Story about leki przeczyszczające

Jakiś czas temu, brnąc przed zaułki farmakognozji itp nabierałam pewności, że jestem genetycznie cofnięta. Przewidywałam prawdopodobnie zanik mózgu, albo przynajmniej lewej półkuli. To nie było wcale miłe uczucie, trochę oszałamiające, ale dawało też pewne usprawiedliwienie gdy na teście czytałam pytania jedno po drugim a każde następne brzmiało coraz bardziej obco i nieswojo. Może i byłoby mi z tym całkiem dobrze, bo przecież może po prostu nie potrafię się niektórych rzeczy nauczyć, może moim przeznaczeniem jest kosić trawniki albo pewnej nocy wyrosną mi skrzydła i wszystko stanie się jasne. Jednak sytuacja uległa zmianie. Nie żeby mózg mi nagle urósł, ale od strony technicznej coś się zmieniło. Zmienił się wykładowca. Teraz krótka charakterystyka poprzedniego: pani dobijająca ze skowytem pod siedemdziesiątkę, zaczątki zeza rozbieżnego, głos ropuchy. W segregatorze posiadała około tysiąca kartek a4, na których opierał się jej wykład. Gdy tylko otwierała segregator dostawała jakiegoś szału podniecenia, zboczonej ekscytacji - oczy powracały w normalne, zdrowe położenie, jeden szybki, głęboki wdech i na tym jednym wdechu następne trzy godziny "bla bla bla bla bla" x 1000. Kartki jedna po drugiej wędrowały na nowoczesny rzutnik, wdech się nie kończył, leciała na nim jak na kostce smalcu, spodziewałam się że z nosa w końcu poleci jej cienka strużka krwi a następnie wybuchnie głowa. Nie stało się to na szczęście, a może jednak... bo przecież wykładowca się zmienił. Gwóźdź programu. Pan doktor o owocowym nazwisku, ale przecież nie będę go przytaczać, umówmy się Pan... Jabłkowy. Ten z kolei dobija już chyba pod osiemdziesiątkę, ale wierzcie mi, nie ma przy tym żadnych skowytów. Na czubku głowy podręcznikowy przykład geriatrycznego zaczesu z lewa na prawo - ujmujące. Chyba zupełnie Jabłkowy musi nie lubić kobiet. Żonę oczywiście posiada, ale kiedy ktoś zbyt długo przygląda się jego obrączce zawstydzony ją zasłania. Mówi że jego kobita w domu pewnie już kaszę nagrzała i oby już spała jak wróci. Można by powiedzieć, że w jego wyglądzie i zachowaniu nie ma nic zachęcającego do nauki, ale to się nie liczy. Jabłkowy ma niebywały, chyba kosmiczny dar przekazywania wiedzy. Robi to w sposób odrobinę zuchwały i kontrowersyjny (dla jego równolatków), ale niesamowicie skuteczny. Dzieje się to tak, że tłumacząc zagadnienia z fitoterapii odszukuje w swojej zaczesanej głowie wiele absurdalnych, obrzydliwych, nieprzyzwoitych skojarzeń. Nie jest oczywiście brzydko bezpośredni, całość odbywa się w sposób zawoalowany i absolutnie nietandetny. Podam przykład: ropucha powiedziałaby "według badań statystycznych przeprowadzonych przez bla bla w roku bla bla na podstawie bla bla problem powolnej przemiany materii, problem z regularnym wypróżnieniem najczęściej dotyczy kobiet. Dzieje się to najczęściej w województwie bla bla i wiele niepotrzebnych szczegółów". Jabłkowy powiedział zwięźle: "Problemy z zatwardzeniem najczęściej mają kobity. Dlaczego? Bo najwięcej żrą. I to byle co." Tu oczywiście nie mogłoby się obyć bez protestów 15 dziewcząt w grupie ze mną na czele. Jabłkowy kontratakuje: "No proszę zobaczyć." i wskazuje na otyłą koleżankę z ostatniego rzędu, która na każdych wykładach na biurku rozkłada bufet parówkowy, a na przerwach chodzi z tłustą okolicą ust. Potem wskazuje na kilka innych biurek dziewczęcych: papierki po knopersie, torba po czipsach, butelka po koli. No ok, dobra, zgadzam się. To był pierwszy przykład. Teraz drugi, olejek rycynowy na przeczyszczenie. Żebyśmy dobrze zapamiętali, że działa natychmiast i bardzo skutecznie Jabłkowy powiedział: "Jak olejek rycynowy to najpierw reklamówka w spodnie. Tylko wcześniej jeszcze poćwicz szybką wymianę reklamówki na nową". Suchy wyciąg z Aloesu, Alonę po prostu przyniósł i każdemu z puszki nasypał do piórnika albo torby. Żebyśmy zapamiętali, że nienajładniej pachnie, jest czarny, jak się rozgniecie zielony i trudno się sprząta. Sposób przyjmowania nasion siemienia lnianego przedstawił w ten sposób: "Producenci wprowadzają pacjentów w błąd pisząc żeby nasiona zalać wrzątkiem, albo gorącą wodą. Miałem kiedyś teściową (tu milknie, powtarza słowo "miałem" i znacząco się uśmiecha ) i tłumaczyłem jej jak krowie na polu, że jak ma masę kałową to żeby trzy łyżki siemienia zjadła i popiła dużą ilością wody. Tak po prostu. Co za kobita! Nie słuchała, była przekonana że musi zalać gorącą bo tak napisali. A przecież (tu tłumaczy o co chodzi, że śluzy nie wydzielają się pod wpływem gorącej wody i parzenie i picie takiej sprawy jest bez sensu). To był tłumok" - podsumowuje. Ktoś z nas zapytał dlaczego mówi, że "miał" teściową, co się z nią stało. Odpowiada: "No a myślicie że ile można żyć bez wypróżnienia? Kał to chyba pod uszy musiała mieć.". Komuś może się nie spodobać, pfff... nawet mi czasem się nie podoba to w jaki sposób tłumaczy. Ale faktem jest że zapamiętuję, i jaka ta notka długa tak mogłabym pisać co było na wykładzie dziś, w tamtym tygodniu i dwa tygodnie temu. Mózg mam zdrowy, jest w porządku, tylko musi mieć punkt zaczepienia, chociażby te masy kałowe pod uszy. W ogóle o masach kałowych to mam jeszcze jedną historię ze studiów, ale to następnym razem. Jest lepsza :D
Jabłkowy dziś na koniec wykładów powiedział "i to była ta zasrana story about leki przeczyszczające" i stąd ten tytuł. A teraz konkrety:

Z okazji konkursu na Scrapujący-Polkach postanowiłam wreszcie zmobilizować się do jesiennego albumu. Wymiar największej strony to 13x10,5cm. Głównie są tu papiery z CratePaper ze scrapki.pl, ale jest też trochę 7gypsies i innych ścinków. Jak zwykle jest mediowo - gesso, ecoliny, liquid pearls, na folii tusze alkoholowe, na okładce czarna akrylówka i glossy accents. A na zdjęciach ja i Ula z pewnego, bardzo jesiennego poranka.


Comments

  1. No i takich wykładowców więcej nam potrzeba :) ja miałam wykładowcę ,który zbił by fortunę na sesjach dla ludzi cierpiących na bezsenność. Z jego wykładów pamiętam tylko moją nieustanną walkę ze snem, usypiał niczym hipnotyzer :)
    Super album :)trzymam kciuki za wygraną :)

    ReplyDelete
  2. no cóż poradzić, że tylko tacy nauczyciele mogą jakoś do nas dotrzeć. po prostu chamskie z nas pokolenie :)

    a albumik jak zawsze rozwala. co najmniej jak olejek rycynowy ;)

    ReplyDelete
  3. wykładowca odjazdowy ;)

    a album fantastyczny cały, co do najmniejszego szczegółu!!!

    ReplyDelete
  4. Album jest cudowny:)ogromnie mi się podoba:)
    a co do olejku-niestety,nie działa,ostatnio miałam okazję wytestować-nic a nic nie ruszyło :P
    stalowe jelita ;)

    ReplyDelete
  5. Czadowe! Oj, studia mi się przypomniały:}

    ReplyDelete
  6. ty się przefarbowałaś! :o

    ReplyDelete
  7. smakowity przekaz Jabłkowego ;) grunt, że lepiej przyswajalny :)
    album - FANTASTYCZNY!!!! jest na czym oko zawiesić :)
    i świetny kolor :)

    ReplyDelete
  8. uuu i ile ciekawostek można się dowiedzieć od Jabłkowego, że fuuuu...ale jak do głowy wchodzi.... Przepiękna kolorystyka.....odbiegając już od głównego tematu....kurcze fajnie Ci wyszedł ten albumik. POwodzenia:)

    ReplyDelete
  9. Właśnie Czeko włosy Ci płoną ^^ czaaad!
    Album przesiąknięty jesienią, cudo!

    Hahaha, super masz w końcu życiowego wykładowcę, czemu co drugi taki nie jest? Frekwencję na wykładach ma pewnie 100 razy większą niż ropucha xD

    ReplyDelete
  10. znowu się posikałam ze śmiechu :) ale też przypomniał mi się mój wykładowca, który miła identyczny styl przekazywania wiedzy, jego wykłady pamiętam do dziś i pewnie będę pamiętać do śmierci :)

    a album jest czadowy, chyba muszę się do ciebie zapisać na korepetycje albumowe

    ReplyDelete
  11. :))))))))))))
    Dla równowagi w przyrodzie napiszę krótko: REWELACJA!!! (tekstowo i wizualnie) ;)

    ReplyDelete
  12. farbowałaś się?! :D o.O
    Świetny album, tyle tam wszystkiego!

    ReplyDelete
  13. Czeko kocham tego Pana i proszę o sprawozdania z każdego wykładu!!!

    album przepiękny i wielce orzeźwiający po kałowym wprowadzeniu ;)

    ReplyDelete
  14. Zachwyciły mnie kolory albumu:)

    ReplyDelete
  15. Rewelacyjny album!!!
    Świetne formy i kolory :) no i zdjęcia :D

    Pan Jabłkowy jest zaje*fajny, zdecydowanie wyróżnia się w tłumie tych, co tylko uśpić każdego potrafią (u mnie na studiach byli praktycznie tylko takowi... a może to od kierunku studiów zależy... :P )
    :*

    ReplyDelete
  16. album jest masakratorski, uwielbiam ten bałagan

    ReplyDelete
  17. Genialny tekst i genialny album!

    ReplyDelete
  18. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  19. u mnie trafił się taki na tpl'u :)
    do dziś pamiętam, że ichtiol śmierdzi, brudzi i nie leczy :) wytrwałości na studiach i oby sami tacy się zdarzali...
    albumik piękny... ciepłe kolory i sama radość :)

    ReplyDelete
  20. zaczynam podejrzewać, że wymyśliłaś swojego idealnego wykładowcę :))))) czy taki gościu może przetrwać na uczelni w tych czasach wielkiej poprawności politycznej? czasach gdy strach cokolwiek powiedzieć czy zrobić, aby nie wylądować z listą oskarżeń w sądzie albo przynajmniej przed jakąś radą wydziałową ??? ewentualnie sądem "wydziałowego koła feministek" i drugim "koła przykładnych panienek" jednocześnie? ;)

    albumik świetny, ciepło-jesienny :)

    ReplyDelete
  21. Świetny album, trzymam kciuki za podium :).

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts