1/20/2012

Tutorial na dobre buty.


Dziś chciałabym zrobić posta ostrzegawczego. Chcę uratować wszystkie kobiety z ładnymi butami! Zacznę od początku:
Wstaję dziś rano... Nie! Może jeszcze bardziej od początku, zupełnie niezwiązanego z tematem. 
Jest ciemna noc, czyli gdzieś około szóstej rano. Budzi mnie krzyk, panika i ogólne poruszenie. Nie wiem jeszcze o co dokładnie chodzi, ale już jestem adekwatnie podk*rwiona. Nie będę otwierała oczu choćby nie wiem co! Słyszę pomrukiwanie, warkot i... kichnięcie. Moja świadomość w pełni już powróciła z sennych marzeń o zielonych lasach Amazonii. Dzięki temu bezbłędnie jestem w stanie określić kto tak kicha - bohaterka wczorajszego zdjęcia. Ma bardzo ładne imię - Ziutka, ale trochę się go krępuje, szczególnie w obecności młodzieży. Obawia się, że nie jest wystarczająco modne jak na dzisiejsze czasy. 
W każdym razie Ziutka śpi w moim pokoju i kicha. Coś jej wpadło do nosa, ma alergię na włochaty dywan czy może po prostu lubi sobie kichnąć - nie wiem. W tym nie byłoby nic złego, bo przecież kichanie ludzka rzecz, gdyby nie drugi domownik - mały, głośny ratlerek Norka. Powiedzmy sobie szczerze, Norka nie jest intelektualistką. Nie kontempluje dzieł sztuki, nie rozgryza zagadek matematycznych, ani w zasadzie nie stara się twórczo komunikować ze światem zewnętrznym. Norka ma dobrą orientację na cele (jak to mawiali w mojej starej pracy): sen, jedzenie i wstrzymywanie najdłużej jak się da moczu i kału. Najlepiej do wiosny, bo dopiero wtedy jest wystarczająco ciepło by wyjść na dwór i nie trząść się jak całkiem twarda galaretka. Teraz Norka walczy z kichnięciami Ziutki. Na każde z nich reaguje głośno i dokuczliwie. Z każdym kichnięciem obszczekuje podejrzany nos Ziutki, a w przerwach pomrukuje pełna irytacji. A że Ziutka kicha około 16 i pół raza na minutę, przez jakiś kwadrans to Norka pod koniec już sapie, bo ma bardzo otłuszczone ciało. Ziutka jest w szoku i kiedy tylko może to patrzy na nią pytająco, zdecydowanie ma wyższe IQ. Kończę imprezę zamykając drzwi do pokoju, w którym zostaje tylko inteligentniejsza część czworonogów. Norka musi się pocieszyć obszczekiwaniem drzwi i nęcącym zapachem kataru Ziutki. Nie chcę nawet nadmiernie rozkminiać, dlaczego tego małego psa tak bardzo fascynuje kichanie. Czy to walka z czarnymi mocami, aprobata kataru, czy doping? Nie mam pojęcia. Czy Wasze psy też szczekają na kichanie?

I to było w nocy. Ten wątek już nie wróci i jego przytoczenie miało cele wyłącznie estetyczne. No cóż... nie udało się. Wracam do meritum, do ostrzeżeń. Wstaję dziś rano, czyli około dziesiątej. Ziutka smarka sobie w dywan (tak, ona naprawdę to robi). Norka śpi wykończona, bo miała przecież w nocy robotę. Przede mną wizja wyjścia na dwór, bo muszę zapłacić ubezpieczenie za samochód. Jestem bardzo śpiąca i jedno oko wciąż mi się do końca nie otwiera, ale już jest umalowane. Zakładam czapki, kurtki, szaliki, buty i wychodzę. W nocy spadło dużo śniegu, a teraz jest chyba z 25 stopni, więc jest, że tak powiem... płynnie. Do furtki jest dobrze, bo chodnik odśnieżony, idę cwaniacko. Kiedy wychodzę, przez chwilę nadal jest dobrze, bo mokra hałda śniegu jest wysoka i w sumie widać mi tylko czubek głowy. Kiedy jednak wychodzę na chodnik okazuje się, że te dziesięć minut drogi to będzie krwawe dziesięć minut. Chyba przesadziłam z tymi 25 stopniami, musi być mniej, bo na ulicy jest jakby... skorupa. Taką skorupę pokonuje się spokojnie w odpowiednim obuwiu, z rozluźnionymi łydkami. Jednak nie w moich butach. To nie jest obcas, ani nic wytwornego, tylko płaska podeszwa śliska jak kostka mydła. Nie jestem jednak jakiś mięczak, żeby wracać się do domu i je zmienić. Będę szła! Wiem, że będzie się lał pot, krew i łzy, ale dojdę. Nie myliłam się, po 5 metrach wpadłam w poślizg i zatrzymałam się biodrem na koszu na śmieci. Potem było tylko gorzej, bo traciłam równowagę co trzeci krok, a najbardziej spektakularnie w miejscu, gdzie stało około 15 osób. Normalka. Idąc łapałam się rozmaitych darów infrastruktury i natury: krzaki, słupy telegraficzne, matka mojego znajomego z podstawówki i t. p. Początkowa strużka potu zamieniła się w uczucie nagłych wodospadów. Kiedy wróciłam do domu w zasadzie potrzebna była kąpiel. Ale najważniejsze, że mogłam się rozluźnić. Puściło napięcie każdego mięśnia, rozluźniłam szczęki i wreszcie mogłam z powrotem odpowiednio przymknąć nadmiernie otwarte oko.  Przestrzegam Was kobiety od ładnych butów - każde wymagają testów na zamarzniętej powierzchni. Przykładowo domowym sposobem można zamrozić w zamrażalniku metalową miskę i założywszy testowanego buta beztrosko się po niej przespacerować (oczywiście odwrócona do góry dnem). Następnie ocenić ilość stłuczeń, złamań i pęknięć, i według tego ocenić przydatność obuwia.  

To tutorial już mamy za sobą, teraz czas na scrapbooking. Ostatnio przygotowałam żurnal dla Samary84. Żurnal jest w tym samym stylu jak żurnal urodzinowy Owcy. Taki żurnal możesz u mnie zamówić, wystarczy się skontaktować przez maila. Po prawej stronie bloga przygotowałam specjalną zakładkę "na sprzedaż/na zamówienie", gdzie możesz zajrzeć, by dowiedzieć się co aktualnie sprzedaję. 

Tak wygląda żurnal dla Samary:


 
Mam nadzieję, że będzie się dobrze wypełniał :)

10 comments:

  1. Piękny.
    Zapraszam do mnie na zabawę: http://handmadebizutki-karolcia.blogspot.com/2012/01/szybka-zabawa.html

    ReplyDelete
  2. heheheeee... nieźle się uśmiałam :)
    ja miałam niedawno podobny problem, bo w styczniu biegam do pracy w czółenkach- no kto by się mrozem przejmował i nosił buty na zmianę..
    Więc wyszłam w czółenkach, napadało śniegu do kolan i nie mogłam się przedostać na stołówkę na obiad.. ale co tam.. w kozakach pochodziłam dwa dni, czółenka do łask wróciły... :)

    Żurnal świetny- zaglądam do sklepu :)

    ReplyDelete
  3. chyba zjadę ;) opis Norki całkowicie wybebeszył, hehe :D
    a czytając opis drogi, widziałam oczami wyobraźni cały lodowaty tor przeszkód - nie ma co! jednak z Ciebie cholernie dzielna kobieta!!!

    świetny żurnal! ale to żadna nowość ;)

    ReplyDelete
  4. journal jest fantastyczny, zmacałam go na dziesiątą stronę i chyba będę dzisiaj z nim spać :)

    ReplyDelete
  5. Tak się zaczęłam śmiać,że moja mama, pytała się co się stało.;)
    Journal świetny.:) Też muszę sobie w końcu taki zrobić,może podczas ferii bd mieć trochę czasu.;)
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  6. kobieto, wydawcę szukaj!!:)...genialna historyjka!:)...żurnal- powala:)

    ReplyDelete
  7. Opowieści o śniegu, ślizganiu się... a u mnie możma poślizgać się na błocie. Chociaż teraz pada śniego-deszcz;-(

    ReplyDelete
  8. Umarłam trzy razy - po raz pierwszy przy smarkającym w dywan psie, po raz drugi przy darach infrastruktury i po raz trzeci - ale to już z zachwytu - przy oglądaniu zdjęć journala.

    A wracając do psich zachowań - pamiętam jak mój pies puszczał czasami bezczelnie głośnego bąka po czym wyraźnie zaskoczony atakiem odwracał się i zaczynał szczekać szukając atakującego go wroga. To był dopiero ubaw. Niestety mojej kochanej suni nie ma już z nami i bardzo mi jej brakuje :(

    ReplyDelete
  9. Czy ja już Tobie wspominała, że uwielbiam Cię czytać :)))
    Dawno się tak nie uśmiałam... aż łzy mi pociekły :P

    Journal jest boski!!!
    Faktury, tasiemki, chlapania, guziki... miód :D
    :***

    ReplyDelete

Blog Archive