: "Moja Droga, czego nie wiesz, to dowyglądasz" Pewność siebie zawsze wzrastała wówczas o 100%
    Pozdrawiam xoxo

    ReplyDelete
  7. Pasiaku to super! :D
    Druga szesnaście ja też ściskam, ale pointy trochę nie łapię...
    Olina To prawda, takie wędrowania to świetna sprawa. Pozdrawiam i dziękuję :)
    Rafija :)) Ja też lubię takie torby.
    Cynka Och bardzo się w takim razie cieszę, że pobudziły Cię do stworzenia tak pięknej pracy.
    Frutti :)

    ReplyDelete
  8. Matko ile pięknych prac!!! Aż mi się w głowie kręci, po urlopie wygłodniała wpadam na moje ulubione blogi i nie mogę się napatrzeć! I pudełko, i notes i wpisy NIESAMOWITE! Pozdrawiam!!!

    ReplyDelete
  9. Po prostu nie mogę, przy nawilżanej dykcji nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem! Dobrze, że moniotor na tyle daleko, że nie został nawilżony! Od razu poniedziałek wydał sie bliższy weekendowi! Rewelacyjnie wykorzystałaś otrzymaną skrzyneczkę!

    ReplyDelete
  10. Twoje przygody mnie rozwalają ;)

    a te journale, ojaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

    ReplyDelete
  11. aaahahaha xD to się nazywa potęga marketingu!
    ubóstwiam ten wpis :)

    ReplyDelete
  12. Nie mogę z tych journali, jestem chora z zazdrości, że oglądacie to na żywo, a ja tylko na zdjęciach!

    ReplyDelete
  13. Nominowałam Cię do Lovely Bloga Award, informacje tutaj-http://modelinowewytworki.blogspot.com/2011/07/nominacja.html

    Pozdrawiam,
    Puszkaa

    ReplyDelete
  14. Wspaniałe spotkanie, twórcze opary musiały układać się nad Wami w urocze chmurki :)

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts