9/23/2011

"Wiem, gdzie przebywa wasz pies..."

W moje ręce ostatnio trafił chyba najnowszy numer magazynu "Wspak". Jestem zauroczona ideą jego powstania (kliknijcie na tytuł aby o tym poczytać) i popieram w pełni. Od razu przypomniało mi się, jak wiosną czekając na peronie Dworca Centralnego odmówiłam "poczęstunku" tym pismem, bo sprzedający wydał mi się podejrzany. Teraz, po ostatniej lekturze, potwierdziło się, że faktycznie mógł być podejrzany, ale wiem już dlaczego i wyrzut mam do siebie ogromny. 
W każdym razie w ostatnim numerze jest artykuł na temat miejskich legend. Kiedy mój zmęczony wzrok buszował po jego wersetach olśniło mnie, że znam większość z nich. Bo przecież słyszałam o tym, że nocą szczur na parterze wynurza się z sedesu, że koleżance mojej koleżanki złodziej ukradł pakunek, w którym akurat przewoziła zwłoki swojego psa i wiele wiele innych. Jednak mało tego, znam więcej. A przede wszystkim znam też legendy wiejskie, albo chociażby legendy przedmieści. Ostatnią, bardzo wykwintną, uraczyła mnie moja oddana koleżanka z grupy Mariola. W drodze z zajęć do metra mijał nas pan na rowerze z roześmianym yorkiem w koszyku. Mariolę zachęciło to, podobnie jak całe środowisko zewnętrzne, do odgrzebania historii ze swojej rodzinnej wsi. Kiedy usłyszałam początek historii zlał mnie zimny pot: "Jak już jesteśmy przy takich małych psach to ja ci coś opowiem o psach uprowadzonych". Zimny pot, bo ja o nieszczęściu zwierząt nie lubię słuchać. Muszę zasłaniać uszy i na wszelki wypadek oczy bo potem tygodniami nie opuszczają mnie smutki. Jednak ufając Mariolce w pełni pozwoliłam kontynuować (cytaty z oryginalnej Marioli kursywą będą):
Dawno, dawno temu... a dokładniej około trzy miesiące wstecz miało miejsce to wydarzenie. Główni bohaterowie to małżeństwo najbogatsze we wsi: chata taka że mówię ci, synek na medycynie i te sprawy. On weterynarz, ona specjalistka od leżenia i pachnienia. Lato zapowiadało się jak gdyby nigdy nic, może jakieś wyjazdy zagraniczne, kto ich tam wie, bla bla. Ich piesek, (jakiś taki mały, nie wiem co to za psy) uosobienie łagodności, wesoły i inteligentny, z charakterem i posłuszeństwem. Był młody i niezbyt rozeznany w życiu, nie posiadał odpowiedniego doświadczenia i być może właśnie dlatego pewnego dnia zaginął. Jeszcze rano czyścił włosie na skórzanej kanapie swoim cienkim języczkiem, a ostatnio widziany był przy lekturze gazety wyborczej (możliwe, że były w tej czynności ukryte aspekty edukacyjne, tzw. nauka celowania moczem). Nagle jednak piesek rozpłynął się w powietrzu, patrzą a go nie ma. Rozpacz w rodzinie była wielka, nawet Pani przestała pięknie pachnieć. Wieś przeszukana, ludzie wypytani, ogłoszenia rozwieszone. Pozostawało tylko czekać i mieć nadzieję - pieski na wsi czasem znikają a potem pojawiają się z powrotem i czasem ciążą. Mijały dni żałoby, po piesku ślad zaginął. Aż pewnego dnia (Mariola mówi, że dokładnie po tygodniu) w gabinecie weterynaryjnym Pana zjawiła się tajemnicza, a w zasadzie całkiem swojska, sąsiadka. Postanowiła z marszu, nie czekając na dzień dobry przedstawić sprawę: "Wiem gdzie przebywa wasz pies. Ta informacja będzie was kosztowała 1500zł". Pan wpadł podobno w szał i zrzucając papiery z biurka wyprowadził szantażystkę za drzwi nie szczędząc jej przy tym słów pogardy i wulgaryzmów. Szantażystka nie omieszkała zawrócić spod drzwi i wbić Panu ostatnią szablę między żebra (podobno płakała, taka była zła) mówiąc: "Jesteś pan bez serca do zwierząt, taki człowiek powinien się w piekle smażyć, zwierząt pan nie kochasz, swojego psa pan nie chcesz." Obrażona wyszła. Szybko zakiełkowała w niej myśl o ostatniej desce ratunku i okazji do zarobku - zapłakana i pogrążona w żalu wdowa po piesku.
Po kilku godzinach zastukała do drzwi pięknego domu. Pani pobiegła otworzyć podobno w samym jakimś śliskim szlafroku. Padło (dla mnie już kultowe) zdanie przestępcze: "Wiem gdzie przebywa wasz pies. Ta informacja będzie was kosztowała 1500zł".Jak się domyślacie Pani sięgnęła do skrytki pod gumoleum i wyjęła plik banknotów. W łazience odliczyła odpowiednią sumę wycierając łzy szczęścia białym ręcznikiem. W międzyczasie wykonała też podobno telefon do męża, aby ten nie informował policji, bo życie psa jest najważniejsze. Mąż, jak to mąż, uległ i po kilku godzinach piesek wrócił do swojego domu. Mariola mówi, że wcale szczęśliwy to on nie był jakoś bardziej niż zwykle, chyba mu obojętne gdzie jest, aby miał co żryć. Potem nastąpiły dni szczęścia i radości. Wszystko wróciło do normy, a życie społeczne na wsi nie uległo zmianom. Jednak minęło kilka dni a piesek znowu zaginął. Zniknął gdzieś pomiędzy gałęziami świerku a żywopłotem. Domyślacie się jakie zapanowały nastroje. Kilka dni potem Państwo dowiedzieli się o tym, że w pobliskiej wsi kuzynka koleżanki siostry ze strony męża teściowej zakupiła od ich sąsiadki uroczego małego pieska, który jest bardzo grzeczny i wesoły. Codziennie się czyści, daje głos na komendę i kładzie do głaskania. Czyżby?
Przyznam, że nie wiem jakie historia miała zakończenie, czy w sądzie czy na samosądzie. Podjechało metro i musiałyśmy się rozstać. Mariola zakończyła słowem nieźle, co? a ja zapłakana ze śmiechu upolowałam miejsce w wagonie. Ale historia jest dobra, całkiem soczysta i wątki kryminalne pobudzają wyobraźnię. Kojarzę, że kiedyś już ją od kogoś słyszałam. To chyba książkowy przykład miejskiej legendy. Może któraś z Was też już ją wcześniej poznała?

To tyle do opowiedzenia, a teraz pokazywanie :d

Piekielna Owca miała osiemnaste urodziny. Jako, że wkroczyła w wiek dorosłości poczułam się zobowiązana przygotować dla niej prezent. Postanowiłam, że będzie to baza pod art-journal z dodatkową funkcją rozbudzania kreatywności. 









Jest to coś na kształt popularnego Wrecka. W środku około trzydziestu "mini poleceń" co trzeba zrobić w tym miejscu. Oprócz tego jeszcze kilka przekładek i dodatkowych stron. Obok okładek dwie koperty wypełnione ścinkami różnego pochodzenia. Wszystko elegancko zawiązywane wstążką od Eight i gotowe do uzupełniania. Okładka to głównie gesso i glimmer misty, ale też dużo koronek i ścinków. Jeśli którakolwiek z Was ma ochotę na podobny zeszyt zapraszam na maila :)

 Jakiś czas temu na blogu sklepu CraftHouse zmierzyłyśmy się z Owcą na gipsowe ramki. Moja wygląda tak: 



Jeśli chcecie zobaczyć ramkę mojej rywalki to można tu. Jest zuuupełnie inna!
Dziś rozpoczęło się świętowanie pierwszego dnia jesieni na blogu CraftArtwork moim wrześniowym wyzwaniem. Przygotowałam paletę kolorystyczną dla inspiracji. Zajrzyjcie tu koniecznie.

A czy widziałyście jakie superowce można wygrać u mojej ukochanej Guru? Spójrzcie, warto rozgościć się na tym wygodnym tronie :D


Ja sama nie biorę udziału bo kilka dni temu dostałam od Kasi podobną pakę przydasiową (dziękuję :*), więc już nie będę taka zachłanna :D Ale żaróweczki, które można wygrać w candy są naprawdę ekstra!

A w CraftHouse znowu nowości. Przyznam szczerze, kiedy je zobaczyłam dostałam zawrotów głowy.

I jeszcze jedna informacja. Z przykrością opuszczam Liftonoszki. Na razie tymczasowo, ale zobaczymy jak to się rozegra. Wszystko przez brak czasu i priorytety farmakologiczne :) Jednak nadal zapraszam Was gorąco na ich bloga i do wspólnej zabawy. W najbliższych dniach poznacie też nową Liftonoszkę, która zasili szeregi grupy w moje zastępstwo.


24 comments:

  1. Świetna okładka journala dla Owcy.Ramka ma nieziemskie kolory.
    Historia super.;)
    Czekoczyna,a będziesz może na Skrapowisku w Łodzi?:)
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  2. Olina Dziękuję :* Nie, niestety nie będę. Jak ten dzieciak muszę siedzieć nad książkami. :(

    ReplyDelete
  3. Oszszsz, ależ baza żurnalowa! W sumie nie trzeba z nią nic więcej robić, i tak wygląda świetnie :D Genialna jest.

    ReplyDelete
  4. no to będzie owca tworzyła :) ullala! czaderski jest! ;) a ramka iście ekspresyjna :)

    ReplyDelete
  5. jakże ja lubię odwiedzać Twojego bloga, każdy przeczytany post sprawia że micha mi się śmieje od ucha do ucha a dzisiaj jeszcze dodatkowo oczy wyłażą z orbit do tego cudownego żurnala, zazdraszczam Owieczce na całego :)

    ReplyDelete
  6. Czeko... wybacz, że tak prosto z mostu i bez romantycznego anturażu: uwielbiam Cię!

    ReplyDelete
  7. Ale cudny żurnal!!! I ramka piękna!
    A Piekielna Owca jest piekielnie młoda, dla mnie to już zamierzchłe czasy są:)

    ReplyDelete
  8. Prezent genialny, ramka swietna!
    Nie mam kiedy przeczytac, ale jeszcze tu wroce!

    ReplyDelete
  9. Uwielbiam do Ciebie zaglądać (ale chyba się jeszcze nie odzywałam).
    Historia świetna, zawsze z rozkoszą słucham takich 'legend' :) - ubawiłam się, dziękuję!

    Zeszyt palce lizać! Ależ obdarowanej zazdroszczę!

    ReplyDelete
  10. Kochana, ten kajet jest genialny!!:))

    ReplyDelete
  11. A ja bym chciała powiedzieć, że bardzo podoba mi się nowa szata graficzna Twojego bloga:)
    Pozdrawiam,
    xoxox frutti

    ReplyDelete
  12. Ależ u Ciebie się pięknie zmieniło, tylko Ty potrafisz tak wspaniale zmienić dyzajn bloga ^^ dla mnie to nadal sztuka niepoznana xD

    Co do zeszytu, to ochhhhh!!! wspaniale kreatywny. Muszę taki też mieć, ale na razie, jak wiesz, priorytetem jest bilet w pakiecie z naoliwionym mężczyznom :D

    Co do legend, kiedy zaczęłam studiować siostra opowiedziała mi historię mrożącą krew w żyłach, iście wyjętą z filmu grozy, którą usłyszała od koleżanki ze studiów. Zaczyna się tak samo: "koleżanka mojej koleżanki, której kolega studiował z jej inną koleżanką, opowiadała mi o pewnym zdarzeniu. Nie mogłam uwierzyć kiedy to usłyszałam, to było wręcz nierealne, ale skoro się zdarzyło, to tylko niech Pan Bóg nas broni. Skądś jednak scenarzyści mają inspirację na film, prawda? Otóż był zimny, deszczowy dzień, typowo jesienny dzień. W nocy przeszła burza tak silna, że pozrywało drzewa i gałęzie. Ta koleżanka jechała rano swoim samochodem i zgubiła drogę. Jechała więc po okolicy, której nie znała i co najważniejsze okolica ta była opustoszała. Było to, gdzieś między małymi wsiami. Nagle na drodze zauważyła leżące gałęzie po których nijak nie mogła przejechać, ani ich objechać. Nie zdziwiły ją, więc nie zastanawiając się długo, mierząc swoje siły, postanowiła po prostu gałęzie przesunąć. Kiedy skończyła zobaczyła za sobą podejrzanie jadące auta, bardzo szybko i trąbiące jak szalone. Z przerażenia, że to porywacze wsiadła do swojego auta i pędziła przed siebie. Auta za nią nie zwalniały i nie przestawały trąbić. Ręce trzęsły się jej ze strachu, pot spływał po czole. Nagle ujrzała stację benzynową. Kamień spadł jej z serca! kiedy wjechała na stację, puściła się pędem krzycząc, że ktoś ją goni. O dziwo auta te również wjechały za nią na stację. Kierowcy wybiegli do niej i zaczęli krzyczeć, że kiedy ona przesuwała gałęzie, ktoś skulony i z czymś w rękach, wszedł do jej auta. Oni to widzieli dlatego tak trąbili i za nią jechali. Dziewczyna mało nie umarła ze strachu, gdy to usłyszała. Razem poszli do jej auta, a tam na tylnym siedzeniu leżał sznur."
    Byłam przerażona, że na naszych drogach dzieją się takie sceny jak z filmów. Opowiedziałam to znajomym ze swojej uczelni. Koleżanka idąc w moje ślady opowiedziała to swojemu koledze, który w połowie przerwał śmiejąc się i mówiąc, że to zna. Okazało się, że to typowa legenda krążąca chyba po wszystkich uczelniach. A ja opowiedziałam to tak emocjonalnie, że koleżanka nabrała się tak samo jak ja, hahah :D

    ReplyDelete
  13. Tores, Noomiy dziękuję :*
    Samara No to bardzo się cieszę, naprawdę :) Dla takich komentarzy warto skrobać notkę :*
    Martyna Wybaczam i odwzajemniam!
    Jyoti Dzięki :) Wiesz co, nie jestem pewna, możliwe że to nawet nie były osiemnaste urodziny, tylko szesnaste, coś koło tego :D :D
    Guriana, Magda Dzięki!! :*
    Cwasia Bardzo dziękuję za odwiedziny i miłe słowa :)) I chyba już się jednak kiedyś odzywałaś :)
    Frutti Cieszę się, musiałam zmienić bo stara mi się nie podobała, mimo, że wcale nie była jeszcze stara.
    Guru Dzięki! Teraz u mnie na blogu to jak w rozmowach w toku, nie? Taka grafika :d A z tą legendą to mnie zmiotłaś pod biurko :D Bo ja ją słyszałam ze trzy lata temu od Ciotki, a ostatnio właśnie była też przytoczona we "Wspaku" :D :D Czyli to jest legenda mocno zakorzeniona, z reputacją i pozycją wśród innych legend :D

    ReplyDelete
  14. bardzo mnie zainspirowało kolorystyczne:)

    ReplyDelete
  15. Ha - artjournal jest boski!!! Dziś robię sobie wolne popołudnie - kto wie, co u mnie powstanie po takiej inspiracji :) :*

    ReplyDelete
  16. Thank you for adding google translator to your sidebar! Now I can get the stories behind your projects and this book is pretty cool again!

    ReplyDelete
  17. Obie prace boskie, w taki "arcie" sama chętnie bym pobazgrała;)

    Historia z psem przerażająca! Od dzisiaj muszę uważać na swój zwierzyniec! Legendę opowiedzianą przez Guru też już słyszałam, tyle że wielkim bohaterem został kierowca tira, to on ostrzegł ofiarę ;)

    ReplyDelete
  18. tkwię przed monitorem absolutnie skręcona z zazdrości w kierunku Owcy.
    oryginalny Wreck może ci buciki pastować.
    re-we-la-cyj-ne!

    ReplyDelete
  19. Czeko, Chimera hahah nie mam słów legenda obeszła Polskę wzdłuż i wszerz xD

    ReplyDelete
  20. Finn Uuu cieszę się, cieszę :D
    Tusia Dziękuję! Czekam na efekty :D :*
    Nancy Thank you so much for this kind words :)
    Chimera Przerażająca, prawda? :d Dzięki za miłe słowa. I faktycznie, w historii którą słyszałam też bohaterem był kierowca tira.
    2:16 Oooo, no wiesz... buty pastować? :D Dziękuję :)) Mogę Ci podać dokładny adres Owcy :d

    ReplyDelete
  21. zaniemówiłam z wrażenia, zeszyt jest rewelacyjny !!!!!!!! okładka zachwycająca, a srodek pretty cool !!!!:-)

    ReplyDelete
  22. To jest upominek marzeń :)

    ReplyDelete

Blog Archive