9/11/2011

Kto rzuca we mnie petardami?

Przybiegam tu z nowiną, a raczej z odkryciem. Otóż według mojej umysłowej kartoteki od około miesiąca prawie codziennie spotykam sąsiadów z bloku, a co za tym idzie zapoznaję się z nimi z prędkością światła. Przez rok nie znałam nikogo, a teraz... ho ho! Społecznie się uaktywniam i towarzysko rozkwitam. Przyczyny jednak nie należy szukać w nadgorliwości, ale w uszkodzonym zamku w drzwiach do klatki. Kiedy horror z zamkiem się zaczynał byłam przekonana, że przyczyną jest mój klucz, a dokładniej to że jest dwudziestą wodą po kisielu (czyt. oryginalnym kluczu) - dorabiany wielokrotnie. Stałam więc pod klatką manewrując, uderzając i k*rwiąc. Najczęściej jednak po kilku minutach udawało mi się otworzyć i wejść. Jednak po paru tygodniach problem okazał się nie do przeskoczenia. Dzwoniłam domofonem do sąsiadów i błagalnym tonem, podając imię, nazwisko, kolor włosów, karnację i numer dowodu wymuszałam na nich otwarcie drzwi (przesłuchania i niechęć tłumaczę dwoma włamaniami do klatki obok trzy miesiące temu). A kiedy to również do mnie zaczęto dzwonić uznałam, że problem nie dotyczy tylko mnie. Od tego czasu bywa, że komuś uda się otworzyć drzwi za trzecim lub trzydziestym razem - zwykle są to osoby z kluczami bardziej zbliżonymi do oryginalnego. Dozorczyni uznała tę sprawę za godną rozpatrzenia następnego lata, bo im mniej osób wchodzi tym rzadziej trzeba błoto na klatce zmywać. A tymczasem życie sąsiedzkie rozkwitło na wycieraczce pod drzwiami. Jeśli spotkają się tam przynajmniej dwie osoby to siłując się na zmianę z kluczem mogą wymieniać poglądy na przeróżne tematy. Zawsze, gdy już nie możesz znieść bólu dłoni od próby otwarcia należy powiedzieć: "może teraz pan/pani bo mój nie robi". 
Zapoznałam się już z uroczą starszą panią, która ma bardzo starego psa - od teraz wiem, że trzeba go nosić na rękach, ma problemy z błędnikiem i szybko robi mu się zimno (nie wiem czy na ustach czy ogólnie). Kilkakrotnie prawie otworzyłam drzwi panu, który przedstawiał się jako Janek spod 32, ale faktycznie był kominiarzem i obchodził swe święto przynajmniej raz w miesiącu zbierając datki. Za to wiem już jak ma na imię nastolatka z plecakiem i dlaczego codziennie o 7:30 stoi pod klatką. Zostawiam to w tajemnicy kryminalnej. W razie czego nic mi o niej nie wiadomo. Trzydziestolatek z kilkuletnim chłopcem jest samotnym ojcem i cieszy się, że w przedszkolu przy metrze udało się znaleźć miejsce dla malucha - mieszka chyba na trzecim piętrze. Pan z porem - chyba najbardziej fascynująca osobowość tego bloku - nie może się przełamać, aby w końcu zaprosić żonę gdziekolwiek. Uznał, że "chyba już mi się nie chce..." (na szczęście w tym momencie zamek się otworzył i mogę się tylko domyślać czego). Już trzy razy pod drzwiami spotkałam się z mężczyzną bardzo miłym ale nadal bez imienia. Oprócz bardzo wyjściowego uśmiechu, uzębienia i dżentelmeńskiego zachowania charakteryzuje się również brodą, no ale na nią mogę przymknąć oko. Obcych dzieciaków do 13 roku życia z zasady nie wpuszczam do klatki. W nagrodę już dwa razy rzucały we mnie petardami. 
A więc życie sąsiedzkie rozkwita, niepokoi mnie tylko, że kilka dni temu wyglądając przez okno byłam świadkiem tego rozkwitu pod drzwiami pomiędzy moim chłopakiem, a jakąś nową panną. Chwilę po tym dowiedziałam się, że według jego rozeznania mieszka tu od września i jest studentką. Imię ma na K, albo na B. Tylko po co to rozeznanie?

A skoro jesteśmy przy sąsiadach to czy pamiętacie Siostry Piła Mechaniczna? W kilka miesięcy po napisaniu notki dowiedziałam się, że mieszka z nimi mama. To była osobowość do opisywania na całą notkę. W każdym razie notorycznie trzepała dywany na balkonie w dniach i godzinach, gdy ja suszyłam na swoim pranie. Nigdy jej nie widziałam, ani nie słyszałam. Po pewnym czasie dowiedziałam się, że kilka dni temu zeszła z tego świata zostawiając obie córki spadkobierczyniami sporego mieszkania nad nami. W takim mieszkaniu dwie, czy nawet cztery osoby mogą spokojnie się zmieścić nie wchodząc sobie w drogę. Jednak u sióstr to chyba nie do przejścia. Awantury się nasiliły, słyszę je już niemal codziennie i bez wchodzenia do wanny. Upadła moja teoria o związku "rżnięcia" słyszanego tamtej zimy z zapchanym zsypem. Siostry nadal walczą, czasem również na muzykę. Cdn.

A ja scrapowo jestem trochę mniej płodna zwyczajnie z braku czasu. Jednak popełniłam coś co bardzo mi się przyda. Jest to jesienny żurnal. Więcej o nim możecie przeczytać na blogu CraftHouse a wygląda tak:




I tak jak napisałam na blogu CH muszę napisać jeszcze tu :D Zachęcam każdą z Was do założenia sobie takiego jesiennego zeszytu.
Mogą się w nim tam znaleźć plany na tę porę roku, przepisy na przetwory, inspirujące zdjęcia znalezione w internecie, próbki palet kolorystycznych, tradycyjne strony art-journalowe, notatki, zapiski, wspomnienia, tytuły wysłuchiwanych do upadłego piosenek.

U mnie do upadłego wysłuchiwana jest ostatnio ta piosenka (żadne tam znowu odkrycie, ale do upadłego) i w wielu okolicznościach mnie znajduje, nie wiem czy chodzi o Robbiego czy ładny tekst :D).

Moje wpisy do zeszytu na pewno jeszcze tu zobaczycie :)

12 comments:

  1. Hahahahaha!!! Jak dobrze mieć sąsiada:D
    Żurnal niezwykle inspirujący, apetycznie wygląda:)
    A Robbie całkiem fajny!

    ReplyDelete
  2. Żurnal bardzo bardzo! Tylko mnie smutkiem natychają te wszystkie żurnale takie piękne, bo sama też mam, ale nie umiem :( Trochę tam zrobiłam wpisów i leży. Jakoś wszystko inne mi łatwiej idzie, a na trudne (czyli na siedzenie i dumanie) szkoda mi czasu, bu. Idę na crafthouse popatrzeć, może mnie jednak natchnie.
    Powodzenia w walce z kluczem.

    ReplyDelete
  3. świetny żurnal... :) u mnie najczęściej kończy się na okładce, więc mam jeden i tam jest wszystko :) jak coś mnie chwyci do żurnalowania, to idzie tam :*

    ReplyDelete
  4. Żurnal już pochwaliłam na crafthousowym blogu, bardzo mi się podoba taki sposób porządkowania jesieni :)
    Ach te zamki i klucze, ja też przez nie poznaję swoich sąsiadów, w tej chwili tylko tych z góry, na dole nie wiem kto mieszka, domyślam się tylko, że w jednym mieszkaniu muszą być studenci, wskazują na to cotygodniowe imprezy.

    ReplyDelete
  5. sąsiadów na szczęście/nieszczęście się nie wybiera... a Twój jesienny żurnal wprowadza w cudowny nastrój złotej jesieni :) mam nadzieję, że będzie taka jak on - ciepła, radosna i wywołująca uśmiech na twarzy :)

    ReplyDelete
  6. świetnych sąsiadów masz! u nas życie kwitło, jak windę przez ponad miesiąc wymieniali i na 10 piętro z maluchem na rękach chodziłam. Starsi postawili krzesełka na półpiętrach i odpoczywali na nich. Przyznam, że mimo uniedogodnień, bardzo mile to wspominam. :D super jesiennik!

    ReplyDelete
  7. Wspaniały ten żurnal... juz się nie mogę doczekać wpisów!! Zapraszam do siebie :)

    ReplyDelete
  8. zmagania nie lada, a z sąsiadami...no cóż, rózni się ludzie trafiaja... ja mam za ścianą sąsiadkę, która potrafi od 7 - 22 bez przerwy się "wydzierać", inni sasiedzi sie dziwia, jak my to wytrzymujemy... a jurnal jest piękny! uwielbiam takie klimaty, choć sama nie potrafię takich wspaniałości zrobić, ale popatrzeć- owszem, chociaż wzrok nacieszę :D pozdrawiam serdecznie!

    ReplyDelete
  9. Żurnal jest cudny!!!
    Fantastyczna bałaganiarska forma :)

    Nie ma to jak fajni sąsiedzi :P my z większością naszych żyjemy w zgodzie- ploty odbywające się na klatce schodowej powodują, że potrafię wracać do domu przynajmniej godzinę później :P i to dużo bogatsza w informacje o pozostałych sąsiadach ;)

    Pozdrawiam :*

    ReplyDelete
  10. Petardami? kiedyś wystarczyły kamienie...dzieci się rozwijają nie ma co pff

    Żurnal bardzo kolorowy i boski niesamowicie :D:*

    ReplyDelete
  11. Od dawna noszę się z zamiarem założenia art dżurnalu. Mam nadzieję, że wkrótce sobie taki założę :)
    Kilka tygodni temu przeprowadziłam się do nowego mieszkania (w bloku ma się rozumieć) niedaleko centrum miasta. Jest to dla mnie niesamowicie nowa sytuacja, ponieważ całe dotychczasowe życie spędziłam mieszkając w domu na wsi. Właśnie jestem na etapie poznawania swych sympatycznych sąsiadów:) Są równie kolorowi i absorbujący jak Twoi.
    Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
  12. Wiesz, bardzo lubię tutaj do Ciebie zaglądać:) Kiedy mam zły dzień składam Ci wizytę bo Twoje notki działają na mnie terapeutycznie:)
    Jesienny żurnal jest mega świetny.

    ReplyDelete

Blog Archive