Aby się romantycznie określić...

Okazuje się, że jestem materialistką. Hmm... nie wiem czy to właściwie słowo, ale w każdym razie odczuwam bolesne przygnębienie i pustkę po wyjeździe mojego roweru do "zimowej kwatery". Patrzę na fragmenty wytartego parkietu  na którym stał, na ubrudzoną oponą ścianę, na zapasowy kluczyk od zapięcia który jeszcze został na półce. Autentycznie cierpię. Zamykam oczy i przypominam sobie jak przyjemnie jechać nim z górki, jak zaczynając jazdę lekko odrywam piętę od chodnika a on już sam mnie prowadzi... Piękne rzeczy! A może po prostu szkoda mi lata? Przecież brak roweru to najbardziej widoczna w moim mieszkaniu oznaka jego końca. Ok, chyba cofam materialistkę. Raczej jestem sentymentalna. I jak romantycznie to brzmi! :)

Żeby się pocieszyć nadal scrapuję. Na szczęście to można robić bez względu na porę roku. Znakomicie mobilizują mnie wyzwania na scrapki-wyzwaniowo. Dziś Ankan rzuca nam kolejne: należy zainspirować się fragmentem książki, która na naszej półce wciąż czeka na przeczytanie. U mnie taką pozycją jest "Gra w klasy" Cortazara. Kupiłam ją używaną w twardej okładce za 3 zł i z wielką ambicją od razu zaczęłam czytać. Jednak jak dotąd nie przebrnęłam jeszcze przez 20 pierwszych stron co na pewno jest błędem. Kiedyś mi się uda!


Fragment w środku "szarej bańki" naprawdę mnie zainspirował. Zainspirowały mnie też te przepiękne kolory jesieni. Musi być w niej przecież coś pozytywnego, prawda? :)

Na blogu scrapki-wyzwaniowo spotkacie dawkę inspiracji dla tego wyzwania od dziewczyn z DT.

A tu zdjęcie gdy zaczynałam pracę nad tą stroną:


Jeśli chcecie zobaczyć jak tworzę taką pracę koniecznie przyjdźcie na otwarcie pracowni Manufabricum w Warszawie na ulicy Konopackiej 17/19. O godzinie 17 rozpocznę swój całkowicie bezpłatny pokaz. Wystarczy tylko zająć sobie dobre miejsce :)

W pracy wykorzystałam materiały ze sklepu scrapki.pl


 


A przedwczoraj dotarł do mnie ktoś bardzo wyjątkowy. W następnym poście więcej o tej wizycie!

Comments

  1. Ja dostałam "grę w klasy" od męża (wtedy jeszcze nawet nie narzeczonego) jakieś, hmmm.... 13 lat temu... I do tej pory nie przebrnęłam :)

    A praca cudna!!!

    ReplyDelete
  2. Piękna praca :) A z rowerem prawda żal się rozstać :) Ale pomyśl już jaką radość Ci sprawi pierwsza wiosenna przejażdżka - byle do wiosny :)))

    ReplyDelete
  3. cudooowna praca!!!! nie moge oderwac od niej oczu.. te kolory!! ahh :)

    ReplyDelete
  4. o, a ja tę książkę przeczytałam po raz pierwszy jedenaście lat temu i od tej pory chyba jeszcze ze trzy razy :) piękny wpis, bardzo chciałam przyjechać i zajrzeć ci przez ramię, jak tworzysz, ale mój brzuch zdążył urosnąć zdecydowanie za bardzo, żeby z nim jechać do warszawy...

    ReplyDelete
  5. powieśc piękna, praca też ;)

    ReplyDelete
  6. Łączę się w bólu i tęsknocie za rowerową wolnością :_
    Ale ale jakże raduje mnie to, że wróciłaś do pisania i przybliżania nam swoich przemyśleń na temat życia :D jak gąbka chłonęłam każdą literkę, a na deser każdego piksela tej cudnej pracy!

    ReplyDelete
  7. Pięknie, naprawdę pięknie. Podziwiam!!

    ReplyDelete
  8. Oj mi tez szkoda, że już po lecie... Ale cóż zrobić? trzeba cieszyć się tym co jest! ♥ Przepiekna praca!!!

    ReplyDelete

Post a Comment

Popular Posts