Dezynsekcja natychmiastowa.

Jakiś czas temu pisałam o podejrzeniach karaluchów w nowym mieszkaniu. Teraz czas, rozmaite metody i testy sprawiły, że dziś już mam pewność - ani jeden tu nie mieszka. Jednak okazuje się, że problem nadal istnieje, ale w wymiarze bardziej globalnym... no może w wymiarze bloku, albo osiedla. Około dwa tygodnie temu Ula była w moim mieszkaniu i jednocześnie w najgorętszym momencie opowieści o męskich portorykańskich emocjach. Pomiędzy krojeniem papryki a pogryzaniem kabanosa sprzedawała mi szczegóły, z których można by napisać książkę. Na zewnątrz było już ciemno, nie spodziewałam się wizyt ani odwiedzin. Jednak właśnie wtedy rozległo się pukanie do drzwi, trochę nerwowe i napastliwe. Wyglądam przez wizjer i widzę coś co przypomina wnętrze pojemnika na odzież używaną. Otwieram i już wiem, że się nie myliłam. Ostatnio opowiadając komuś tę wizytę zdradziłam, że gdy zobaczyłam kobietę stojącą za drzwiami od razu przytruchtało do mnie skojarzenie ze starym, zaschniętym strupem. Ale wiadomo, wygląd to nie wszystko, zapach nawet to nie wszystko więc mówię dzień dobry i kobieta-strup zaczyna:
- Dobry. Ja zabieram, zbieram zapisy na dezyn senkcję, dezyrekcję, no dezynsekcję no!
- Dzień dobry, ale my nie mamy robaka, dziękuję. - lekko przyciskam drzwi, jakbym już prawie chciała je zamknąć, ale kobieta wzrokiem mnie powstrzymuje, mocą dezynsekcji:
- Jak to nie macie robaków! - oburzona.
- No nie mamy normalnie nie mamy.
- Jak to nie, przecież macie, każdy ma, tu niestety są robaki. Dezyrekcja, dezynsekcja musi być, tu są robaki. My tylko cztery dychy bierzemy, zapłaci pani teraz, bo są robaki. Trzeba zrobić. Zrobi pani. Sama pani mieszka? Bo samemu to nieprzyjemnie, ale z kimś też nie. Nieprzyjemnie. Nieprzyjemnie w chlewie żyć z robakami, jak długo tu mieszkacie?
- Kilka tygodni, nie mamy żadnego chlewu. - chyba w tym momencie powinnam mówić z wykrzyknikami, teraz się besztam, że taka nieasertywna bywam. Ale zwalam winę na tamtą pustą butelkę martini co jeszcze nawet nie wyrzucona do dziś. 
- No to macie robaki, jak nic! Pani nie wie, ludzie i po roku czasem zauważają, setki robaków na ścianach w kuchni, w łazience nawet setki, obrzydliwie nieprzyjemnie no, trzeba zrobić tą dezynsekcje no bo to nie ma ratunku, macie robaki jak nic, wszyscy sąsiedzi robią, pani musi zrobić, odrobaczyć się, można zachorować, umrzeć.
Jednym słowem Strupiara nieźle wygadana, w dłoni jakiś zeszycik dla niepoznaki a kieszonka czeka na moją zapłatę za święty spokój. Wizyta jakoś się skończyła, nawet chyba ja temu pomogłam i byłam z siebie dumna, że mimo lawiny słów wstrzeliłam się z czymś błyskotliwym. W efekcie pani mnie od studentek wyzwała, co ucieszyło moje ego - jednak wyglądam inteligentnie. 

Ja nawet wierzyłam, że to autentyczna kobita od dezynsekcji była, że faktycznie za 40 zeta zrobiłaby mi tą truciznę, ale kiedy dziś spokojnym pukaniem do drzwi, od malowania rzęs oderwał mnie nowy "wizytownik" zwątpiłam. Za drzwiami pan jak klon poprzedniej "fachowczyni". Tylko zębów jakby mniej, zapach przedwczorajszy i miałam wrażenie, że za drzwiami do klatki stoi jego złomowy wózek. Wolałabym, żeby ten pan przyszedł i poprosił o trójkę na browara, ale kiedy wstawia gadki o potrzebie dezynsekcji nie jestem już tak miło nastawiona.
- Pani kochana dezynsekcję robimy, ostatnie zapisy (tfu tfu - w tym momencie plącze mu się język, albo znajduje coś za zębem i zjada to jak najszybciej), dezynsekcja natychmiastowa. Jak pisać nazwisko?
- Nie pisać, nie robię.
- No jak to? - mina pt. "szok rozczarowanie mętny umysł"
- No nie, nie mamy robaków.
- Macie robaki, prusaki ..... .... (w tym momencie K. spuszcza wodę w ubikacji, która obok drzwi wejściowych, więc słyszę tylko bełkot) ..... .. .
- Słucham?
- Wszystkie sąsiady robią to do was te prusaki zejdą. 
- No to zejdą.
- A była tu dezynsekcja?
- Była... nie, nie była, nie wiem, nie zejdą, nie chcemy. 
- Do widzenia! - oburzony, urażony zniknął, w mojej wizualizacji rozpłynął się w powietrzu.
No! I tu bez morału zostaję, czekam tylko na kolejnych chętnych do odświeżenia mi mojego chlewu. 

W tym tygodniu byłam lekko chora, a wtedy scrapowanie nie idzie, nie można się skupić. A szkoda, bo czasu miałam więcej. Powstało kilka wpisów do grudniownika, ale nie są ani na tyle dobre by tu wszystkie pokazywać, ani na tyle dokończone w większości :) 

Zrobiłam za to LO w którym dużo jest szycia, co możliwe było tylko dzięki wspaniałemu szyjącemu prezentowi od Owcy! :))



A zdjęcie na scrapie jest takie:


Kilka dni temu na blogu CraftHouse publikowałam pierwszą stronę ze swojego grudniownika, którą zrobiłam do tematu projektu JournalYourDecember:




O wykorzystanych materiałach jest tu.

Przypominam o weekendowych warsztatach, gdyż nadal są wolne miejsca. Więcej szczegółów tu.



Comments

  1. Haha historia robaczna świetna, ubawiłam się :) Niech żyje asertywność!

    ReplyDelete
  2. boshe jaki boski ten scrap!!!

    a btw wiesz jak wygląda moja wizyta u Ciebie? spozieram se w czytnik, patrzę - Czeko coś napisała! no to lecę szybko siku, co by w napięciu nie siedzieć, nalewam sobie piwa/wina/herbaty, usadawiam się wygodnie, sprawdzam, czy aby jakiś kiep w kiepownicy nie dogorywa... no i czytam. i to jest jak wspomnienie minionych czasów, gdy w telewizorze nie dało się wcisnąć pauzy ani przewinąć - siedzę i chłonę jednym ciurkiem (btw Ty tak pięknie słowem operujesz, to się zapewne znasz - jest takie słowo ciurk? i co w ogóle znaczy?). a później przeżywam, naprawdę! zazdroszczę takich ciekawych wizyt ;)

    ReplyDelete
  3. Hahahahaha!!!!!!! Ty to masz przygody! Dziękuję Ci za obfitą dawkę dobrego humoru na wieczór!!!
    A scrap cudny bardzo:)))

    ReplyDelete
  4. Nie chcę mówić komu by się przydała ta dezynsekcja-dezyrekcja ;P
    Scrap obłędny! Jestem nim zachwycona!! Pierwsza strona też mi się podoba, a co! :D

    ReplyDelete
  5. This is so COOL!
    Awesome! Can look for hours !

    ReplyDelete
  6. :) Może scrap z robaczkami??? :)

    ReplyDelete
  7. Świetna strona!!!!!!!!!!!!! ~I zapowiadają się świetne warsztaty! Życzę udanej zabawy! I żałuję, że stad do Wawy taki kawał drogi :))

    ReplyDelete
  8. Czeko, Twoje opowieści są coraz bardziej przerażające. kobieta o wyglądzie strupa naprawdę działa mi na wyobraźnię. ale i tak byłaś bardzo asertywna, bo ja kiedyś jakiemuś obcemu panu wpłaciłam 200 zł za drzwi wejściowe. a potem przeczytałam w necie, że ta firma tak właśnie okrada ludzi. no ale po kilku ciepłych smsach jednak założyli mi te drzwi :)

    zazdroszczę maszyny i umiejętności jej uruchomienia. ja tylko taka sierota. a grudniownik prezentuje się tak bosko, że się obrażam i wychodzę

    ReplyDelete
  9. Hahaha!!! Nie ma to jak mieć ciekawe życie :P
    Scrap jest rewelacyjny!!!
    Taki... lekki i puchaty ;)
    Wpis jest boski!!!
    :*

    ReplyDelete
  10. a widzisz jak to jest...jak nie ma robaków to pukają do drzwi a jak są to nikt nie puka.Ja tak długo dzieliłam mieszkanie z mrówkami i nikt nie był chętny mi pomóc :)) scrap rewelacyjny !!!

    ReplyDelete
  11. Och rany ja podobnie jak Mira cierpię z powodu odległości :| ech..

    ReplyDelete
  12. o matko z córką, jakie scrapy, brak słów!! NIESAMOWITE, ten grudniowy normalnie bym porwała:D

    ReplyDelete
  13. Nie ma to jak próba wyciągnięcia pieniędzy poprzez dezynsekcja Warszawa no ale cóż. Każdy sposób jak widać jest dobry :) W każdym razie gratulację dla Ciebie, że nie dałaś się w to wciągnąć!

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts