11/27/2011

O kurczaku, który przy mnie nie zanudził się na śmierć.

Kroję filet z kurczaka na obiad. Dwieście kawałków różowego mięsa tępym nożem, chyba dwieście tysięcy. Mam wrażenie, że kiedy skończę znudzony już będzie nawet ten kurczak, wstanie z deski i powie coś wulgarnie w stylu "pier... się, jesteś nudniejsza niż familiada". Jestem faktycznie, chyba zaraz zacznę płakać, ale może najpierw wykroję jeszcze tą żyłkę. Przez fileta minęły mi już Rozmowy w toku, fajny serial na CC i cały koncert Hey (jak widać, oprócz tego ostatniego codziennie dawka kultury na najwyższym poziomie ;/). Włożę głowę do piekarnika gazowego, albo włożę sobie mikser do pyska - nie wiem, muszę coś zrobić bo tu oszaleję z tym kurczakiem. Dwieście dwadzieścia jeden, dwieście dwadzieścia dwa, dwieście dwadzieścia osiem... Chyba skończyłam, ale marazm mnie nie opuszcza. Flegmatycznie nalewam olej na patelnię i podpalam gaz. Wbrew moim oczekiwaniom tym razem również nie zapaliły mi się włosy, ani tapeta na ścianie - gaz nie jest tak niebezpieczny, żeby używać tego jako wymówki od gotowania. Pierwszy kawałek rzucam, żeby sprawdzić czy olej już rozgrzany. Skwierczy delikatnie, więc czekam jeszcze kilka sekund i dokładam resztę. Gdy wyciągam rękę po drewnianą łopatkę nagle słyszę zza drzwi wejściowych, z korytarza krzyk: 
- Aaaaaaaaaaa ty torbo!!
Torbo? - myślę sobie - torbo to bardzo brzydko. Włącza mi się czujnik sensacji i wpycham oko do wizjera. Ustawiam się pod różnymi kątami, ale nadal nic nie widzę, nie wiem co dzieje się na korytarzu...Ale znowu słyszę krzyk:
- Aaa masz, ty starucho!! - głos ewidentnie kobiecy, nawet mogłabym określić, że należy do jakiejś starszej pani bo lekko skrzekliwy. Wyobrażam sobie, że chyba na korytarzu, na klatce dochodzi właśnie do starcia dwóch siwogłowych, na pewno poszło o coś poważnego. Za chwilę słyszę drugą:
- Sama jesteś starucha, odejdź ode mnie bo jak ci pieprznę tym wózkiem to po schodach nie wejdziesz!!
- A żebyś się w piekle spaliła!
- I tak cię diabeł zeźre!
- Taaak, a ciebie będzie głaskał starucho po tym twoim pysku!
W tym momencie mam już absolutną wizję sytuacji za drzwiami: panie muszą być świeżo z zakupów bo z wózkami, kłócą się najpewniej przy przeciwległej ścianie ale kilka metrów od naszych drzwi, bo nie mogę dojrzeć z wizjera, jedna jest wyższa druga musi być niższa i niższa ma ten niższy głos, a druga bardziej piszczący. Druga jest na pewno chuda i bardziej zajadła, za to pierwsza nie będzie przebierała w słowach. I tak właśnie jest. Grubsza daje popis językowy:
- Gówno będziesz żarła a moich jajek nie dostaniesz, 20 groszy moje byś w błoto wyrzuciła jak na bazarku cię prosiłam ty poj*bańcu. Wstydu mi narobiłaś, nie chcę cię znać.
- Sama będziesz żarła, ja nie chodzę do kościoła w krótkiej spódnicy, chodzę na modlitwę jak człowiek, a nie na rozpustę jak ty, stara jesteś a ci nie wstyd. A te jajka to zgniłe ci oddam, żebyś tam od nich zdechła starucho.
Ho ho ho, ależ tu się sypią epitety, lecę po kartkę i zapisuję, miękkim ołówkiem żeby szybciej szło. Kurczak skwierczy i to ostro, wysoka temperatura zabiła chyba w nim już wszystkie odruchy człowieczeństwa. Uff - chociaż to, kamień z serca, kurcze nie ożyje.  Dobra, nieważne, notuję:
- Twój synalek to tylko piwkuje, siedzi tam i tylko mu panny w głowie a ty stara jesteś i głupia. Yyyy (to nie jest takie zwykłe "yyy" gdy nie wie się co powiedzieć, tylko takie pogardliwe "yyy" jakby początek "yyyidź ty!")
- Jeszcze raz mi taki numer na bazarku zrobisz to bóg mi świadkiem że cię tu przez to okno wywalę na zbity ryj i cię ten twój stary nawet nie pozbiera! Wstyd na cały bazar, wszyscy będą mi gadać potem z kim się zadaję. Więcej z tobą nigdzie nie idę!
- Ja z tobą też nie. Wstyd to ty mi robisz!
- Idź bo jak cię zaraz!
- Noo nooo! (skrzeczące i po chwili:) aaaa! ludzie, ludzie! ratujta! biją!! aaa!
I słyszę już tylko odgłosy parasola? wózka? szmat? czymś uderza. Oprócz tego dźwięki zawziętej walki w stylu "a masz" lub "giń".
Myślę, że to moment na sąsiedzką zdrową interwencję. Oceniam sytuację - w razie czego w zasięgu ręki mam tłuczek do mięsa. Otwieram zasuwkę i wystawiam twarz za drzwi. Moim oczom ukazuje się widok prawie identyczny z tym wyobrażonym: dwie siwulki naparzają się parasolami. Ale kiedy zauważają mnie natychmiast przestają. Nagle rozlega się cisza i zaczynam się zastanawiać czy przypadkiem mi się to nie śniło. Ale to nic, pytam: "Może... czy... coś się stało?". Yyy - fak fak fak, zaraz mnie zatłuką, widzę to po ich minach, właśnie nacisnęłam guzik z opcją detonacja. Help! 
Nie mylę się, staruszki właśnie przetransformowały w najlepsze przyjaciółki i wspólniczki w walce ze mną. Jednak odpowiada: "Niee, a co, ciekawska sąsiadeczka, nos w nieswoje sprawy wkłada gówniara?". O nie proszę pani, ja już nie gówniara, znam przynajmniej dwie osoby, a co najważniejsze są to mężczyźni, którzy mówią do mnie na pani i to kilka razy dziennie. Nie pozwolę sobie, żeby mnie tu od ciekawskich wyzywali. To, że w trakcie podsłuchiwania cichszych momentów wypróbowywałam różne szklanki i kubki w połączeniu ze ścianą nie oznacza, że od razu jestem ciekawska. Zresztą przez ścianę z płytkami i tak nic nie słychać wystarczająco dobrze. 
- Słucham!!?? - dopytuję, ale to nie jest to słucham, kiedy się słucha i niedosłyszy, tylko słucham obrażone, dotknięte czymś bolesnym i zadzior. 
- A co, głucha? Uszów nie myła? - odpowiada druga, ta co przed chwilą wzywała pomocy.
- Może i głucha bo drzecie się tu na całą klatkę! - No co, chcę sobie ulżyć jak potrafię, a że raczej nie potrafię to wychodzi mi jakieś lamusowanie.
- A co ty mi tu będziesz podskakiwać, u siebie jestem będę krzyczała ile będę chciała.
Tu standardowo zabrakłoby mi słów i przyszłyby na myśl po około pięciu minutach, ale pojawia się czwarty decydujący bohater. Z drzwi naprzeciwko wyłania się facet, jakiś taki koło trzydziestki nie najgorszy i w dłoni trzyma tłuczek do mięsa(!). O matko bosko - przeznaczenie, cud, eudajmonia!
Nie odzywa się i zapada cisza. Babcie patrzą po sobie i na mnie, i na pana. Po chwili odwracają się i wchodzą do swojego mieszkania (tzn. jednej z nich, mam nadzieję), są już chyba zbratane ostatecznie, bo jedna drugiej wózek zakupowy popycha i poprawia. Oniemiałam, ale kamień z serca. Stoję jak ten tłok w progu i wciąż szukam słów, których powinnam była użyć, na myśl przychodzi mi tylko "no!", więc używam i milknę ponownie. Pan z naprzeciwka z tłuczkiem do mięsa robi się przystojniejszy i stwierdza błyskotliwie: "ale coś śmierdzi, ktoś dziś nie zje obiadu". Nosz ku*wa mać! To mój kurczak! Uśmiecham się jakoś żałośnie i chowam do mieszkania. Zakręcam gaz i wrzucam kurczaka do kosza. Przede mną dziś długie, nudne i żmudne skrobanie przypalonej patelni. Cholera! No to jestem w punkcie wyjścia. Ale sąsiadów chociaż poznałam.
 Sąsiedzkie zatargi nie zostawiają mi zbyt wiele czasu na scrapowanie. A serio to po prostu dużo się uczę, scrapuję tyle ile muszę, aby przeżyć :D O wzlotach weny nie ma tu mowy. Dla CraftHouse zmajstrowałam ostatnio książeczkę z inspirującymi zdjęciami, które gromadzę między innymi na Pintereście. Oto ona:














 Więcej o pracy możecie poczytać na blogu CraftHouse, a ja tymczasem się już żegnam, bo jak piszę tego posta to jest baaardzo późna noc. :)

19 comments:

  1. Czeko umarłam ahahahaaaa Kiedy napiszesz książkę?? albo jakąś sztukę?? Uwielbiam Cię! A książeczka boska! I pomysł na upchnięcie w niej natychaczy jest zajebisty!

    ReplyDelete
  2. Ja też nie żyję! :D To zdanie jest przepiękne: "Sama będziesz żarła, ja nie chodzę do kościoła w krótkiej spódnicy, chodzę na modlitwę jak człowiek, a nie na rozpustę jak ty, stara jesteś a ci nie wstyd."
    Książeczka jest doskonała, cudo nad cudami!!

    ReplyDelete
  3. Padłam jak długa i uśmiałam się jak norka czytając tekst. Haha - no lokalny folklor to jednak bezcenny urok mieszkania w bloku - lepiej i inaczej sąsiadów poznać nie można niż poprzez prowadzone wojny :-D.

    A notes ze zdjęciami super!

    ReplyDelete
  4. porażająca historia... ;)
    inspirująca książeczka!!!!

    ReplyDelete
  5. Hahaha powtórka z poprzedniego bloku, tam były kochające się siostry, tu są przyjaciółki (albo też siostry). Ty chyba w pakiecie z mieszkaniami, dostajesz takie kolorowe kobitki xD

    No gaaaad, ale album zrobiłaś odjechany! jest okropnie doskonały!

    ReplyDelete
  6. mamuniu, ja to Cię podziwiam, że chce Ci się tyle pisać :D opowieść pierwsza klasa, najbardziej w pamięci utkwiło mi chyba naparzanie się parasolami. :D
    A album to miazga i tyle.

    ReplyDelete
  7. Agi Dzięki, jakaś Ty miła :D Książkę za jakieś sto lat :D
    Chimera Dzięki :* Ale czy trzeba Cię reanimować? :D
    viva Dziękuję. Wszystko racja, blok to jest odrębny świat ;p
    Kolorowy ptak buziaczki buziaczki :*
    Guru Faktycznie, może to i siostry. Myślę, że takie osobistości to w każdym bloku, na każdym osiedlu tylko trzeba ucho otworzyć ;p (albo drzwi jak już chcemy na chama)
    Justt Jakbym nie pisała to mogłabym dostać zatwardzenia :D :D Serio, to bardziej niezbędne mi do życia chyba niż scrap. Dzięki :*

    ReplyDelete
  8. Czeko uwielbiam Twoje opowieści:)))) Ta mnie wyjątkowa "urzekła" buhaha:):) Ty to masz fajne przygody :):):)

    A książeczka ZARĄBISTA!!!

    ReplyDelete
  9. Co za przygody... u mnie tylko nocowali znajomi i jeden z nich o 7:00 rano, lunatykując wyszedł na klatkę schodową, zgubił się i pukał do wszystkich (sześciu) mieszkań. Sąsiedzi chcieli na policję dzwonić ale w końcu wrócił do naszego mieszkania. Jak wstałam, oj nasłuchałam, się od sąsiadów że ktoś tu chodził i chciał ich okraść! ;)
    Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  10. uwielbiam twój styl, i prac, i pisania :) jestenny album mnie zachwycił, ale ta książeczka go przebija, taki opanowany chaos

    ReplyDelete
  11. Książeczka cudna!!! a historia mrożąca krew w żyłach ;) oj, przypomniały mi się czasy studenckie :)

    ReplyDelete
  12. Spoko, już żyję, musiałam wstać na obiad :D

    ReplyDelete
  13. Ha...ha... fajnych masz sąsiadów ;)
    Tu masz podgląd do tego co się działo za tymi drzwiami ;)
    http://www.youtube.com/watch?v=vg986DmYgrM
    Szkoda tylko tego kurczaka...
    Książeczka jest śliczna :):):)

    ReplyDelete
  14. Świetny pomysł z tą książeczką! Gratuluję sąsiadów, nudno nie będzie, to i będzie o czym czytać... :-)

    ReplyDelete
  15. sąsiedzi uroczy... ty masz tłukące się staruszki, ja niesamowity talent do odnajdywania zalanych w trupa sąsiadów na korytarzu i holowanie ich do ich domostw... jak nie urok, to sraczka...

    ReplyDelete
  16. Ogeessasss.. spłakałam się normalnie ;) Urocze staruszki :)

    ReplyDelete
  17. Nie ma co... fajnych masz sąsiadów :P
    Album jest fantastyczny!!!
    :*

    ReplyDelete
  18. wspaniali sąsiedzi...album jest świetny

    ReplyDelete
  19. Kto się lubi ten się czubi!
    Heheheh ;P.
    Ja Cię po poprostu Kocham za te opowiadania :*.
    A książeczka bardz inspirująca :).

    ReplyDelete

Blog Archive