10/16/2011

Polegaj na sile ud koleżanko!

Najpierw do Twojego nosa dobiega obezwładniający swąd, wszechogarniający fetor i w końcu odurzający odór. Myślisz sobie "spieprzam stąd" ale fizjologia nie pozwala, łapie Cię za podbrzusze i poniewiera. Rzuca Cię o ścianę i chyba przyklejasz się do jej brudu. Tak, jesteś w toalecie publicznej. Chcesz umrzeć, albo przynajmniej wreszcie się wysikać. Kolejka jest długa, a z umywalki wciąż leci woda agresywnie przypominając Ci o potrzebie. Na podłodze wciąż jest jakaś ciecz, nie chcesz jej kontemplować. Kontakt wzrokowy z dziewczyną przed Tobą, telepatyczne błaganie "przepuść mnie pierwszą, dam ci dziesięć zeta" nie skutkuje. Więc myślisz już o niej pogardliwie, myślisz że jest pindą z rozmazaną kredką pod oczami. Wizualizujesz sobie jak rzucasz w róg tego kibla petardę wielkości jamnika i cała kolejka wylatuje w powietrze, a Ty zostajesz sama z muszlą klozetową, a w zasadzie dziurą w podłodze po niej. Na szczęście w końcu ogonek do tego miejsca przyjemności się kurczy i dopadasz do klamki. Psychicznie walczysz ze sobą, rozgryzasz logistycznie jak ją nacisnąć, żeby nie dotknąć, albo chociaż nie dłonią. Słysząc za plecami cmokanie zniecierpliwionych stawiasz wszystko na jedną kartę - dotykasz klamki. To ja, królowa ubikacji,  I już tu jestem, już u źródełka, już witam się z gąską. Nerwowo szukam miejsca do położenia torby, lecz po wstępnych oględzinach zawieszam ją sobie na szyi. Ręce muszę mieć wolne bo teraz wypruwam pół rolki papieru toaletowego i, z moczem w końcowej fazie postoju w pęcherzu, wykładam deskę klozetową papierem. Najpierw trochę nasiąka bo była mokra, po trzeciej warstwie jest już suchy. Wydawałoby się, że teraz spokojnie można już na niej siadać, ale nic bardziej mylnego. Usiąść na desce klozetowej w publicznej toalecie, po tej grubej babie z zarośniętymi pachami, po pryszczatym transseksualiście i dziesiątkach innych zdesperowanych potrzebą wydalenia? Nigdy! Przybieram pozycję bojową - tak, będę sikała w powietrzu. Sprawdzam czy zamek w drzwiach przekręcony, poprawiam torbę na szyi (jeśli zima to ewentualnie kurtkę mam przewieszoną przez ramię) i zaczynam być elastyczna. Możliwości jest wiele, można okrakiem, można polegać na sile ud, można nawet wejść na kibel, jednak za każdym razem trzeba ostro balansować. Nie wypada dotknąć ściany, czy drzwi, bo przecież na nich jeden wielki zaraz. W dłoni tylko ostatni kawałeczek papieru toaletowego i nadzieja, że mocz popłynie szybkim i zwartym strumieniem. A nie jest to takie proste jakby się wydawało, bo mocz w takiej stresowej sytuacji potrafi się zatrzymać. Z autopsji wiem, że nawet na kilka długich minut. Wtedy może pomóc zmiana pozycji, lub rozmyślanie o przyjemnościach związanych z wodą. W każdym razie kiedy już wszystko co miało być załatwione poszło gładko spuszczam wodę naciskając spłuczkę palcem zawiniętym w papier toaletowy i jestem szczęśliwa. Zaczynam żałować wcześniej wydanych wyroków na dziewczynę z rozmazanym makijażem. Chciałabym ją nawet może jakimś gestem przeprosić, ale tak po ubikacji... nie wypada. Zmierzam w stronę umywalki - gejzera i myję ręce. Suszarkę zwykle sobie odpuszczam, bo słabo suszy i tylko przedłuża męczarnie w tym odorze. Wychodzę jako nowa osoba, z bagażem doświadczeń, ale świetlaną przyszłością.  

 Pomyślicie sobie może, że to moje naciskanie przycisku spłuczki palcem zawiniętym w papier, przesadne wykładanie deski klozetowej, unikanie klamki jak ognia i miłość do kranów łokciowych to przesada, ale ja usprawiedliwiam się rokiem na studiach pielęgniarstwa gdzie na wstępie przeszłam uświadomienie terapią szokową o ilości brudu jaki napotykamy w takich miejscach. Od dawna wydaje mi się, że jakaś mądra głowa powinna stworzyć etykietę zachowań w toalecie publicznej. Ja na pewno zaliczyłabym do niej jedną zasadę: jeśli w toalecie publicznej jest więcej niż dwie kabiny i brak kolejki zawsze zostawiaj kabinę przerwy pomiędzy "klientami". Daj mi i sobie jakąkolwiek intymność w tym trudnym momencie zagłady jeśli tylko możesz. Dodałabym ogarnianie szczotką muszli jako podstawę, jeśli właśnie sporządziłeś "numerek drugi". Wejście do ubikacji pełnej niespodzianek potrafi załamać psychikę na resztę dnia. W szkole mam teraz niskie ściany kabin i można swobodnie przechodzić z jednej do drugiej górą. Kiedyś w ten sposób zaskoczyła mnie bardzo flexible koleżanka - stanęła na swojej muszli i zajrzała (!!) do mojej kabiny. Z miną rozpieszczonego aniołka zapytała "Katarzyna, masz pożyczyć papiera?". Nie! Tak się nie robi! Potem z zakłopotania przez tydzień musiałam udawać że nie istnieję, bo zastała mnie w pozycji gdy polegałam na sile ud i wizualizowałam rzekę.
Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie publiczne toalety wyglądają tak jak z opisu powyżej. Są również te czyste i całkiem nieśmierdzące. Są też takie zupełnie wyjątkowe, jak na przykład toalety w podstawówce. Przysiadało się niby na krótkie siusiu pomiędzy plastyką a przyrodą, a po chwili już zaczytywałaś się w poetyckich frazach na ścianach. Czasem można było się dowiedzieć z takiej ściany, że ktoś bardzo cię kocha, a chłopcy dostawali w tym miejscu numery telefonów, imiona i klasy dziewczyn, które lubiły się całować, a w liceum co innego. Jeśli chodzi o liceum to nigdzie nie widziałam tak zdewastowanego kibla jak męski w moim ogólniaku. To był pogrom, największa demolka mojego życia, kibel w stanie ostatecznego zniszczenia, substancje i wydzieliny na ścianach, raz nawet podpalenie. W gruncie rzeczy nie rozumiem dlaczego, przecież chłopcy byli całkiem mili i grzeczni. W tym chlewie zawsze stało kilku ze skromnymi papieroskami i czymśtam w spojrzeniu - urzekający. Zawsze odstrasza mnie też łazienka w KFC w centrum, tam jest zawsze najwięcej czegoś na podłodze, najdłuższa kolejka, najgorszy zapach i najwięcej papierem trzeba wykładać. Normalnie się odechciewa.


Dość już o tych ubikacjach, lecę do przyjemniejszych spraw. Poczyniłam scrapa pokonując opory i ucząc się czegoś nowego. Czego? Do przeczytania tu. Oto efekt:



 

Jest odrobinę mixed-media jak zwykle, ale oprzeć się nie mogłam. Zdjęcie, które wykorzystałam pochodzi stąd


Patrzcie co znalazłam. Inspirujące jak cholera, prawda?


Strona tego art-journala jest autorstwa Diane Rooney. Chyba będę musiała na tym blogu poświęcić jeden dzień w tygodniu na posta zbierającego takie znalezione inspiracje, dla mobilizacji oczywiście.

32 comments:

  1. haha - po tym "fekalicznym" wstępie ten scrap absolutnie rozkłada na łopatki!!! Delikatny, subtelny, czysty i piękny - całkowite przeciwieństwo opisywanego zas..go kibla publicznego. Haha - no tak mi się jakoś skojarzyło, bo najpierw cały tekst przeczytałam z tchem zapartym i niemalże czułam ten smród i syf nmacalnie, a tu za chwilę taki szok - praca taka, że normalnie zapach różanego odświeżacza poczułam!! No fantastyczny po prostu :-D!

    ReplyDelete
  2. niezwykle wprost sugestywny opis!!! i potem taki kontrast w postaci subtelnej, delikatnej i niemal romantycznej pracy, moje serce może tego nie wytrzymać, ale doznania super!!! :)

    ReplyDelete
  3. toaletowe story to najlepszy kawałek jaki do tej pory tu u Ciebie czytałam! powinnaś rozważyć jakieś powieściopisarstwo ;)
    a scrapek jest cudowny, idę o nim poczytać na crafthousa ;)

    pozdrówka!

    ReplyDelete
  4. dobra jestes w tym pisaniu:)
    a scrap mpowalil mnie na lopatki,jest idealny!

    ReplyDelete
  5. Skrapiszcze rządzi! Nadzwyczaj eteryczne i kontrastujące z przygodą :)

    ReplyDelete
  6. o tak! nie ma to jak rozwalić tekstem, a następnie uśmiercić wonią róż ;)
    przepiękny! co tu dużo pisać... totalnie przepiękny scrap!!!!!

    ReplyDelete
  7. Skrap daleki od wyobrazen kiblowych. To taka taktyka, ze najpierw cos mega odstraszajacgo a potem wykladasz prace i cokolwiek to nie bedzie i tak jest cudowne? ;)))) A tak powaznie, scrap swietny!
    I teraz mniej powaznie...przez Twoj teskt oczami wyobrazni przeszlam przez cala moja przygode zyciowo kiblowa. Najlepszy kibel jaki widzialam, niedawno, byl na autostradzie we Francji. Pachnialo bzem nawet przed kiblem a przed wejsciem do 'pawilony' spiewaly ptaszki (domyslam sie, ze z glosnikow :P ) Przegiecie? Moze, ale mile uczucie ze choc gdzies na swiecie choc udaja ze nie ma zaraza :P Oczywiscie i tak 'polegalam na sile ud' tak na wszelki ;)
    Najgorsze przezycie? Bylo ich duzo...choc najgorsze najgorsze najgorszeeee przezycie moczowe, choc nie kiblowe mialam w Twoim miescie - Warszawa Sylwester ok.2003 roku... Nigdzie nie bylo kibli! A ja musialam po szampanie...dalej nie bede opowiadac bo mnie zamkna, 10 lat jeszcze nie minelo ;)

    ReplyDelete
  8. Historia tragiczna, skrap powalający! Potrafisz w jednej notce paradoksem zabić mnie, a potem wskrzesić! Cudownie nowych rzeczy się uczysz! Cudownie! I natychasz diablico! :*

    ReplyDelete
  9. Wydaj książkę,proszę.:) Twoje historie są najlepsze!;)
    Scrap jest fantastyczny i bardzo podoba mi się kolorystyka.;)
    Mam jeszcze pytanie,czy te chlapania w kolorze takim fuksjowym to jest farba czy może glimmer mist?

    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  10. czytając opowiadanko śmiałam się na głos, rewelacja, uwielbiam Twoje opisy niby zwykłych, codziennych sytuacji, teraz z niecierpliwością czekam na kolejny wpis. pozdrawiam, ps. a jak byś wydała książkę to na pewno bym ją kupiła :)

    ReplyDelete
  11. Pięknei to złe słowo, przyjemnie też. Powiedzmy dobrze napisane, cała prawda o polskich kibelkach. Mam podobne odczucia jak Ty. I też moja biologia mnie nauczyła, uświadomiła ile tych wszystkich bakterii na około... ale przede wszystkich dzięki jakiemuś szanownemu panu na S. jak trzeba myć ręce, bo polacy nie myją kciuków i nadgarstków.
    a po za tym to lece na frycka dodać tego scrapa do ulubionych ;)

    ReplyDelete
  12. hahahah umarłam ze śmiechu!!! ja nie chcę wizualizować sobie brudu w tkaich miejscach. Natomiast często smród nie daje o sobie zapomnieć... widzę, że mamy dziś moczo-kałowy nastrój na wpisy blogowe, hahha! A ten scrap, to tak na osłodę :D

    ReplyDelete
  13. i mnie przed oczyma przewinęła się galeria kibelsowa... chyba nic nie przebije męskiej "toalety" w pubie Boston w CH Bemowo jakieś 10 lat temu podczas WOŚP. prawie lewitowałam... napiszę tylko, że muszla miała menisk wypukły i bardzo różne rzeczy się na ten menisk składały...

    scrap przepiękny!

    ReplyDelete
  14. Przygotowałaś rewelacyjny kontrast, najpierw ten tekst:)))a potem delikatny scrap, a tak na marginesie super jest!!!!:)

    ReplyDelete
  15. Hahaha nawet nie zwróciłam uwagi na to jak bardzo jestem wygimnastykowana :D

    Lo - perfekcyjny tak, że dech zapiera. Cudownie, że potrafisz odkrywać z zawziętością nowe techniki i bawić się nimi w taki niesamowity sposób. Chłonę go...

    ReplyDelete
  16. Jeśli masz ochotę zapraszam do mnie na wymiankę ATC :).

    ReplyDelete
  17. nie no...coż za mezalians,tu mrożące w żyłach opowiadanie o publicznej toalecie (fuck,czemu tylko te babskie sa takie zapchane.Podczas gdy mój mąż dawno załatwił swoje ,ja jestem dopiero piąta w kolejce :) a tu piękny,delikatny scrap ,o który bym cię nie posądzała :) fajnie,że szukasz nowych inspiracji,ja czasami nie mam odwagi :*

    ReplyDelete
  18. Mam taką blokadę na każdym innym kibelku niż mój. Nienawidzę tego. ;) I jeszcze ta niewygodna pozycja "na Małysza". Och... Czasem wolę już wstrzymać.

    scrap absolutnie zniewalający.

    ReplyDelete
  19. hahaha! widzę, że nie tylko ja w brudnych kiblach najchętniej bym latała żeby niczego nie dotknąć :D
    scrap cudny, taki cukiereczek. w porównaniu do publicznych toalet, z chęcią wymacałabym go z każdej strony :D

    ReplyDelete
  20. Piękny scrap - delikatny, ulotny, bardzo kobiecy :)

    ReplyDelete
  21. ahahaaa Czeko lowe Cię:* Po takiej sikowej opowieści taki cudowny różany scrap zapodajesz:D Ja w toaletach publicznych mam podobnie:)Właśnie miałam zajebisty kryzys emocjonalny w domu (przeładowanie macierzyństwem) a Ty przywróciłaś uśmiech na mojej twarzy:*:*:*

    ReplyDelete
  22. jak ognia unikam kibli publicznych... nie wchodze, pęcherz boli ale biegnę do domu :/ najgorzej było w ciąży, wtedy musiałam, zwiedziłam chyba wszystkie toalety po drodze do chorwacji... szok i trauma.

    A scrap piekny jest. Piekne zdjecie, piękne kolory, warstwy, maski.

    ReplyDelete
  23. HOHO, jaki romantyczny i subtelny scrap! Świetny odświeżacz powietrza! Też uwielbiam Twoje teksty i z nieciepliwością czekam na kolejne wpisy!

    ReplyDelete
  24. Twoje felietony są rewelacyjne!
    Też mam swoje wucetowe traumy ;).

    A scrap - zwrot o 180 stopni.
    Mega delikatny, eteryczny, wiosenna świeżość można rzec ;).

    ReplyDelete
  25. Dlatego ja unikam kibelków publicznych ale czasami się nie da i jest trauma :( Scrap cudowny :)

    ReplyDelete
  26. Po prostu piękne;) uwielbiam takie rzeczy!

    ReplyDelete
  27. Mam podobne podejście do toalet publicznych... korzystam tylko w ostateczności, kiedy już mnie skręca ;)
    Scrap jest boski!!!
    kolory i dodatki... miodzio :D
    :*

    ReplyDelete
  28. haha, ja to nigdy nie wykładam i polegam na udach;))

    a scrap jest boooski! jest tak boski, że gdybym Cię spotkała na ulicy, na pewno obdarzyłabym Cię spojrzeniem "o, to ta, która cały talent zabrała dla siebie" ;))

    ReplyDelete
  29. Ajlowju!!!!!! I za scrapy i za pisanie....no nie umiem inaczej :***

    ReplyDelete
  30. Scrap cudny! A co do tekstu - pełna wizualizacja ;) Czekam na Twą pierwszą powieść! Świetnie piszesz!!!

    ReplyDelete
  31. Czeko, no weź się ogarnij i wracaj. szkoła to nie wszystko :)

    a w publicznych kibelkach mam podobnie. drzwi otwieram łokciem zazwyczaj. do Twojej opowieści dodałabym jeszcze jeden wątek - bardzo bardzo musisz, jest tylko jedna kabina, wchodzisz a tam... nie mam papieru :/

    ReplyDelete
  32. scrap genialny,bardzo romantyczny ,cudnie zdjęcie wpasowałaś:)

    ReplyDelete

Blog Archive