10/18/2013

Strange feelings.

Yes, there must be some magic in autumn. I have no idea how it happend but since few weeks I'm nice, I smile more often and I feel the need to help people. Let me say... disinterestedly. Not that I'm overenthusiastic... but everything is so much brighter, easier and everything is... smiling. Even the man in the train from the day before yesterday, and his wheezing. 
 We are somewhere between Legionowo and Warsaw, I'm reading my book with full joy and humming some great patriotic song (yep, weird but since few days the only songs I got in my mind are patriotic songs. For example: http://youtu.be/WRDlYffba1A ), I'm trying to wade through intricacies of the "Autumn of the patriarch". This time Marquez really wants to kill his reader using dots only for three times in the whole book. And then I hear behind my back: "Oh, hello Mrs. Jadzieńka, good morning dear friend of mine in your beautiful name-day." Now I drop the book and stop humming. My serenity turns into a great emotion as I didn't hear such beautiful modification of Jadwiga name since my childhood.

"I'm doing quite fine. My doughter Kasia got married. And this guy is pretty nice, they doing well. They live in Warsaw together. I told them, Mrs. Jadzieńka, they can always come back to our countryside, but they want to live by their own, and maybe that is better. And I'm doing quite fine. I got new dog. Just to relieve my grief after this horrible death of my first dog. He sleeps in my bed. I had some bad days, you know Mrs. Jadzieńka... I had some problems with money, I had some nervous breakdown, you know.... But now it's better. I'm working in Mr. Jarek's auction house. He is so greedy but the most important thing is that I got job. I'm getting back to reality. Little by little. I got ups and downs but I'm doing well. How are you? I heard Basia got married too? That is such a wonderful thing. I still remember your cheesecake Mrs. Jadzieńka."

I feel like Mrs. Jadzieńka drills my mind with shiny screwdriver and the only thing I want is to cry. Cry for this man, scream for his sadness and his positive attitude at the same time. And I need to do this, I need to see his face. I turn around, and it doesn't matter how stupid I look, but now I finally know this man's face. He looks like a good man. Exactly like good man should look like. He is under fifty, with aquiline nose and calming baldness. I'm closing this damn "Patriarch". What do I need for all of these weird descriptions of sexual relationships of usurper when I got real and beautiful story of life right behing my back. The story that is worth to tell in few beautful and simple words in short telephone call to a friend. The story that exist next to me, the man who has his lovely but sad life. And he is just like me, there is no difference. And we all want the same.
Maybe I got some emotional weeks, but I like it anyway. I'm feeling simpathy, I didn't expect that. 


Tak, musi być coś magicznego w tej jesieni. Nie mam pojęcia jak to się kołtuni, ale od kilku tygodni jestem miła, częściej się uśmiecham i czuję potrzebę pomagania człowiekowi. Powiedzmy... bezinteresownie. Nie żebym była nadmiernie entuzjastyczna.... ale wszystko jest jaśniejsze, łatwiejsze i wszystko się... uśmiecha. Nawet ten pan z pociągu z przedwczoraj. Nawet mnie to jego sapanie nad kanapką nie zdenerwowało. 
 Jesteśmy gdzieś pomiędzy Legionowem i Warszawą, pogodnie czytam sobie książkę, mruczę pod nosem jakieś mobilizujące pieśni patriotyczne (od kilku dni chodzi za mną "Żeby Polska była Polską"), brnę przez zawiłości Marqueza, który w "Jesieni patriarchy" wyjątkowo chce zgnoić czytelnika, aż tu nagle słyszę za swoimi plecami po skosie "No cześć pani Jadzieńko, witam cię kochana w tym dniu twoim uroczystym". Książka opada bezwładnie na kolano, pieśni ustają, pogoda ducha zamienia się we wzruszenie, bo od dzieciństwa nie słyszałam, żeby ktoś piękniej zdrabniał Jadwigę. 

"No jakoś sobie radzę, Kasię wydałem za mąż. Fajny nawet ten chłopak, radzą sobie jakoś. Mieszkają w Warszawie. Nawet im, Pani Jadzieńko, zaproponowałem żeby może ze mną mieszkali, żeby na wsi. Poddałem im taką myśl, wiesz Pani Jadzieńko. Ale oni chcą sobie sami radzić, może to i lepiej dla nich  młodych. A ja jakoś sobie radzę. Kupiłem sobie pieska w miejsce tego, który tak jak wiesz nieszczęśliwie zginął, to mnie chociaż piesek grzeje w nogi i razem sobie z nim jakoś radzę. Miałem takie gorsze chwile pani Jadzieńko, ty wiesz... Z finansami to była bardzo ciężka sprawa, miałem takie podłamanie nerwowe... Ale jakoś tak sobie poradziłem. Pracuję w domu aukcyjnym u pana Jarka. On to jest sknerus bardzo, ale najważniejsze że mam pracę. Wracam na ziemię powoli. Mam takie wzloty i upadki. A co u ciebie? Słyszałem, że Basia też za mąż wyszła.Cudowna wiadomość. Wciąż jeszcze mam w ustach smak Twojego sernika". Jadzieńka świdruje mi mózg jak błyszczący śrubokręt i pragnę już tylko płakać. Wyć z rozpaczy i wzruszenia nad jednoczesnym smutkiem i radością tego człowieka. Jak natrętna baba obracam się, żeby zobaczyć jego twarz. Szkoda, że nie mam napisane na czole "Wsparcie mentalne", nie wyglądałabym może wtedy tak głupio. Ale muszę, po prostu muszę, sorry facet, zobaczyć twoją twarz. A więc ten pan pod pięćdziesiątkę ma typowe oczy, z których dobrze patrzy. Orli nos i kojącą łysinę. Zamykam tego cholernego "Patriarchę", bo na co mi jakieś opisy stosunków seksualnych samozwańca w zwierzęcym stylu, gdy oto na mych uszach rozgrywa się historia życia. Historia w kilku pięknie dobranych słowach, którą warto przedstawić podczas kilkuminutowej rozmowy telefonicznej z solenizantką. Coś co jest obok mnie, człowiek który istnieje i jest taki jak ja. Może ma trochę gorzej, ale taki jak ja. I wszyscy pragniemy tego samego.
Może mam jakieś "wzruszające" tygodnie, ale bardzo się cieszę. Bierze mnie na współczucie, tego się nie spodziewałam. 
A jeżeli jesteśmy przy jesieni, to mam dla Was pomalowane liście. Jakkolwiek to brzmi i być może nie wzbiłam się na artystyczne wyżyny, to jednak mając pod ręką kilka flamastrów postanowiłam dać sobie radość.

But if we are still talking about autumn I got for you painted leaves. However it sounds...



I used Faber-Castell Design Memory Craft products to have fun this time. Here you will find more photos and full product list.

Użyłam produktów Faber-Castell Design Memory Craft. Ich pełną listę i więcej zdjęć znajdziecie tu.


16 comments:

  1. No i ja się wzruszyłam! :))) I uśmiałam po pachy :))) Uwielbiam tą opowieść szalenie!
    Dziękuję za pozytywne fluidy na dobranoc:)))))
    A listek przeboski! Prawdziwe dopełnienie tej cudnej historii:)

    ReplyDelete
  2. Piękna opowieść :) Ale, że twardziel jestem, to od razu do listka: jutro z dzieciem zaczynamy malowanie :)

    ReplyDelete
  3. That is one of the most heartfelt posts I've ever read. And your leaves are beautiful...

    ReplyDelete
  4. Mi też radość dałaś :) Liściem i opowieścią. No a jesień tak działa - jesień, życie, ludzie, pociąg - w pociągu zawsze jakoś się jest bliżej ludzi ;) A że mama moja, z którą też ostatnio życiowe różne sprawy przeżywam, też jest Pani Jadzieńka, tym bardziej mi się Ciebie miło czytało dzisiaj ;) A ją zdrabniano Iga, Iguś, Jadzia, Jaga, nawet Jagoda. A moja bratanica, która przejęła po niej imię, jest wołana Adźka ;) Pozdrawiam jesiennie!

    ReplyDelete
  5. I think you are right there must be some magic in Autumn. The most heartfelt journalling. Thank you for sharing. I love your leaf it is beautiful and bright and full of hope. :D

    ReplyDelete
  6. Hello Czeko!! I'm Olga from Barcelona, I discovered ypur blog few days ago and today I'm impresioned with ypur post!!! This leaves are magics, I'm in love them!! Thanks so much for this inspitration, I'll hope have time to try to do!! Also, 2 weeks ago I discivered Gelattos in a workshop with Wilna Fursteneberg!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. http://doblespiral.blogspot.com.es/2013/10/leaves-de-czekocyna.html


      ;) Thanks!

      Delete
  7. yes magic in autumn everething is so beautiful in colours

    ReplyDelete
  8. przepięknie pomalowany liść Czekoczynko! na miniaturce posta wydawało mi się, że uszyłaś tego liścia z jakiejś tkaniny a tymczasem ty po prostu go przepięknie pomalowałaś!!!
    uwielbiam czytać Twoje historie, no uwielbiam :) i ja też mam lepszy humor i lepiej się czuję tej jesieni, nie wiem przez co to ale ciągle sobie wmawiam że to tylko działanie magnezu który codziennie wcinam haha :D

    ReplyDelete
  9. Pięknie pomalowałaś te liście, jakby na drzewach takie rosły, to jesień byłaby fenomenalna i zbierałoby się je garściami! :)

    ReplyDelete
  10. ostatnio trafiłam na te liście na pintereście. I pomyslałam- ciekawe, kto wpadł na taki genialny i piękny pomysł? Cudownie przeczytać, że to Ty:)

    ReplyDelete
  11. Przepiękne te liście! Nie wpadłoby mi do głowy ze to malowane, myślałam ze uszyte z pięknych materiałów

    ReplyDelete
  12. Autumn is the beginning of my favorite time of year. The 1st morning you wake up and smell the crisp fresh cool air is like no other. I adore this. I love to wrap in a blanket or my long footie pjs (yes I have them, LOL) and sit on my back porch swing and drink coffee or cocoa. And the beautiful countryside with all the vibrant jewel tones of reds and golds and oranges on fire in the trees.And seeing your beautiful art and story. I love your creative mind and soul.

    ReplyDelete
  13. Ojej! Wyszło wspaniale! Z taką lekką orientalną nutką :)

    ReplyDelete
  14. Zaczytałam się i odpłynęłam... jak we śnie :) zmiana wymiarów :) Pozdrawiam

    ReplyDelete

Blog Archive