O Panu, który bał się pewnego słowa.

Nasze ostatnie spotkanie z wymianą wędrujących art-journali kipiało żartem. Jeden z naszych pomysłów przypomniał mi pewną osobę, a właściwie pana. To był Pan pełną gębą, inaczej nie wypadało się do niego zwracać z racji zawodu - był nauczycielem. Przy całej swojej onieśmielającej aparycji nie mógł poświęcać się niczemu innemu jak nauce wychowania fizycznego. Szkolił wychudzonych, pryszczatych i bladych chłopców między innymi w mojej klasie. Wzbudzał w nich męskość piłką lekarską, piłką nożną, piłką do kosza, a jeśli wzbierała w nim frustracja to i piłeczką do palanta. Bywały jednostki wybitnie sportowe, gdzie żadne zachęty nie były potrzebne. Och, ci młodzi, zdyszani chłopcy gdy wpadają do szatni. Za chwilę szatnia mętnieje od zapachu potu gdy zaczynają się rozbierać. Znaleźć się tam, nawet dziś... :D
Pan od wuefu był świetny w swoim zawodzie i właściwie nie mogę mu nic zarzucić. Był w zasadzie nawet bardzo przystojny. Zaledwie kilka lat starszy od nas i gdyby nie dyrekcja można by na niego mówić Chłopak od wuefu.
Gdy jedyna w szkole wuefistka zaszła w ciążę wspomniana dyrekcja nie zamierzała zatrudnić kogoś na zastępstwo tylko postanowiła zwiększyć liczbę godzin wszystkim panom od wuefu w szkole. Tym samym skazując na zakłopotanie przy gimnastycznych figurach dziewczęta ze wszystkich klas. Gdy dowiedziałyśmy się o zbliżających się zmianach zaczęłyśmy snuć scenariusze "kto nas weźmie". Do wyboru był wspomniany wyżej Pan i kilku innych o wiele starszych maniaków gry w piłkę nożną. Jeden z ogromnymi kurzajkami na nosie które groziły eksplozją, drugi z militarnym podejściem do kondycji fizycznej, trzeci w szeleszczącym dresie z lat 70... Oczywiście, jak się domyślacie, ja i 15 moich koleżanek rozbiłyśmy bank. W okolicach pierwszego dnia wiosny założyłyśmy najlepsze stroje gimnastyczne. Każda z nas posiadała na swojej twarzy pół kosmetyczki mamy (mamy z reguły posiadają lepsze kosmetyki, nie spływające razem z potem). Każda z nas miała również wypróbowany uśmiech numer jeden, dwa, trzy - uśmiech na każdą okazję, uśmiech na listę obecności, uśmiech na wskazanie do prowadzenia rozgrzewki, uśmiech na "ale się spociłam, nie będę już wymachiwać rękoma". Wychowanie fizyczne miało się dla nas odtąd stać najważniejszą lekcją w tygodniu, na której mogłyśmy wypróbowywać wszystkie wskazówki uwodzenia z Filipinki. Po kilku miesiącach, gdy Pan od wuefu nam spowszedniał, zaczęło nas męczyć tempo w jakim chce nas doprowadzić do perfekcyjnej kondycji. Budziło się w nas głęboko zakorzenione lenistwo i odkrycie jedej z koleżanek dało nam wieczne zaspokojenie. Przy całej onieśmielającej urodzie Pana od wuefu żadna z nas nigdy nie odważyłaby się poruszać intymnych (wtedy również wstydliwych) tematów. Jednak stawka była wysoka i wkrótce już każda z nas nabrała ekscytującego nieskrępowania w opowieściach o swojej menstruacji. Okazało się bowiem, że Pan na słowo "miesiączka" reaguje alergicznie i bojaźliwie. Kiedy którejś z nas nie chciało się tego dnia ćwiczyć mówiła ten magiczny wyraz, a Pan spuszczając wzrok, z delikatnym zmieszaniem i nieśmiałością kreślił w swoim opasłym zeszycie tęgą czerwoną kreskę i przez zęby mówił "zwolniona". Wtedy mogła spędzić całe dwie godziny plotkując w szatni. Kiedy ćwiczyłyśmy, a Pan się zapędzał nadając zbyt szybkie tempo musztry, udawałyśmy, że podczas ćwiczeń rozmawiamy używając przy tym na głos słów związanych z drażliwym tematem. Zawsze wtedy odchodził na kilka metrów i przestawał nas pilnować. Dziś jestem ciekawa, czy zdawał sobie sprawę z tego jak zaniedbuje swoje zawodowe obowiązki przez jeden wyraz. Czy jest nadal zażenowany, gdy ktoś wspomina o "tych dniach"? Ja, w każdym razie dzięki temu wspominam go jako jednego z najurokliwszych nauczycieli.

* * *

Na CraftArtwork właśnie rozpoczęło się kolorystyczne wyzwanie tagowe. Sam jego tytuł "5 kolorów" brzmi inspirująco, prawda?
Obiecałam sobie, że zmierzę się z tym wyzwaniem bez żadnych wymówek. Dzięki niemu będę mogła okiełznać prace w monokolorze. Dodatkowo dałam sobie prywatną wytyczną - z każdym tagiem w tej serii będę próbowała czegoś nowego. Mam na myśli technikę, medium, produkt.
Oto mój pierwszy tag w kolorze zielonym:



Czego nowego spróbowałam? Otóż pierwszy raz bawiłam się z farbkami Ecoline. Postanowiłam połączyć je z tuszami Distress i embossingiem na gorąco. Efekt mnie zadowolił, więc na pewno jeszcze nie raz będę ich używać. Farby Ecoline możecie znaleźć w CraftHouse.


Każdego dnia, gdy scrapuję, odnoszę nieodparte wrażenie, że jest to coś czemu zdecydowanie mogłabym poświęcić całe życie. :) Szczególnie przyjemnie scrapuje się w towarzystwie, ale o tym na pewno każda z Was wie. Znam zakątek gdzie jest dużo miejsca, piękny wystrój i ekscytujące towarzystwo przydasiów. To ScrapStudio. Czego więcej scraperki potrzebują? :D
Może któraś z Was podczas wakacyjnej wizyty w stolicy ma ochotę odwiedzić to miejsce? A może ktoś z Warszawy lub okolic? Chętnie się spotkam, żeby wspólnie tam poscrapować, lub po prostu się spotkać. Często można tam też spotkać Piekielną Owcę, która przy okazji zaprasza na warsztaty. A stałym, przemiłym towarzystwem jest Dorota!
Klikając w banner traficie na stronę ScrapStudia, która niedawno została uzupełniona. Koniecznie zajrzyjcie do zakładki "Galeria" aby podziwiać urokliwe i inspirujące wnętrze :)



I jeszcze ps tematycznie :D


Comments

  1. Świetny tag! Szkoda, że mam tak daleko do stolicy...

    ReplyDelete
  2. Made by Aisia Dziękuję! Ale czy scrapowanie nie jest najlepszym pretekstem do wycieczki? :)) Chętnie bym Cię poznała!

    ReplyDelete
  3. Moja pani od w-f do 8 m-ca ciąży ćwiczyła niestety z nami i po wakacjach wróciła buu, nie miałam pana od w-fu

    ReplyDelete
  4. pięknie, moje i Owcy warsztaty pominięto :P

    ReplyDelete
  5. Drycha no wiesz! Niczego nie pominięto, tu po prostu wspomniano.

    ReplyDelete
  6. Wspólne scrapowanie?! ja się piszę!!! w sierpniu na pewno przyjadę, chętnie Cie poznam i zobaczę to urokliwe miejsce jest tylko jedna obawa - mogę tam zostawić cały majątek ;)

    ReplyDelete
  7. Wow! Cudny tag!!! Ze stolicy właśnie wróciłam, ale niestety nie udało mi się do Was zajrzeć:/

    ReplyDelete
  8. Tag kapitalny!!! Ja się wybieram na wycieczkę do W-wy i już obmyślam jak się "urwac" na kilka godzin (no chyba jedna mi nie wystarczy;) do Was:)

    ReplyDelete
  9. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  10. Też miałam pana od w-efu, z przyjemnością więc przeczytałam Twoje wspomnienia...;)
    Tag cudny!!

    ReplyDelete
  11. Ahhhhhhhhh........... piękne :)

    Zapraszam na licytacje od 1zł na www.licytacje.blogspot.com

    ReplyDelete
  12. ;-))niestety większość czuje się skrępowana jeśli mowa o miesiączce...a mnie zawsze zastanawia dlaczego w reklamach podpasek w tv ten płyn wylewany na nie jest koloru niebieskiego a nie czerwonego....
    Tag bardzo fajny Cz -ekolino;-))
    Jak będę w przyszłości w Wawie to spotkanie masz murowane;-) buziaki

    ReplyDelete
  13. haha uśmiałam się:) masz dar opowiadania, a praca jak zwykle - super:)

    ReplyDelete
  14. świetny tag! w zieleni Ci "do twarzy" :D
    podoba mi się wykorzystanie nici - rewelacyjnie wyglądają, tak stłoczone :)

    co do wuefu, to przypomniałam sobie moją wuefistkę, która gdy tylko się wspomniało o dolegliwościach związanych z menstruacją, to argumentowała, że ćwiczenia są najlepsze... na rozluźnienie mięśni :D i nic z plotkowania w szatni...

    ReplyDelete
  15. Ale boski ten tag i w dodatku zielony!! Kiedyś i ja zdobędę Warszawę!!
    Urzekła mnie historia tego pana i pewnego słowa :D

    ReplyDelete
  16. świetna historia :D
    i super tag ;)

    ReplyDelete
  17. ehhh piękne czasy mi się przypomniały, gdy to "niedyspozycję" na wu-efie w podstawówce zgłaszało się jakieś 8 razy w miesiącu... dodam, że tego niesamowitego przedmiotu uczyła nas kobieta, Zofia. w LO z resztą podobnie, ale ograniczałyśmy się do jakiś 4-5 razy w miesiącu... i tu też była kobieta, Jagoda.
    i jeszcze mi się przypomniało jak przed pierwszym wu-efem w LO okazało się, że jedna koleżanka zapomniała stroju i my solidarnie wszystkie też zgłosiłyśmy brak, no bo pierwsza lekcja, pierwsza klasa itd. i efekt był taki, że Jagoda każdej z nas wlepiła po 6 lasek, wszystkie byłyśmy zagrożone i musiałyśmy te lachy poprawiać :))))

    a podejściem do tagów mnie zainspirowałaś, chyba też tak zrobię!

    ReplyDelete
  18. Very pretty, thanks for sharing!
    Hey, I have a giveaway here, please come join in the fun!
    http://www.pixiedustpaperie.blogspot.com/

    ReplyDelete
  19. ależ smakowity tag i nie mniej smakowita historia:)Ależ... może zataguję?

    ReplyDelete
  20. Masz dar opowiadania, przypomniały mi się stare czasy, jak to mrugałam rzęsami do Panów praktykantów :)
    Tag jak zawsze rewelacja, uwielbiam ten odcień zieleni. :)

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts