Musieliśmy się rozstać.

Siedzę w samochodzie i dramatycznie boli mnie głowa. To jeden z pierwszych ciepłych dni i to w bólach wcale nie pomaga. W radiu lecą piosenki typu zabij mnie. Jest mi duszno i w ogóle wszystko, mdli mnie, dławi, wywraca żołądek na lewą stronę. Czekam w samochodzie pod supermarketem i mój wzrok szuka jakiegoś punktu zaczepienia, jakiegoś listka zielonego, jakiejś mróweczki chociażby, żeby się skupić i zrelaksować. I dostaję na tacy mróweczkę. Tylnymi drzwiami supermarketu wychodzi pracownica w fartuszku. W dłoni trzyma lekko przepełniony kubełek ze śmieciami. Pokonuje jeden schodek, drugi schodek i zbliża się do dużego pojemnika, do którego się... opróżni. To nic zupełnie, nieważne jeśli chodzi o opróżnienie. Jednak kiedy metr przed pojemnikiem sięga do kieszeni robi się ciekawiej. Z kieszeni wyjmuje telefon komórkowy i bardzo szybko wybiera numer. Teraz uwaga, nie próbujcie tego w domu: przybiera pozycję akrobatyczną dozwoloną tylko niezwykle elastycznym jednostkom. W lewej ręce trzyma kubełek, w prawej telefon. Po chwili tą samą lewą ręką otwiera klapę pojemnika na śmieci pomagając sobie jednocześnie prawym łokciem. Kiedy znajduje się w sytuacji bez wyjścia uruchamia lewe udo i podtrzymuje nim kubełek. Ale nie, to też jest źle bo przecież trzeba wygarnąć. Najpierw udo idzie niebezpiecznie wysoko unosząc kubełek nad poziom krawędzi pojemnika, jednak po chwili kubełek przechwytuje lewa ręka. Łokieć lewej ręki podtrzymuje klapę pojemnika. Ramię prawej ręki ściśle podtrzymuje telefon przy uchu. Prawa dłoń wygarnia z kubełka. Prawy łokieć również podtrzymuje klapę pojemnika. Najciekawsze, że udo nadal pozostaje w podwyższonej pozycji mimo, że jego funkcja już dawno przestała być wykorzystywana. Być może to dla równowagi, nie wiem...Ciekawe jest jeszcze to, że przecież klapę dużego pojemnika można by po prostu otworzyć zupełnie i nie zawracać sobie głowy jakimś podtrzymywaniem. Z archiwum x. I niech żadna z Was nie pomyśli sobie, że ja mam coś przeciwko telefonom podczas opróżniania. Każdy kiedyś musi zadzwonić, a skoro szef nie zezwala kategorycznie to się nie ma co dziwić. No chyba, że się gada częściej niż 2 razy w ciągu zmiany... 

Podczas tych akrobatycznych figur pani w fartuszku rozmawia chyba z nastoletnim synem. Jestem tak blisko, że w zasadzie wszystko słyszę. Czy zrobiłeś sobie śniadanko, czy już wstałeś, jak humorek, czy idziesz dziś do ani, czy to, sro? Piękny troskliwy telefon matki, nie ma się czemu dziwić. Wszystko byłoby bajecznie, udo w górze, kubełek opróżniany, pojemnik przybiera, zaczynam szukać innego punktu zaczepienia wzroku, aż tu nagle... "Kur*a ja pie*dole!!" Pani wydaje z siebie przeciągły okrzyk rozpaczy i już wiem, że po prostu do dużego pojemnika wpadł jej telefon. Musiał powędrować dosyć głęboko bo następne kilka minut pani poświęciła na nurkowanie. Sypały się przy tym słowa niewyszukane - wzywane były panie lekkich obyczajów i członki męskie. Rozpacz ogromna, jakby to sam synek wpadł do tego kosza na śmieci. Cóż spokojny obserwator (czyli ja :D) może w takiej chwili zrobić? No nic... no bo co? Mam iść tam i ofiarować pomoc w nurkowaniu za nokią 3210? Może wspierać słowem z oddalenia, dopingować "dobrze! szukaj! głębiej głębiej! bierz go!". Nic z tych rzeczy, osoba taka jak ja mogła jedynie kontemplować wydarzenie na rozmaite sposoby oraz dochodzić do wniosków. Pani oczywiście telefon wyłowiła, otrzepała się i wróciła do pracy, a ja pozostałam z refleksją na temat tego jak bardzo jesteśmy w stanie przywiązać się do przedmiotów. Czy takie przywiązanie zawsze jest spowodowane skojarzeniem z kimś bliskim? A może przywiązujemy się do rzeczy, które określają lub przypominają nam emocje i uczucia? Głębokie rozważania spowodowane upadkiem telefonu komórkowego do śmieci supermarketowych spowodowały, że podczas wiosennych porządków bez rozterek i bólu serca wyrzuciłam pudełeczko z kosmykiem włosów byłego chłopaka, kartkę z przepisanym jego pierwszym smsem jako najważniejszym listem miłosnym mojego życia, połamany ołówek, który dostałam od niegdyś ważnej osoby i śmierdzącą maskotkę wygrzebaną zza szafy w sali, w której kiedyś spotykałam się z przyjaciółmi. Bo cholera, przecież nie można wciąż tkwić z głową w tym kuble na śmieci i szukać czegoś z czym już dawno powinno się rozstać. 

* * *

Teraz chciałabym trochę odejść od tematu śmieci i mam nadzieję, że Wy również nie będziecie miały z nimi skojarzeń oglądając moją pracę :D

Wiele razy przymierzałam się do palet TheColorRoom. Była to trudna sprawa, bo czasem zupełnie nie wiedziałam jak to ugryźć. W końcu paleta #107 zainspirowała mnie absolutnie. Przygotowałam LO w zestawieniu kolorów, które dotąd było mi bardzo obce. Takie wyzwania lubię!




A tak wygląda paleta:


Jeśli jesteście ciekawe czego użyłam do wykonania pracy to zajrzyjcie tu.

ps. wiadomośćz ostatniej chwili. Swoje podwoje otworzył właśnie nowy sklepik SODAlicious. Jestem pod wrażeniem pomysłu dziewczyn. Na sklepowym blogu można wygrać superowe nagrody:

 

Comments

  1. Jezu jak napisałaś: "do którego się opróżni" - miałam przerażenie w oczach...liczyłam, że to się nie dzieje naprawdę hahaha.

    Tak tak, dokładnie miałam te same myśli, kiedy zgubiłam stempel i świat legł w gruzach...na te wszystkie rzeczy , do których się przywiązujemy, przechodzi cząstka nas samych, albo naszego bezpieczeństwa, świata, który sobie zbudowaliśmy i kiedy to gubimy, zwyczajnie czujemy pustkę. bardzo to narcystyczne. Dla tej pani telefon był wartościowy na tyle, że nie miała oporów nurkować w śmietniku. Nawet jeżeli to była Nokia! Co za kobieta! xD Moja kumpela kiedyś nurkowała w śmietniku, dla sąsiadki - starej kobiety, która przez przypadek wyrzuciła rachunek. Najśmieszniejsze jest to, że był dzień babci, a ona właśnie wróciła z piekarni, w jednej ręce zatem trzymała ptysie, drugą, stojąc w środku śmietnika, grzebała xD Chyba każdego kiedyś to spotka.
    Wiesz, że śmietnik po śląsku to hasiok, a grzebanie to sznupanie? Więc sobie tak sznupała zanurzona po kolana w hasioku i też wydobywała same zacne epitety, jak ta pani, co mnie raczej nie dziwi :D

    Praca piękna, poradziłaś sobie z fantastycznie z kolorami. Kaboszony nieziemskie! (bo to kaboszony? z motylem i dwoma paniami?). A sznureczek zwisający z klamerką - istna rozkosz!
    Sory, rozpisałam się strasznie ahaha.
    Dzięki za przesyłkę raz jeszcze (bo nie wiem czy SMS doszedł) :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Doszedł sms, miałam właśnie pisać maila :))
      Hasiok mówisz? Znałam to słowo ale nie wiedziałam co oznacza :D Historia o kumpeli niezła. Kosmiczna sytuacja.
      Tak to coś jak kaboszony, z jakiejś starej primowej kolekcji. Idę na maila :d

      Delete
  2. wspaniały scrap!
    a co do przywiązywania się... ja na przykład mam z tym problem, bo chomikuję wszystkie rzeczy, które mają dla mnie znaczenie sentymentalne. nie mam już miejsca na ich przetrzymywanie. :P

    ReplyDelete
  3. Twoje scrapy są coraz bardziej fantazyjne!!! nie mogę się na nie napatrzeć... niesamowite detale!!! i te warstwy... cudowne!!!

    ReplyDelete
  4. Z tego wszystkiego "była to trudna sprawa" odczytałam jako "brudna sprawa" a patrzę na obrazek i żadnych brudów nie widzę.... hahah Fajna praca! :) Dobre wymuszenie nie jest złe!
    A za opowiastkę i cenną, mądrą refleksję - dziękuję. Mam dużo takich śmieci jeszcze. Nie wiem gdzie, ale na pewno gdzieś są poupychane. Choćby dlaczego trzymam zeszyty z LO, o nieeee, nie dla cennych notatek, ale dla cennych liścików na marginesach, wierszyków, rysuneczków.... zawsze jak je przeglądam uruchamiają się takie szufladki pamięci, o których istnieniu na co dzień nie mam pojęcia!

    ReplyDelete
  5. Ja, podobnie, jak Ty, w pewnym momencie życia powiedziałam sobie STOP i wyrzuciłam wszystkie "wspomnienia", które nie warte były chomikowania (podobnie, po rożnych byłych, karteczki, które sobie w liceum podczas lekcji wysyłaliśmy z kolegami i koleżankami - tak, tak, to tez miałam, itp.). Zostawiłam tylko wartościowe rzeczy i od razu lżej mi się zrobiło. :))
    Buziole!

    ReplyDelete
  6. sounds like your day was interesting....i love the page! the metal that you worked in- chain, keyhole...very cool. i like the pops of red too! very nice!

    ReplyDelete
  7. Great job on with the TCR challenge! I always love your painting!

    ReplyDelete
  8. uwielbiam detale na tej pracy, kwiatki, łańcuszki, motylki, klamerkę... całość jest niesamowicie inspirująca.

    ReplyDelete
  9. Zawsze się zastanawiam jak Ci się udaje tak napchać a nie przepchać.. Cudny scrap!

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts