5/13/2012

Niecierpliwość pod szpitalem.

To wcale nie miał być tak paskudny dzień jakim się okazał. Na szczęście jego najbardziej burzliwa część dobiegała dla mnie końca, co zbiegło się również z wyczerpaniem pokładów mojej cierpliwości. Po stoczonej batalii z magistrem i przeforsowaniu swojego zdania na temat godności praktykantki w aptece szpitalnej z radością odkryłam, że wybiła 14, więc mój czas na dziś już dobiegł końca. Zmieniłam buty, otarłam rękawem łzy i z ulgą potoczyłam się w stronę przystanku autobusowego. Było gorąco, więc za kioskiem znalazłam kawałek cienia. W głowie coś mi pulsowało, byłam nadal wściekła i zniechęcona.

Miałam do siebie żal, że tak późno puściły mi nerwy oraz że tak późno postanowiłam się odezwać. Gdybym nie dała sobie wchodzić na głowę od samego rana być może dzień byłby lepszy. Byłam zbyt cierpliwa. Te wszystkie wyrzuty układałam sobie w głowie już od piętnastu minut, a 523 nadal nie nadjeżdżało. Gdy nie muszę się spieszyć takie rzeczy mnie nie ruszają. Zresztą w ogóle mnie nie ruszają, bo zdaję sobie sprawę, że stanem padaczkowym autobusu nie przywołam. Ale na przystankowej ławce siedział ktoś, kto miał zupełnie inne nastawienie do świata. 

Hmm... jak mogłabym Wam opisać atmosferę panującą na przystankach pod szpitalami? Otóż ludzie starsi poturbowani, ale zdolni do jazdy komunikacją miejską, lub nie mający wyboru. Ludzie z ranami zaklejonymi gazą, ludzie po pobraniach, ludzie z nierównymi kończynami, z wadami wrodzonymi, nabytymi, ze sprzętem rehabilitacyjnym i wspomagającym - wszyscy czekający na jeden autobus. Jednym słowem krajobraz księżycowy, ale każdorazowo wzbudzający moje współczucie... Bo to przecież ludzie chorzy i samotni... i nie wiem które słowo gorsze. 

A więc towarzystwo nie pobudzało mojego poczucia własnej wartości, nie dodawało optymizmu - jednak mogło zainteresować. 523 się spóźniało i w naszym małym środowisku pod wiatą przystankową narastały frustracje. Co chwilę wybuchały syknięcia i jęki zniecierpliwienia. Kolejne 523 nadjechało w przeciwnym kierunku i starsza pani puściła refleksję w powietrze "noo w tamtą stronę już trzeci pojechał to i tu zaraz przyjedzie". Wydawałoby się, że jej spokojny ton głosu i łagodna wypowiedź powinny napawać pewnym optymizmem. Jednak okazało się, że jej sąsiad z ławki zareagował inaczej: "A co mnie ku*wa obchodzi jakieś popier*olone 523 z drugiej strony, ja na te czekam po*ebana babo". Mężczyzna przy tym wymachiwał w przestrzeni swoją kulą, tylko z pozoru służącą do chodzenia. Jak się domyślacie potem była już tylko eksplozja, bo "baba" miała trzy przyjaciółki w doli i niedoli, w zdrowiu i w chorobie, w atakach i obelgach. Sypały się zarzuty najgorszej maści, przymioty poniżające i zdania urągające ludzkiej godności. Ja wzięłam tylko trzy głębokie oddechy i usunęłam się trzy kroki głębiej w cień. 

W końcu autobus nadjechał i wszyscy szczęśliwie mogli wsiąść. Niestety nie był niskopodłogowy, więc wsiadaliśmy długo i mozolnie. Ostatni wsiadł ten zniecierpliwiony i wulgarny jegomość. Wsiadłszy, niefartownie zamiast poręczy złapał się otwartych jeszcze drzwi od ikarusa. Niefartownie, bo po pierwsze w tej samej ręce trzymał wystawioną agresywnie kulę, a po drugie, bo kierowca właśnie te drzwi zamykał. Pan nie wyczuł, że przy zamknięciu drzwi szarpną, łupną i wyrwą jego atrybut niemalże ze stawem łokciowym. Kobiety podniosły głos, a ja zdążyłam tylko przymknąć oczy. Po chwili zdesperowany kierowca otwierał i zamykał drzwi, w których raz po raz klinowała się kula. Sytuacja była nerwowa - pan wulgarny walczył z drzwiami próbując bezskutecznie wyciągnąć z nich swe oręże. Sypało się przy tym wiele niewyszukanych słów, a głośne panie zostały obrzucone stosem bolesnych przymiotów. Jednak musiały być chyba po sporej dawce środków uspokajających, bo jedyną ich reakcją było zaśmiewanie się w głos. Po chwili prawie cały autobus ryczał ze śmiechu, a jedynym najbardziej zdenerwowanym elementem był walczący z drzwiami. Oczywiście po kilku chwilach odzyskał swoją kulę i mógł nią bez problemu pogrozić wszystkim podróżnym, a potem z jej pomocą dziarsko pomaszerować do kierowcy, by bezlitośnie zapluwając mu szybę zmieszać z błotem. Autobus zaraz ruszył i wszyscy się uspokoili, a niebezpieczny element wysiadł na następnym przystanku. 
Teraz myślę, że z cierpliwością jest trudno, bo trzeba uważać, żeby nie przesadzić w żadną stronę. Żeby po chwili nie śmiał się z ciebie cały autobus niedołężnych ludzi, ale żeby też nie dać sobie wejść na głowię i przez dwie godziny nie musieć realizować sześciu oddziałowych recept upychając na wózki łącznie pięćset opakowań leków w pocie czoła. Czy w ogóle można być cierpliwym idealnie?

* * *

 Dziś na blogu CraftHouse kontynuujemy comiesięczną zabawę i mamy dla Was nowe wyzwanie. Wyzwanie nie jest trudne, więc zachęcam Was abyście spróbowali swoich sił, bo jak co miesiąc można wygrać bon na zakupy. Temat to wiosenny tag, a mój prezentuje się tak: 




Wykorzystałam między innymi kilka kolorów farbek Shimmerz, element z zestawu od PinkPaislee, stempel VintageDreams, papier z kolekcji EliseRebel.


Jeśli jesteście ciekawe w jaki sposób wykorzystuję farbki Shimmerz oraz nie wiecie jakie drzemią w nich możliwości to zapraszam Was na bloga CraftHouse w najbliższy piątek!

10 comments:

  1. uwielbiam jak opisuje z pozoru proste sytuacje codzienne :D
    twoj tag niesamowicie wiosenny! przepiekny :)

    ReplyDelete
  2. kocham Twoje opowieści <3
    tag cudowny jest, wiosna w stu procentach :D

    ReplyDelete
  3. Pan odczuł karmę na własnej skórze :]
    Wydaje mi się, że jesteś wabikiem takich sytuacji, nie wiem jak Ty sobie z tym talentem w życiu radzisz hahaha

    Tag podoba mi się bardzo :D

    ReplyDelete
  4. Absolutely brilliant creation. Little piece of arts. Very impressive use of different textures and colour! Well done!

    ReplyDelete
  5. Prezentuje się prawdziwie wiosennie!

    ReplyDelete
  6. niesamowity tag, kolory iście wiosenne

    ReplyDelete
  7. Świetna opowieść, tego mi było dziś potrzeba :D

    Tag-bardzo pogodny, super!

    ReplyDelete
  8. Ciekawa historia;) W poznańskich tramwajach też zdarzają się takie różne sytuacje- czasem nie wiadomo, czy się śmiać czy płakać...

    Tag piękny, bardzo energetyczny:)

    ReplyDelete

Blog Archive