Poradnik "Prezentowy survival"

Jest już po świętach więc mogę. Postanowiłam napisać dla siebie krótki przewodnik przedświąteczny o kupowaniu prezentów. Tak na przyszły rok i w ogóle okazje. Może i komuś z Was się przyda.
Wiadomo, że kupowanie prezentów to bardzo trudna sprawa i nastręcza wielu problemów, dlatego pragnę sobie pomóc.

Zasada 1. Zrób dobry uczynek osobie, która ma być obdarowana, około trzy tygodnie przed wręczaniem domniemanego podarunku.

To jest bardzo praktyczna zasada, gdyż otwiera nowe drzwi i daje duże możliwości. Jest to zagranie "na wdzięczność".W sytuacji a., jeśli dobry uczynek będzie silny i wielkoduszny, wtedy możemy zrezygnować z prezentu dla tej osoby, a w wigilię wymownie się uśmiechnąć. Ten uśmiech musi mieć tytuł: "a pamiętasz jak ci , np. umyłam piekarnik*". Naturalną reakcją będzie wtedy spuszczenie głowy, ewentualnie lekki uśmieszek i telepatycznie przekazane zdanie "tak, pamiętam, będę ci wdzięczna do końca życia".

W sytuacji b. możemy też posłużyć się dobrym uczynkiem, jeśli podjeliśmy się kupna prezentu dla tej osoby, ale wyjątkowo się to nie udało. Wtedy przy wręczaniu trzeba trochę ruszyć mózgiem i ułożyć jakiś tekst w stylu: "wiem że ta doniczka niezbyt ci się może przyda szwagierko, ale kupując ją nie mogłam przestać myśleć o tym jak sobie miło gaworzyłyśmy podczas gdy szczotą jechałam twój piekarnik"

Zasada 2. Znajdź młodszą, mniej wykształconą i najlepiej niepracującą osobę w rodzinie (lub wśród znajomych jeśli prezenty dotyczą znajomych) i zaproponuj układ.

Układy mogą być różnorodne, oczywiście z jak największą korzyścią dla nas. Ofiara, czyli ten młodszy ma nam kupić wszystkie prezenty, czyli odwalić za nas czarną robotę w zamian za coś od nas. Względnie według zapotrzebowania od nas może dostać różne rzeczy. Poczynając od miski zupy po, co najwyżej, 50zł.

Zasada 3. Jeśli zasada 2. zawiodła pogódź się z tym, że musisz kupić prezenty. (ewentualnie można jeszcze ciężko zachorować i wtedy każdy wszystko wybacza, ale to już jest takie... "na mięczaka") W tym celu wykonaj zabiegi pielęgnacyjne.

Zabiegi pielęgnacyjne powinny obejmować złuszczanie naskórka, depilację wąsika, regulację brwi, malowanie paznokci, olejek na rzęsy, masaż ud, zupę ogonową - czyli same przyjemności dla urody.

Zasada 4. Określ swojego "osobnika docelowego" i zaplanuj sklepy.

a) Matka - sklep z kosmetykami, sklep z ładnymi rzeczami, księgarnia
b) Ojciec - Obi, Leroj merlin, sklep gadżeciarski, księgarnia, ostatecznie drogeria
c) Przyjaciółka - każdy sklep
d) Chłopak - brak danych, ale skłaniała bym się ku hipermarketom ze sprzętem rtv agd, ale raczej mało agd.**
c) Pies - sklep u Julka na bazarku przy placu wilsona i worki z suszonymi członkami zwierzęcymi.

Zasada 5.  Ubierz się lekko, weź lekką torebkę tylko na portfel, nie zakładaj butów na obcasach, umaluj się pięknie i wyczesz kudły.

Wszystko to dla wygody, oprócz dwóch ostatnich. Dwa ostatnie jednak znakomicie oddziałują na pracowników sklepów płci męskiej i dają nadzieję rabatową.

W dalszych zasadach zajmę się osobnikiem docelowym c. gdyż jest najbardziej problemowy. O reszcie tylko wspomnę.
Zasada 6.  Wejdź do sklepu jak gdyby nigdy nic, ale już od przekroczenia bramek szamocz się i kręć.

Zasada ta daje nam możliwość szybszego złapania faceta od pomocy, bez czekania.

Zasada 7. Rozmowę z facetem od pomocy prowadź szczerze. Mów, że nie wiesz, że się boisz, że jesteś samotna i zaniż kwotę jaką dysponujesz.

Zasada 8. Jeśli facet zawiódł, lub po prostu za słabo się szamotałaś spróbuj sama. Idź w miejsce gdzie jest dużo drobnych rzeczy, no chyba że dysponujesz budżetem na plazmę.
Przygotuj się na spędzenie długich godzin w sklepie.

Zasada 9. Dokonując wyboru nie zastanawiaj się przesadnie długo. Jeśli coś Ci wpada w oko od razu się na to decyduj - nie oszukujmy się, nic lepszego już nie wymyślisz.

Jeśli, tak jak parszywie ja, zdecydowałaś się na grę, to upewnij się, że wybierasz dobrą i nową wersję. Battlefield 1943 w 2012 roku raczej go nie podnieci, a z wdzięczności co najwyżej obierze ziemniaki. I to raz.

Zasada 10. Pamiętaj - przy kasie już nie ma odwrotu. Nie poddawaj się myśli "a może jednak tamto... a może...". Bądź twarda!

Taka sytuacja jest zabójcza, jeśli jesteś miękka to przepadłaś, no sorry, wracasz do regałów i przed Tobą kolejne 3 godziny w falach i odmętach gier na plejaka.

Jeśli chodzi o resztę osobników docelowych to zawsze coś da się wybrać, może tacie jest trochę trudniej, ale ewentualnie można polecieć po standardzie. Z przyjaciółką jest najłatwiej, bo kupujesz jej to co sama chciałabyś mieć i przyrównujesz urodę rzeczy do jej urody. To pomaga, bo wtedy prezent jest tematycznie dopasowany. Przykład: Uli kupiłam w tym roku śliczną białą filiżankę ze spodeczkiem, bo jest gładka jak Ula, jasna jak Ula, czyściutka jak Ula i z charakterem jak Ula. Prościzna! No i oczywiście sama chciałabym mieć taką filiżankę.

Zasada 11. Po zakupach nie oglądaj zbyt często prezentu w domu.

Po pierwsze - jeśli masz moje zadatki na niszczyciela to istnieje duże prawdopodobieństwo, że w przeciągu pierwszych 5 minut oglądania wydarzy się coś, co zupełnie zniszczy prezent. Np. do pokoju wpadnie komandos i błogo podrzucisz to błyszczące lustereczko w ramce z kryształków pod sufit i spotkasz się z nim dopiero na podłodze.

Po drugie, po dłuższej chwili namysłu i oglądania bardzo często okazuje się, że jest to coś czego bardzo potrzebujesz. Np. te skarpetki w paski, jak nic: born to be w moich butach. Więc lepiej nie ryzykuj, obejrzyj tylko raz przy pakowaniu.


* - no co, ja za umycie piekarnika całowałabym po stopach
** - przedstawiam sklepy tylko dla moich znajomych docelowych osobników. Oczywiście Wasza mama może lubić prezenty z leroja merlina.




Dziś mój debiut w cyklu TOP5 na blogu CraftHouse. Zabawa polega na comiesięcznym oscrapowaniu podanego tematu. W temacie zawsze jest jakaś wyliczanka. W tym miesiącu są to "Pachnące Święta - 5 inspiracji zapachowych". Zajrzyjcie na bloga CraftHouse aby obejrzeć zdjęcia prac jakie wykonały Basia i Funiaa.

Forma jest dowolna, więc ja oczywiście wybrałam art-journal. Do tematu podeszłam może troszeczkę niestandardowo, ale tegoroczne święta naprawdę mi tym pachniały:


"Zapach świerku i wszystkich tych małych tęsknot. Zapach pierwszego śniegu oraz świeżego tuszu. Zapach tych trzech świec"

Przepisałam Wam treść strony, bo pomyślałam że prawdopodobnie trudno ją rozczytać ze zdjęcia. Ale okazało się to bardzo ciężkie i trudne - gdybym musiała komuś przeczytać to głośno nie wiem czy dałabym radę. Tylko kilka słów, a za każdym razem strony art-journala są dla mnie jedną z najbardziej osobistych spraw jakie tworzę. Pokazywanie ich na blogu, wydawałoby się bardzo proste, jest każdorazowo jakimś przezwyciężeniem skrępowania.

Ale myślę sobie, że to dobrze, że może właśnie tak powinno być. Art-journal to coś lepszego niż pamiętnik i chcę, żeby był właśnie tak bardzo osobisty. Strony art-journala bez tematu i emocji to dla mnie żaden journal.

Ciekawa jestem czy tylko ja tak to odbieram, czy Wam też sprawia trudność publikowanie stron swojego art-journala?

ps. chciałabym jeszcze tylko powiedzieć, że mój blog doczekał się strony na facebooku. Zapraszam do "lubienia". Tak jak napisałam  to jest prezent dla bloga - a co, niech ma, niech go szeroki świat fejsbukowy dotknie, niech liźnie trochę kultury. A ja przy okazji będę miała miejsce na pisanie krótsze niż notki i dłuższe niż smsy do chłopaka. Planuję też tam niebawem malutkie candy, więc tym bardziej zapraszam :)




Comments

  1. Świetna strona!!! Bardzo świąteczne skojarzenia pomimo pozornego chaosu ;) A Twój poradnik - Niesamowity!!! Uśmiałam się ;)

    ReplyDelete
  2. Świetny wpis, chciałabym tak umieć!!
    Poradnik na pewno się przyda, a szczególnie zasada nr 11, punkt 2.
    :*

    ReplyDelete
  3. kochana, poradnik jak znalazł - zastosuję w przyszłym roku. Szczególnie punkt pierwszy mi się podoba, trzeba wypróbować :D

    ReplyDelete
  4. Ja mam taki AJ, którego nie widział nikt - tak więc rozumiem to doskonale :) Te, które publikuję, są nieszkodliwe :D:D:D

    ReplyDelete
  5. ja podobnie jak Tusia - też mam sporo stron, które są zbyt prywatne do publikacji.
    czasem natykam się w sieci na żurnale, które wybebeszają autora na wylot i sama nie wiem czy podziwiam odwagę czy razi mnie zbytni ekshibicjonizm.
    a Czekoczyna?
    ooo, bardzo chytrze nie dopowiadasz nic do końca kryjąc się w swoich żurnalach za uderzeniową dawką poezji. "tych kilka słów" czasem zostaje w głowie na bardzo długo.

    ReplyDelete
  6. Poradnik jest super !!! - skorzystam przy najbliższej okazji :)

    ReplyDelete
  7. Przyznam, że ruszył mnie Twój wpis-jest w nim coś takiego trudnoopisywalnego;) i masz rację- nie wszystkie osobistości łatwo pokazuje się innym...

    ReplyDelete
  8. w tym roku prezentowa akcja przebiegła praktycznie bezboleśnie. wcześniejszy plan i dwie godziny w jednym centrum handlowym wystarczyły. W innych przypadkach posiłkuję się internetem. Nie lubię zbyt długo chodzić po sklepach. No chyba, że kupuję dla siebie :)

    Art Journal jak zawsze - mistrzowski. Dla mnie to wciąż nowa forma ekspresji, ale już miewam problem z pokazywaniem jej publicznie ;)

    ReplyDelete
  9. Aka Cieszę się i dziękuję :)
    Chimera Dziękuję! Tak, ta zasada jest bardzo ważna :D:D
    Karmeleiro Cieszę się, że się przyda. Trzeba się wspierać :D
    Tusia oo tak, to dobre wyjście :)
    2:16 naprawdę nazwałaś to poezją? Chyba zemdlałam :D Dziękuję. Właśnie tak zwykle się ratuję - nie dopowiadam do końca, ale sama doskonale wiem o co chodzi.
    Kaśka ok, dzięki :D
    Huma Och to bardzo mi miło kochana, że ruszył. To dla mnie duży komplement. W zasadzie największy jeśli chodzi o żurnal.
    Anai No to podziwiam za taką mobilizację do wcześniejszych zakupów. Na pewno znacznie ułatwia sprawę. Dziękuję :)

    Tzn. że nie tylko mi trudno pokazywać swój art journal - cieszę się, to pocieszające i w takim razie chyba normalne :D

    ReplyDelete
  10. Art journal piękny... Ja nie prowadzę, bo się boję (to wyzwanie rzucone samej sobie, taki art journal).
    Ale lubię grzebać w cudzych art journalach. Lubię odkrywać różne ujęcia ciekawych tematów, tak jak dziś w Twoim.
    A poradnik zastosuję w przyszłym roku, bo to przeprawa na fest kupić prezenty dla ośmiu osób... :/ Właśnie to odchorowuję :P

    ReplyDelete
  11. o w mordeczkę :) leżę i kwiczę :D ja stawiam na dobroduszny internet i uroczych kurierów; a wpis cudny jak zawsze; i ileż tam pół do polubienia... które klikać kochana, które?

    ReplyDelete
  12. uch, grzebanie w męskich zabawkach musi być straszne, ja na szczęście mogę małżonkowi kupować prezenty w sklepie ze sprzętem turystycznym/wspinaczkowym, który jest dużo bardziej przyjaznym środowiskiem...

    a art journala coś nie mogę założyć, choć chodzę po blogach i wzdycham do cudzych. ale pewnie bym go chowała na dnie szuflady i nikt by nie wiedział o jego istnieniu.

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts