5/16/2012

Spotkać kogoś znajomego.

Pomiędzy dwoma pierwszymi przystankami wyjęłam z torebki książkę. Udało mi się upolować miejsce siedzące w tramwaju. Za oknami budził się dzień, a przede mną perspektywa długich godzin na wykładach. Dlatego "Więźniem nieba" chciałam sobie umilić ranek. Zdążyłam przeczytać tylko kilka linijek tekstu, gdy na jednym z następnych przystanków wsiadła pokaźna grupa przedszkolaków. Roześmiane i rozgadane dzieciaki wparowały do wagonu i natychmiast zajęły każdy centymetr wolnej przestrzeni. Po niespełna minucie poczułam jak ktoś malutki ociera mi się o ramię, a za chwilę przewiesza się przez nie i nos ma w odległości trzech centymetrów od mojej książki. W najlepsze sylabizuje: "dzie-ci spoj-rza-ły na-fer-mi-na". Tramwaj nim targał i rzucał, lecz litery wydawały się naprawdę frapujące. 

Po przeczytanych kilku zdaniach na głos, chłopiec podniósł głowę i obdarzył mnie szerokim i pełnym dumy uśmiechem. "Bardzo ładnie czytasz, chyba masz już z piętnaście lat?" - starałam się go skomplementować. "Eeee tylko 6, ale już jestem duży"-usłyszałam.
- Ja to taką grubą książkę to w kilka dni to znaczy minut cały tamten tydzień przeczytałem. - odezwał się drugi maluch serwując mi taki sam uśmiech, tylko bardziej... "ubytkowy". Potem było kilka chwil przechwałek "ja to ja tamto", ale za moment znowu byłam w centrum uwagi. Chłopca sylabizującego interesowało absolutnie wszystko, każdy napis na budynku, każda betoniarka i dinozaur. Niezbyt wiele miałam chwil na swoje wtrącenia i komentarze, w zasadzie udało mi się tylko powiedzieć "dobre masz oko!", gdy spośród wielu reklam wypatrzył za oknem szyld sklepu i rozszyfrował duże białe litery jako "al-ko-ho-le". Nauka czytania była w punkcie kulminacyjnym - był w stanie przeczytać każde słowo i niezmiernie się tym ekscytował. 

Po kilku minutach wiedziałam już prawie wszystko. Wiedziałam, że już dziś nie poczytam, że dostał notes od mamy, że kiedyś zamierza się golić, a krostki robią się z brudu. Nie wiedziałam tylko nadal kogo tak bardzo mi przypomina. Czoło tego chłopca, oczy i kości policzkowe jakbym już gdzieś kiedyś widziała. Jakbym nawet dobrze znała... Kiedy wysiadał było mi przykro, mimo że zostałam pożegnana wyjątkowo soczyście, bo buziakami w obie dłonie. Jednak wciąż nie mogłam przestać myśleć o niezwykłym podobieństwie dziecka do osoby w mojej pamięci. Cały dzień upłynął mi na jałowym przeszukiwaniu zakamarków mózgu i próbach przypomnienia sobie twarzy chłopca. Dopiero w samotnej drodze powrotnej doznałam olśnienia... 

Tylko raz w życiu widziałam dwudziestoparoletniego kuzyna z Płocka. Stał samotnie wśród strug rzęsistego, sinego deszczu. W przemoczonym do suchej nitki płaszczu żegnał na cmentarzu swojego dziadka. Przypatrywał się naszym twarzom - rodzinie, której jeszcze nie znał. Dlaczego nie moglibyśmy spotkać się ot tak, z okazji pierwszego dnia wiosny, czy ostatniego dnia lata? Dlaczego musimy poznawać się na pogrzebie? Chyba nie ma nic gorszego. Po uroczystości podszedł trochę niepewnie i przedstawił się wyciągając dłoń. Z tego letniego, deszczowego dnia, oprócz zapachu wilgotnej ziemi i przemoczonych butów zapamiętałam najlepiej twarz kuzyna z Płocka. Rys, który jest nam wspólny, jego przygnębione spojrzenie i niepewny krok. Niesamowite jak zwyczajnie proste szczegóły mogą przypomnieć kogoś ważnego. Ten chłopiec, który właśnie nauczył się alfabetu coś rozpoczynał. Uroczo marzył o jutrzejszym deserze i nowych klockach. Chłopak na cmentarzu myślał wtedy chyba tylko o przeszłości, o dziadku i twarzach z naprzeciwka, które starał się rozpoznać ze zdjęć. Jestem pewna, że wiele by wtedy oddał za beztroskę dzieciństwa. Dziś kilometry znowu nas rozdzielają i znam go tylko z imienia. Ale cieszę się, że pamiętam też twarz i mogę odnaleźć jej cechy wśród tłumu.

* * *

Mam dziś dla Was layout, który przygotowałam do specjalnej edycji majowej palety na TheColorRoom ze "Scrap That!". Przyznam, że paleta była dla mnie trudna, bo rzadko mam okazję pracować z takim połączeniem kolorów. Efekty oceńcie sami:


Za wycinanki dziękuję PiekielnejOwcy :)

A tak wygląda paleta:




21 comments:

  1. ścisnęło mnie za gardło.

    p.s. pięknie wyszłaś na tym zdjęciu.

    ReplyDelete
  2. kobieto uwielbiam jak piszesz! powinnas zaczac ksiazki pisac! niesamowity styl :)

    ReplyDelete
  3. Za każdym razem gdy czytam to co napisałaś, w pierwszej chwili przebiegam cały tekst pobieżnie aby upewnić się czy piszesz o sobie, czy to jest opowiadanie zmyślone, a potem czytam raz jeszcze z zapartym tchem. Myślę że Marysza ma rację, powinnaś pisać chociaż czy właśnie tego nie robisz? Pozdrawiam Cie serdecznie

    ReplyDelete
  4. ach te dzieciaki:)
    superowy scrap:)

    ReplyDelete
  5. Ciekawa historia, a Twoje konkluzje z pewnością warte są przemyśleń:)

    Praca przepiękna! Fajne warstwy;)

    ReplyDelete
  6. Piękny scrap, paleta na pierwszy rzut oka może wydawać się mało lekka, trochę zgaszona, a u Ciebie na LO jak na kolorowej pościeli, warstwy, fałdki, kwiaty i lekkość. Super!

    ReplyDelete
  7. Ożywiłaś tą paletę :) A historia bardzo dobra, przyznaję. Zwłaszcza ostatni akapit naprawdę niezły :)))

    ReplyDelete
  8. Jak w przypadku poprzednich prac, tak i tę najchętniej bym Ci skradła... Pozdrawiam ciepło.

    ReplyDelete
  9. Jakaś taka trochę ponura ta paleta, ale potrafiłaś niesamowicie tchnąć w nią radość!

    ReplyDelete
  10. Z wielką przyjemnością poczytałam i obejrzałam, więc powiem, że wow!! Ale superowy LO, piękny, a właściwie przepiękny!!

    ReplyDelete
  11. Wspaniały scrap!Historia jak zawsze ciekawa i tak ciekawie pisana.:)
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  12. przepięknie napisane, cóż mogę dodać więcej?

    LO tradycyjnie fantastyczny, super lekki a tyle tam tego przecież. jak Ty to robisz??

    PS czy jechałaś może dziś (17/05) autobusem 114 po 8:00 w stronę Wilsona? tak się zastanawiałam cz to Ty, czy nie ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak! jechałam! :D :D
      dziękuję za wszystkie miłe słowa :*

      Delete
    2. cholera to się mogłam rzucić na Ciebie z okrzykiem "Czeko!! To Ty???"... gorzej jakbyś to jednak nie była Ty, mogłabym zostać posądzona o niepoczytalność :P

      ale Ty chudzina jesteś!

      Delete
    3. Cholera, no mogłaś :D Ale ja często na tej trasie więc możesz być czujna :))

      Delete
  13. Ale czy ja Cię widziałam?

    ReplyDelete
  14. ha ha nie wiem, ja siedziałam tam gdzie te poczwórne miejsca są, arafatka, kurtka khaki, zaczytana w "Siostrze" R. Lupton, ale jedno oko cały czas mi latało w Twoją stronę i taksowało czy to Czeko jest i co robić :) a Czeko bokiem albo plecami do mnie i trudno mi było stwierdzić na 100%

    ja też często na tej trasie, bo pracuję w Centrum Olimpijskim (tzn. w biurowcu na terenie CO, tzw. Athina Park) i jak się wyrabiam z czasem, to wsiadam właśnie w 114. tylko przez ten tydzień wyjątkowo na 9:00 do pracy, a normalnie to na 8:00 (wtedy zazwyczaj jadę 112 a później 185).

    ReplyDelete
  15. rany ale teraz tytuł tego posta innego wyrazu dla mnie nabrał!

    ReplyDelete
  16. Pięknie piszesz i pięknie tworzysz :)

    ReplyDelete
  17. Jak dla mnie po raz pierwszy historia pobiła pracę...nie zrozum mnie źle, to nie krytyka, bo LO absolutnie fantastyczne, ale słowa zaczynają żyć w głowie, bardziej, niż obraz...to jest akurat takie uczucie jakbyś siedziała z zamkniętą książką i miała ten moment zadumy nad jej zakończeniem :)

    ReplyDelete
  18. no tak za wycinanki podziękowała ale za zdjęcie już nie !

    kurde dziewczyno jak ty piszesz !!! z tą farmaceutyką to zwaliłaś trzeba było na pisownictwo iść !!

    ReplyDelete

Blog Archive